MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Rolnicy walczą o siebie i konsumentów. Sebastian Jarosz, rolnik pow. raciborskiego: "Wszyscy gramy do jednej bramki"

Marcin Śliwa
Marcin Śliwa
Od 9 lutego trwa protest generalny rolników. Po niemal miesiącu regularnych demonstracji podsumowaliśmy sytuację w rozmowie z Sebastianem Jaroszem, rolnikiem ziemi raciborskiej, zaangażowanym w protesty w naszym regionie. Wywiad ukazał się 8 marca w magazynie DZ.

Trzydziestotniowy strajk generalny rolników zbliża się do końca. Jakie panują nastroje wśród protestujących? Czy udało się coś osiągnąć tą falą protestów?

Sebastian Jarosz: Nastroje są fatalne, bo nic się nie dzieje w kierunku poprawy sytuacji. Są tylko rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy. To tylko puste słowa, bo nie ma żadnych pozytywnych działań w naszym kierunku. Na dzień dzisiejszy prawie nic nie osiągneliśmy. Jedynie tyle, że Komisja Europejska dała nam dwie opcje – albo przystajemy na ugorowanie 4 proc. gruntów, albo zamiast tego zasiejemy rośliny bobowate, bez stosowania środków ochrony roślin na tych obszarach. Skutkuje to tym, że praktycznie nic z tego nie zbierzemy, bo zarosną to chwasty. Dali nam taką opcję, że chyba lepsze jest zostawienie pola ugorem, niż robienie czegokolwiek, bo przynajmniej mamy oszczędność na nasionach, które musielibyśmy wysiać. Plon byłby praktycznie żaden, bo rośliny bobowate dość wolno rosną. Teraz mówi się, że Komisja Europejska jest skłonna do wyrzucenia Zielonego Ładu do kosza, ale na razie są to tylko puste deklaracje i nie spoczniemy dopóki sytuacja na wschodzie nie zostanie uregulowana w sposób należyty.

Jak pan ocenia działania polskiej klasy politycznej w tym temacie?

Poprzedni rząd podpisał się pod „Zielonym Ładem” i pakietem „Fit for 55” oraz zatwierdził wspólną politykę rolną, która jest niekorzystna dla wszystkich. Nie tylko dla nas, ale też dla obywateli, bo na dzień dzisiejszy mamy zamrożenie energii do lata, ale później wszyscy to odczują. Zamrożenie cen energii jest spowodowane tylko tym, że mamy wybory samorządowe i wybory do Europarlamentu. Jak będzie już po wyborach, to dowiemy się, jaka jest prawdziwa cena prądu.

Czy nowa ekipa rządząca stara się to odwrócić?

Na razie nie ma żadnych przesłanek ku temu. Na razie to tylko puste gadanie i odwlekanie. Dobrze się to nie skończy, dla nas na pewno. Jeżeli nie będą chcieli z nami rozmawiać i będą dalej nas traktować w taki sposób to rolnicy pękną i dalej będą protesty, mimo tego, że na polach ruszyły prace agrotechniczne. Na dzień dzisiejszy sytuacja wygląda tak, że zboże jest bardzo tanie, jest problem ze sprzedażą, a jak już komuś uda się sprzedać pszenicę po tej niskiej cenie, to i tak mało kto w ogóle widzi te pieniądze, bo firmy nie płacą za sprzedane zboże. Bardzo wielu rolników ma problemy, czekają kilka dobrych miesięcy na pieniądze. Firmy skupujące też już popadły w tarapaty, bo ich rynki zbytu się zapełniły.

W strajkach rolników wspomogli również górnicy i myśliwi. Jak wpłynęło to na protestujących rolników?

Przyłączają się do nas inne grupy z czego się bardzo cieszymy. Czasami jest tak, że konflikt interesów między rolnikami, a myśliwymi jest spory. Jeżeli zwierzyna wyrządzi szkodę na gruntach rolnych rolnika, to może się ubiegać o odszkodowanie od koła łowieckiego i z reguły było tak, że były jakieś zgrzyty. Teraz widać, że wszyscy się jednoczą, bo jeżeli się nie zjednoczymy, to przegramy tę bitwę. Górnicy też nas wspierają, bo rozumieją co się dzieje i też mają problem. Polityka klimatyczna doprowadza do tego, że energia w Polsce jest droga, przez to, że wytwarzamy ją z węgla. Jeżeli będziemy za to płacić haracze Unii Europejskiej, bo tak to trzeba nazwać, to będziemy zmuszeni do wygaszania kopalń i górnicy zostaną bez pracy. Oni są tego świadomi, tak samo jak my. Wszyscy powinni mieć tę świadomość.

Zbliża się czas powrotu na pola. Rolnicy zakończą protesty i wrócą do swoich gospodarstw?

Tak naprawdę nie mają innego wyścia, bo z czegoś trzeba żyć. To jest kuriozum, bo co innego mają zrobić rolnicy, jak nie pracować? Rolnicy są od tego, aby produkować dla nas żywność. Zostawienie ziemi ugorem nie przejdzie przez sumienie rolnika. Podejrzewam, że rolnicy będą pracować, bo tacy już jesteśmy.

Czyli oznacza to, że strajki zakończą się 9. marca, po upływie 30. dni?

Strajki nie mogą się zakończyć, jeżeli nie wypracujemy rozwiązania, które pozwoli na przetrwanie rynku europejskiego, ale też ukraińskiego. To się nie może skończyć bez rozwiązania, bo stracimy suwerenność żywnościową. Teraz mamy nadwyżkę jako Unia, ale jeżeli gospodarstwa zbankrutują, to nie będziemy w stanie obsiać ziemi, a mamy za wschodnią granicą wojnę. Niech się coś poważnego stanie, co wygasi teren rolniczy, to będziemy bez żywności. Takie działania, które prowadzą do zniszczenia rolnictwa są absurdalne. Unia Europejska przez kilkadziesiąt lat dążyła do tego, żeby żywność w Europie była zdrowa i była produkowana u nas. Nagle wszystko się obróciło o 180 stopni. Unia ma najzdrowszą żywność na świecie. Jest tak dzięki temu, że gospodarstwa są średniej wielkości i można je kontrolować urzędami państwowymi i w ten sposób na nie wpływać. Im dane przedsiębiorstwo jest większe i ma więcej środków, to może sobie na więcej pozwolić i wchodzi aspekt korupcji. Przy małych i średnich gospodarstwach nie ma takiej możliwości. To jest nasz atut, że mamy takie gospodarstwa i ludzi, którzy chcą pracować, bo praca na roli to ciężki kawałek chleba.

Skoro na Zielonym Ładzie nie zyskuje polski rolnik i polskie państwo, a nowe regulacje mogą zachwiać polityką rolną realizowaną przez kilkadziesiąt lat w Unii Europejskiej, to kto w ocenie rolników jest beneficjentem tego rozwiązania?

Tylko i wyłącznie agroholdingi, nie ukraińskie, a zachodnie. Struktura gospodarstw rolnych na terenie Ukrainy jest taka, że ponad połowę ziemi uprawiają agroholdingi. Firmy z Zachodu zainwestowały ogromne pieniądze i trzeba to powiedzieć otwarcie, wyzyskują naród ukraiński. Zwykły Ukrainiec ma teraz przechlapane. Agroholdingi produkują na terenie Ukrainy, a firmy mają zarejestrowane na Cyprze i w Luksemburgu. To firmy z kapitałem ze Stanów Zjednoczonych, Holandii, Niemiec, Danii, Arabii Saudyjskiej i Chin. Aż 9 na 10 najwiekszych agroholdingów jest własnością Zachodu, a państwo ukraińskie nie ma z tego praktycznie hrywny, bo wiemy jak to jest, gdy firmy zarejestrowane są gdzieś indziej. Mało tego, zachodnie agroholdingi wykorzystują jeszcze tanią siłę roboczą, jaka jest na miejscu. Tak to niestety wygląda, a gospodarstwa ukraińskie, które faktycznie jeszcze produkują, to też duże gospodarstwa, większe niż polskie, ale nie mają „nic do gadania”. Muszą współpracować z agroholdingami, które eksportują też ich zboże, po ustalonej przez siebie cenie. To nie jest wina Ukraińców, tylko tego, że to państwo nie funkcjonuje tak jak powinno.

Zatrzymajmy się jeszcze na moment przy Ukrainie. Ma pan wiedzę na temat tego, jak obecnie wygląda sytuacja na polsko-ukraińskiej granicy?

Z tego co wiem, to rolnicy dalej blokują granicę. Cały zamysł deklaracji premiera Tuska odnośnie wprowadzenia stanu nadzwyczajnego na terenie przygraniczny miał na celu zastraszenie rolników, jednak rolnicy się nie ugięli. Pojechali tam pełną ekipą i nagrywali wszystko, żeby dokumentować to co się dzieje. Było spokojnie, nikt nie został stamtąd wyrzucony. Na dzień dzisiejszy granica nadal jest blokowana, tak jak była do tej pory, w formie protestu.

Jak po prawie miesiącu protestów odbierają Was ludzie? Częściej spotykacie się ze zrozumieniem czy z hejtem?

Tak naprawdę wszyscy gramy do jednej bramki. Walczymy nie tylko o niezależność i utrzymanie suwerenności żywnościowej kraju, ale też o zdrową żywność. Konsument chce mieć pewność, że to, co kupuje w sklepie jest bezpieczne. Nie możemy powiedzieć, że nie używamy żadnej chemii, ale stosujemy chemię, która jest dopuszczona i to w określonych, kontrolowanych dawkach. Mamy kontrole z Państwowej Inspekcji Kontroli Roślin, które sprawdzają czy stosowane przez nas środki nie zostały wycofane, czy nie upłyną ich termin ważności. Wszystko jest dokumentowane, a polski rolnik jest mocno prześwietlony. Świadomość ludzi dzięki strajkom bardzo się zwiększyła. Bez nich konsument tego by nie wiedział i kupował tylko to co jest najtańsze i w promocji. Mamy raczej pozytywny odzew. Przez moment był negatywny odbiór przez ten nieszczęsny baner z Gorzyczek, który przypisano wszystkim protestującym rolnikom. Niestety tak działają media, że szukają sensacji i przyczepili to do nas. Na tamtą chwilę w Polsce było na drogach kilkadziesiąt tysięcy ciągników. Przypisywanie im wszystkim hasła z jednego banera jest nienormalne. Uważam, że jak na taką skalę protestów, było mało takich incydentów.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

od 12 lat
Wideo

Nowy pistolet MPS z Fabryki Broni "Łucznik"

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera