Sieroty zapłacą za kryzys

Aldona Minorczyk-Cichy
Dla sierot liczy się każda pomoc. Pobyt w domu dziecka jest najgorszym rozwiązaniem
Dla sierot liczy się każda pomoc. Pobyt w domu dziecka jest najgorszym rozwiązaniem fot. dariusz gdesz
Udostępnij:
Z powodu kryzysowych cięć w rządowym budżecie prace nad ustawą o pieczy zastępczej i stopniowej likwidacji domów dziecka mogą przesunąć się nawet o rok lub dwa.

Jeśli tak się stanie, do biduli niepotrzebnie trafi nawet 10 tysięcy dzieci, w tym także tych najmłodszych. Rodziny zastępcze już teraz rezygnują z przyjmowania podopiecznych, a nowe się nie zawiązują.

W Sosnowcu działalność zakończył Terenowy Komitet Ochrony Praw Dziecka. Od lat 90. szukał maluchom nowych rodzin. Ratował je przed bidulami i brakiem miłości. Do tamtejszego urzędu miejskiego, który na pomoc przy adopcjach zarezerwował w budżecie 30 tys. zł, wpłynęła w tym roku tylko jedna oferta. Podobnie jest w innych miastach regionu.

- Rodzicielstwo zastępcze upada. Ludzie się zniechęcają i wypalają. Sam od 15 lat walczę z przepisami oraz z bezmyślnością urzędników - mówi Andrzej Olszewski z Chrześcijańskiego Stowarzyszenia "Misja Nadziei" w Dąbrowie Górniczej.

Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej, zapowiedziała, że z powodu kryzysu rząd obciął 200 mln zł na ustawę, która od 1 stycznia 2010 roku miała regulować los sierot i dzieci porzuconych. Tę kuriozalną decyzję oprotestował rzecznik praw dziecka, Marek Michalak: "Nie powinniśmy robić oszczędności kosztem dzieci zagrożonych wychowaniem poza rodziną, porzuconych i osieroconych" - napisał do marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego. Protest wystosowała też Koalicja na Rzecz Rodzinnej Opieki Zastępczej, do której należy sześć śląskich stowarzyszeń. - Dzięki nowym przepisom do domów dziecka nie trafiałyby maluchy. Kierowano by je do rodzin. Tam miałyby szansę na normalny rozwój - podkreśla Andrzej Olszewski.

Dlaczego rząd zrezygnował z ustawy? Chodzi zaledwie o 200 mln zł. Tyle ma kosztować wprowadzenie instytucji asystenta rodziny i koordynatora rodzinnej opieki zastępczej. Nowe przepisy to także stopniowa likwidacja domów dziecka. - Mam nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Ta ustawa jest spójna z przepisami o zapobieganiu przemocy. Nie da się ich wprowadzić w życie bez ustawy o pieczy zastępczej - podkreśla Danuta Pietraszewska, posłanka PO.
W domach dziecka przebywa 25 tys. sierot i dzieciaków porzuconych. To istne przechowalnie, w których jest zbyt tłoczno, dochodzi do przemocy pomiędzy wychowankami, a liczba opiekunów jest zbyt mała. Taka jest opinia Najwyższej Izby Kontroli.

Od 2010 r. domy dziecka miały być stopniowo likwidowane. W zamian proponowano rodziny zastępcze i rodzinne domy dziecka. Już teraz jest w nich 12 tys. maluchów. To tam mają najlepszą opiekę. Niestety, reforma jest zagrożona. Rząd postanowił zaoszczędzić na sierotach 200 mln zł. Tyle miało kosztować wprowadzenie usta- wy o pieczy zastępczej. Przesunięto ją o rok, może dwa. Czy rodzice zastępczy doczekają się nowych przepisów, a dzięki nim pomocy w wychowaniu dzieci?

- Zaczynamy tracić nadzieję. Wiele rodzin rezygnuje z przyjmowania dzieci. Nowych chętnych nie widać. Rodzicielstwo zastępcze przechodzi kryzys - ostrzega Andrzej Olszewski z Chrześcijańskiego Stowarzyszenia "Misja Nadziei" w Dąbrowie Górniczej.

Kiedy 15 lat temu z żoną tworzył rodzinę zastępczą, zaczął tę ideę propagować wśród znajomych. Wydawało mu się, że ominą go problemy. Nie udało się.

- Tak naprawdę ciągle zmagam się z urzędnikami. Wśród nich są ludzie, którzy zupełnie nie znają się na tym, czym kazano im się zajmować. Nie mają doświadczenia. Trzymają się sztywno przepisów, wymagają, ale nie pomagają - podkreśla Olszewski.

Opowiada o byłej podopiecznej, która uciekła z domu, bo się zakochała. Obiekt tych uczuć pociągnął dziewczynę na dno. Urzędnicy zagrozili Olszewskim odebraniem dzieci. Uznali, że są złymi wychowawcami, bo sprzeciwiają się miłości. Ostatecznie dziewczyna trafiła do domu dziecka. Nie była tam długo. Ponownie uciekła i ślad po niej zaginął.

Do rodzin zastępczych trafiają dzieci po przejściach. Mają skrzywioną psychikę. Do tego często dochodzą fizyczne ułomności. Wyprowadzenie ich na prostą to ogromna praca i nie zawsze zakończona sukcesem. W instytucjonalnych domach dziecka ich sytuacja byłaby jeszcze gorsza. Powód to zbyt duża liczba wychowanków i zbyt mała liczba opiekunów. Dlaczego tak się dzieje?

Zdaniem Jolanty Fedak, szefowej resortu pracy i polityki społecznej, powodów jest kilka. Między innymi słaba profilaktyka na poziomie lokalnych społeczności. Minister podkreśla, że praktycznie nie pracuje się z rodzinami. Rodzice są pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia w wychowywaniu dzieci. Kiedy w rodzinie pojawiają się problemy, osoby odpowiedzialne za pomoc (pedagodzy szkolni, pracownicy socjalni) widzą zwykle jedno rozwiązanie - zgłoszenie do sądu rodzinnego. Ten zaś w imię rzekomego dobra dziecka podejmuje decyzję o zabraniu go matce i ojcu. Zwykle wybierane bywa najprostsze rozwiązanie, czyli umieszczenie dziecka w placówce wychowawczej. Szukanie rodziny zastępczej jest bardziej kłopotliwe.

Nowe przepisy miały doprowadzić do rozkwitu rodzicielstwa zastępczego i powolnej likwidacji domów dziecka. Niestety, ich wejście w życie zostało przesunięte. To fatalne rozwiązanie. Rodziny zastępcze czekały na umowy o pracę (zamiast umów-zlecenia), urlopy, a przede wszystkim fachową pomoc.

- Rodziny się sypią, bo wysiadło wsparcie. Na dodatek od pewnego czasu pomiędzy rodzinami, a ośrodkami pomocy społecznej zaczął narastać konflikt. W jednym z małopolskich ośrodków rodzice usłyszeli nawet, że są jak "strupy". Ta sytuacja nikomu nie służy, a już najmniej dzieciom - ostrzega Olszewski.

Nie ukrywa, że także w rodzinach zastępczych dochodzi do patologicznych sytuacji. - Nie ze wszystkich rodzin jesteśmy dumni. Ktoś jednak zakwalifikował takie nieodpowiednie osoby do opieki nad dziećmi, ktoś je również kontrolował i nie dostrzegł zła - podkreśla.

Panaceum na wadliwy system miały być nowe przepisy. - Nie tracę nadziei, że jednak terminy zostaną dotrzymane - mówi Danuta Pietraszewska, posłanka PO i obiecuje interwencję.

W Rudzie Śląskiej (miasto posłanki Pietraszewskiej) rodziny, w których źle się dzieje, podpisują kontrakty z pomocą społeczną. Godzą się na pomoc asystentów. Uczą się podstawowych spraw: opieki nad dzieckiem, prania, gotowania, sprzątania, opłacania rachunków. W zamian dostają więcej pieniędzy. Jeśli zerwą umowę, grozi im odebranie dzieci.

- To naprawdę działa - podkreśla posłanka Pietraszewska. Dodaje, że dzieci z rodzin, które nie podołały terapii, są kierowane nie do domów dziecka, tylko do rodzin zastępczych.

Podobnie miało być w całym kraju od stycznia 2010 roku. Czy decyzję rządu o zmniejszeniu pieniędzy na reformę uda się wycofać?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie