Tomasz Ossoliński, czyli życie utkane złotą nitką

Ola Szatan
Udostępnij:
W technikum odzieżowym w Katowicach poznał Jerzego Antkowiaka. Po maturze został projektantem Zakładów Odzieżowych "Bytom". O projektancie Tomaszu Ossolińskim, który w tym roku świętuje 20-lecie kariery, pisze Ola Szatan

Na początku był Łucznik, taka zwykła walizkowa maszyna do szycia. Tajniki jej obsługi poznał dzięki ukochanej babci. I połknął bakcyla. Już jako młody chłopiec wyznaczył sobie kierunek, w jakim potoczy się jego zawodowe życie. Wiedział, czego chce. Zajmować się modą.

16 lat i pierwsza kolekcja

Tomasz Ossoliński nie ukrywa, że świadomie zdecydował się na naukę w technikum odzieżowym na Dąbrówce Małej w Katowicach. To była szkoła z wieloletnią tradycją (już niestety nie istnieje). Miał 16 lat, gdy zaprojektował i pokazał swoją pierwszą kolekcję. W jednym z wywiadów wspominał 1993 rok, gdy moda w Polsce ograniczała się do miesięcznika "Burda", targów w Poznaniu i wielkich zakładów przemysłowych, takich jak Telimena, Moda Polska czy Hoffland.

- W tamtych czasach nie istniały takie kolorowe magazyny jak "Gala" czy "Viva", styliści dopiero się uczyli, a rodzice dzisiejszych blogerów byli małymi dziećmi - podkreśla dzisiaj Tomasz Ossoliński.

- Ale było kilka dużych nazwisk, które ubierały całą Polskę: Barbara Hoff, Grażyna Hasse i Jerzy Antkowiak, wtedy absolutny król projektantów - dodaje.

Taką datę się pamięta

Dobrze wspomina swoje pierwsze spotkanie z Jerzym Antkowiakiem. To był 25 maja 1993 roku.
- Taką datę się pamięta - podkreśla z uśmiechem. Jerzy Antkowiak odwiedził wówczas jego szkołę z okazji eliminacji do konkursu krawieckiego, w którym był jurorem.

Dla naszego bohatera to był doskonały impuls, by zrobić pierwszy pokaz swojej kolekcji. Wymyślił, że pokaże gorsety, "bo nie wymagają kilometrów tkaniny".
- Na tym pokazie była też Kalina Paroll, projektantka współpracująca z panem Jerzym. Ona też mi pomogła, bo skontaktowała mnie kiedyś z hurtownią, która dała tkaniny na drugi pokaz. I potem wszystko zaczęło się kręcić - zdradza Tomasz.

Jeszcze będąc uczniem technikum został dostrzeżony przez Halinę Szymurę, dziennikarkę katowickiego oddziału TVP. Zaprosiła go do udziału w swoim programie "Oj, ni ma jak Lwów", który poświęcony był balom lwowskim. - Pierwsze spotkanie szczególnie utkwiło mi w pamięci z tego powodu, że nam nie szło. Był tak skrępowany przed kamerą, że musieliśmy chyba zrobić 12 dubli - wspomina z uśmiechem Halina Szymura.

- Halina to była pierwsza publiczna osoba, która we mnie uwierzyła - podkreśla projektant. - Poznała mnie z Ewą Zmyślony, która teraz pracuje w Stanach Zjednoczonych. Ewa podarowała mi pierwszą maszynę do szycia, na której do dzisiaj szyję - dodaje.

Choć pierwsze spotkanie przed kamerą nie wypadło idealnie, to Halina Szymura postanowiła częściej zapraszać Tomasza do telewizji, do porannego programu śniadaniowego na regionalnej antenie.

- Obserwowałam, jak się wyrabiał. Oczywiście rozmawialiśmy wcześniej o tym, jak program będzie wyglądał, Tomek solidnie się do niego przygotowywał. Skromny, ale bardzo zdolny. I zawsze był szalenie pracowity. Kiedy inni chłopcy kopali w piłkę, on siedział przy maszynie do szycia - dodaje.

Wizyty Tomasza w programie śniadaniowym wspomina też Marianna Dufek-Durczok.

- On był wtedy uczniem II klasy technikum odzieżowego, a ja byłam młodą dziennikarką. Pamiętam, jak wraz z kolegami zawitał do naszego programu pokazać kolekcję gorsetów. Jeden utkwił mi głęboko w pamięci, zbudowany ze sznurka sizalowego. Widać było, że ma coś w sobie. Innych projekty były poprawne, jego były niezwykłe - mówi Marianna.

"Bytom" otworzył drzwi do kariery

Po maturze Ossoliński dostał propozycję objęcia stanowiska głównego projektanta w Zakładach Odzieżowych "Bytom". Wtedy to była jedna z największych tego typu fabryk w Polsce. I na pewno największa na Śląsku. To tam przez kolejnych kilka lat pod okiem mistrzów krawieckich zdobywał najwyższe szlify w tym rzemiośle.
- Przyznam się szczerze, że to był absolutny dar. Dzisiaj takie sytuacje się nie zdarzają. Przede wszystkim odwaga tych prezesów w zatrudnieniu mnie na stanowisku głównego projektanta. Osoby, która nawet nie była po studiach, bo studia dopiero miały być przede mną. A tak naprawdę stały się one realnym życiem - opowiada.

Wtedy Zakłady Odzieżowe "Bytom" ubierały prominentów, polityków, elitę. Słynna okazała się już jego pierwsza kolekcja garniturów, licząca 300 wzorów. Stworzona w ciągu zaledwie trzech miesięcy. Kolekcja została pokazana na dużej gali podczas otwarcia Targów Poznańskich.

- Wówczas te targi miały jeszcze swoją dużą moc. Porównywalną do tej, jaką ma teraz Fashion Week w Łodzi. Zawsze na rozpoczęcie tych targów odbywał się pokaz galowy, bardzo ważny i prestiżowy. Wtedy po raz pierwszy "Bytom" otwierał te targi, a ja z nim debiutowałem - wspomina artysta. Podkreśla, że praca w "Bytomiu" zaowocowała tym, że dzisiaj ma własne atelier w Warszawie.

Kto jest jego "matką chrzestną"?

W ciągu kilkunastu lat wypracował sobie mocną pozycję. Dzisiaj wśród klientów Tomasza Ossolińskiego są osobistości ze świata biznesu, polityki, kultury, sztuki i rozrywki. To u niego garnitury na "wielkie wyjścia" szyją m.in. Paweł Małaszyński czy Andrzej Chyra. To on ubrał Kubę Badacha na ślub z Aleksandrą Kwaśniewską, który odbył się w zeszłym roku. W modzie dla kobiet również ma swoje osiągnięcia. W 2005 roku Ossoliński zrealizował swoje marzenie i uszył suknię na oscarową galę (kreacja, którą zaprojektował dla Hanny Polak, nominowanej za najlepszy film dokumentalny, zyskała jednogłośną akceptację Akademii Filmowej). Od wielu lat łączy go szczera przyjaźń ze znakomitą aktorką, Grażyną Szapołowską, o której mówi się, że jest "muzą Ossolińskiego".

- Bardzo się cieszę, że jego kariera tak się potoczyła i tak daleko zaszedł. Zresztą fantazyjne pomysły Tomka niedawno obgadywałyśmy z Moniką Olejnik - dorzuca Marianna Dufek-Durczok.

Przypomnijmy, że to dla Moniki Olejnik Ossoliński zaprojektował słynną suknię z wizerunkiem Marilyn Monroe, w której 4 lata temu brylowała na Balu Dziennikarzy w Warszawie.
- Jestem taką trochę "matką chrzestną" Tomka. Przepowiedziałam mu, że z takim nazwiskiem zrobi karierę. Nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, że się wybił - podkreśla Halina Szymura, która żałuje jednak, że po wyjeździe projektanta do Warszawy nie ma takiego kontaktu, jakby chciała.

Z kolei Ossoliński wspomina, jak Halina Szymura zaprosiła go kiedyś na koncert muzyki Henryka Mikołaja Góreckiego w katedrze Chrystusa Króla.

- To były obłędne dźwięki, ujęły mnie. Po latach, podczas pokazu z okazji 15-lecia swojej kariery, wykorzystałem jeden z utworów Góreckiego "Amen op. 35", który odśpiewał Chór Opery Narodowej - zdradza.

A skoro o jubileuszu mowa, to projektant wkrótce świętować będzie 20-lecie swojej pracy.

- Jubileusz uczczę w najbardziej prosty i właściwy dla mnie sposób, czyli organizując pokaz nowej kolekcji. Zaplanowany jest na początek września w Warszawie. Może jesienią coś się uda zrobić, by pokazać ją też w Katowicach, ale na to są potrzebne środki i czas musi na to pozwolić - opowiada.

Wciąż zabiegany i zapracowany. Jak zatem reaguje na słowo "odpoczynek"? - Kiedyś średnio co 3 lata jeździłem na wakacje, ale byłem już na skraju wytrzymałości. Natomiast teraz staram się bardziej higienicznie żyć. To nie jest praca przez osiem godzin dziennie. Projektowanie jest częścią życia - twierdzi.

Mówi się, że "szewc bez butów chodzi". To stwierdzenie idealnie pasuje do Tomasza Ossolińskiego. - Chociaż rok temu moje krawcowe się zbuntowały i same zaczęły pilnować, by moje garnitury co sezon były nowe - uśmiecha się.

A kogo sam chciałby jeszcze ubrać? - Wielkim komplementem dla mnie jest to, kiedy po moje rzeczy sięgają dwudziestolatkowie. Natomiast w przypadku konkretnych osób to większość z nich udało mi się już ubrać lub ubieram. Wyzwania? Chciałbym cały czas mieć ochotę ścigać się ze sobą - podsumowuje.
Ola Szatan


Koszulka dla Hospicjum Cordis

Tomasz Ossoliński zaprojektował specjalną koszulkę, a dochód z jej sprzedaży trafi do Hospicjum Cordis
To jedna z atrakcji III edycji Silesia Fashion Day, które jutro, 13 kwietnia, odbędzie się w westybulu Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Koszulka (z podpisem Ossolińskiego) jest w kolorze białym, na którym widzimy kobiecą sylwetkę ubraną w modny płaszcz. W ręku trzyma różę (symbol hospicjum) w kolorze fuksji (jedyny kolorowy akcent).Modnym akcentem są słuchawki.
Podczas SFD odbędą się też pokazy wiosennych kolekcji, a na wybiegu w roli modeli pojawią się m.in. znane w regionie osobistości.


*Kutz: Autonomia okazała się oszustwem. Ślązakom należy się status mniejszości etnicznej [WYWIAD RZEKA]
*TYLKO W DZ: Niesamowite zdjęcia górników i kopalń z XIX w. Maxa Steckla
*Cygańskie wesele w Rudzie Śl. On - 21 lat, ona 16 lat. ZOBACZ ZDJĘCIA Z ZABAWY
*Serial Anna German [STRESZCZENIA ODCINKÓW]

Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Materiał oryginalny: Tomasz Ossoliński, czyli życie utkane złotą nitką - Dziennik Zachodni

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
Ona
NIE istnienie?! Owszem istnieje i dalej jest szkola z wieloletnia tradycja tyle tylko ze zostala połączona ze szkola budowlana. I mimo nazwy Zespol Szkol Budowlanych dalej jest ta sama szkola.
M
Monica
No właśnie, w tych czasach ciężko jest się tak wybić, też pasjonuje mnie ta branża ale niestety nie stać mnie na materiały a projekty leżą i będą żółkły:(
Dodaj ogłoszenie