MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Tęsknota żubra. Felieton Marka Szołtyska, historyka i znawcy Śląska

Marek Szołtysek
Ślązoczki karmiące żubra Zygfryda. Niezwykłe zdjęcie Brunona Waliczka z 1940 roku.
Ślązoczki karmiące żubra Zygfryda. Niezwykłe zdjęcie Brunona Waliczka z 1940 roku. Brunon Waliczek
Wiosną 1865 roku wysłano koleją niezwykłą przesyłkę z Rosji do Niemiec. Gdyby się jednak przyjrzeć listom przewozowym, to przesyłany towar był nadany nie tyle w Rosji, co na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego. Natomiast adresat mieszkał nie tyle w Niemczech, co u nas na Górnym Śląsku. Konkretnie mówiąc car Rosji Aleksander II wysłał koleją z Puszczy Białowieskiej cztery żubry do księcia pszczyńskiego Jana Henryka XI.

Te trzy żubrze krowy i jeden byk miały być ku uciesze księcia myśliwego, który – jak to się mówi po śląsku – miał ptoka lub szmyrgla na punkcie polowań. Z czasem okazało się, że książęca hodowla w Pszczynie uratowała żubry przed całkowitym wymarciem. Dlaczego? Bo kiedy car wysyła żubry dla księcia, to żyły one już tylko w Puszczy Białowieskiej. Gdy zaś w 1919 roku w Białowieży zmarł ostatni żubr – to ratunkiem dla żubrzej populacji okazała się tylko książęca hodowla żubrów na Śląsku. Pszczyny jednak też nie ominęły problemy. Bo choć w 1915 roku żubrów w książęcej hodowli było około 70, to podczas pierwszej wojny światowej i powstań śląskich zaczęły się nielegalne polowania i kłusownicy doprowadzili to tego, że na świecie – czyli w Pszczynie! - zostały już tylko trzy żubry i wszystkie były postrzelone. Szczęście, że z nich zdatne do podtrzymania gatunku były: byk Plebejer z odstrzelonym przez kłusowników ogonem oraz krowa Planta postrzelona w udo. Ale doczekali się młodych i hodowla żubrów przetrwała. Dzisiaj w Polsce mieszka około dwa tysiące żubrów a na świecie około dziesięć tysiące. Wszystko dzięki parze dwóch żubrów-inwalidów. Niech to będzie nauka dla wszystkich, którzy niesłusznie cenią tylko młodych, pięknych i zdrowych.

I jeszcze jedna żubrza historia. Otóż w czasach drugiej wojny światowej

po wsiach Ziemi Pszczyńskiej wędrował pewien żubr – oczywiście syn Plebejera i Planty. Wchodził na przydomowe podwórka, a ludzie karmili go sianem i warzywami. Sympatycznego żubra nazywano – Zygfryd, a Brunon Waliczek zrobił mu zdjęcie w Studzienicach pod domem rodziny Komraus. Wieść o oswojonym żubrze dotarła do uszu Hermanna Goeringa, jednego z przywódców hitlerowskich Niemiec, który otwierał pod Berlinem prywatne ZOO i zażądał przywiezienia tego śląskiego żubra. Tak Zygfryd pojechał w rajza ze Śląska do Niemiec. Tam jednak z tęsknoty za swoimi pszczyńskimi ziemiami tracił chęć do życia i zaczął chorować. Wtedy Goering nakazał, by do opieki nad nim sprowadzić kilka znanych mu Ślązoczek ze Studzienic. I pojechały dwie kobiety za żubrowe opiekunki, bo ponoć Zygfryd żywo reagował na dźwięk śląskiej godki. To było już za późno – żubr zakończył żywot.

Tak sobie myślę, że setki tysięcy Ślązoków, którzy przez ostatnie dziesięciolecia wyjechali na stałe do Niemiec - lepiej zrozumieją tęsknotę tego żubra za Śląskiem.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni