Rybnik. Dramatyczna ucieczka z walącej się kamienicy. "Próbowaliśmy się ewakuować zapleczem". Rozmowa z właścicielem restauracji InoWino

Aleksander Król
Aleksander Król

Wideo

Zobacz galerię (13 zdjęć)
O dramatycznej ucieczce ze Świerklańca, którego ściana frontowa runęła w czwartek, 18 marca na rybnicki deptak oraz o pracach wykonywanych wewnątrz zawalonej kamienicy, rozmawiamy z Pawłem Nowakiem, właścicielem restauracji InoWino i najemcą, który wynajął pomieszczenia od właściciela starego, rybnickiego Świerklańca.

Bardzo współczuję. Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało...

To prawda, jestem szczęśliwy, że żyjemy i nikt nie ucierpiał. Na początek chcę sprostować, że nie jestem właścicielem budynku, bo tak piszą niektóre media. Nie jestem ani właścicielem, ani głównym inwestorem, tylko najemcą. Wynajmuję pomieszczenia w Świerklańcu, w którym chciałem stworzyć restaurację.

Gdy runęła ściana Świerklańca, był pan wewnątrz kamienicy?

Tak, razem ze swoimi ludźmi, byliśmy w dużej sali, na górze (kilka dni temu właśnie w tej sali zrobiłem wywiad z najemcą - red.). Na piętrze wykonywaliśmy prace stricte wykończeniowe, czyli jakieś tam odrestaurowanie cegły czy odrestaurowanie starych drzwi albo stawianie ścianek działowych i tylko tyle działo się w tej części, która nie miała być przebudowywana. Całą budowlanką, projektami i przebudową zajmował się właściciel. Nie my robiliśmy nowe witryny, które zostały niedawno zmienione. Nie my zajmowaliśmy się zmianą stropów. To należało do właściciela.

Czyli wasza ekipa nie ingerowała w część, która się zawaliła?

Nie. Tam prace wykonywała inna ekipa, zatrudniona przez właściciela kamienicy.

Jak wyglądała wasza ewakuacja z sali na pierwszym piętrze?

Byliśmy faktycznie tam na piętrze. Usłyszeliśmy hałas. Najpierw zawaliła się jedna ściana nośna. Nie wiedzieliśmy, co robić. Po kilkudziesięciu sekundach runęło więcej. Próbowaliśmy się stamtąd ewakuować zapleczem, ale tam wszystkie drzwi niestety były zablokowane. Okna są zakratowane. Ale usłyszeliśmy z dołu, że możemy wybiec głównym wejściem. Tak zrobiliśmy. Gdy wyszedłem na dwór i zobaczyłem to, co się tam stało, byłem w szoku.

Nie przeocz

Wasza ekipa nie pracowała w części, która się zawaliła, a był w niej ktoś z drugiej załogi?

Wczoraj, na całe szczęście, jakieś 15 minut wcześniej załoga wyszła na piętro do swojego kamerlika, na kawę. Miejsce, w którym się znajdowali, ocalało.

Nie przeocz

Podobno poszli na papierosa, co ocaliło im życie...

Raczej na kawę. Podkreślam, to była oddzielna ekipa. Nie moi pracownicy. Mijaliśmy się tylko na budowie. Przy okazji chciałem sprostować, bo w mediach pojawiają się informacje, że kilku pracowników było pod wpływem alkoholu. To nie moi ludzie. Ani ja, ani moja ekipa - w sumie 5 osób - nie byliśmy pod wpływem alkoholu. Wczoraj już składaliśmy zeznania na policji jako świadkowie. Podkreślam, że właściciel miał swoją ekipę budowlaną, która robiła remont tej części na parterze, która runęła. Tamta ekipa robiła też stropy, a my robiliśmy tylko i wyłącznie prace wykończeniowe na piętrze w sali, gdzie nic się nie stało, nic się nie zawaliło. Wszystko jest tak, jak było, a przynajmniej było w chwili, kiedy stamtąd uciekaliśmy.

Była zgoda na przebudowę, ale są takie głosy, że za duża była ingerencja w stare konstrukcje. W internecie krążą zdjęcia wielkich belek leżących przed kamienicą, wyciętych ze środka.

Strop był całkowicie drewniany, żeby go wymienić, trzeba było te belki usunąć. Oczywiście, tak jak już mówiłem, to nie była moja robota, ale tak - strop był zerwany całkowicie, już przygotowany do wylania.

Pod nową restaurację InoWino chciał pan zająć zarówno salę na piętrze, jak i parter, w części, która się zawaliła?

Tak, na umowie najmu mieliśmy zapis, że 30 czerwca najprawdopodobniej będziemy mogli wchodzić i aranżować sobie ten dół jako najemca, nie inwestor.

Zobacz koniecznie

Żałuje pan, że zdecydował się wynająć pomieszczenia w starym Świerklańcu?

Ja jestem z tych, co to nie żałują niczego. Nigdy pewnych rzeczy się nie przewidzi. Nikt nie podejrzewał, że tak się może stać. Ani ja, ani pan Grzegorz. Właściciel i ja byliśmy dobrej myśli, chcieliśmy zrobić coś fajnego w Rybniku. Wyszło inaczej.

Rybnik. Kamienica się zawaliła. Kamera nagrała katastrofę. "...

Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Rybniku powiedział, że konieczne są prace zabezpieczające, bo ściana od ulicy Św. Jana jest niestabilna, ale kamienicę będzie można odbudować. Nadal chce pan tam otworzyć restaurację?

Rzadko chyba zdarza się, by tak szybko była decyzja o odbudowie, ale podejrzewam, że to ze względów bezpieczeństwa. Wie pan, ja się cieszę, że nikomu się nic nie stało i na razie tą myślą żyję. Muszę się otrząsnąć. Dopiero potem jakieś decyzje będziemy podejmować, ale na pewno nie na szybko.

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
eko-park

Koszmarna sprawa. miejmy nadzieję, że Polskę uda się odbudować tak aby każdy był bezpieczny i zdrowy i nikt nie musiał spać na ławce.

Dodaj ogłoszenie