Zasada o deglomeracji: Warszawa ma się dzielić. Katowice?

    Zasada o deglomeracji: Warszawa ma się dzielić. Katowice?

    Marcin Zasada

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Zasada o deglomeracji: Warszawa ma się dzielić. Katowice?
    Katowice ze słuszną nadzieją wypatrują projektu Gowina. Z oczywistych względów (tak, polityka) wydają się naturalnym celem przeprowadzki centralnych urzędów, agencji czy innych instytucji o znaczeniu ogólnopolskim. Zakładamy rzecz jasna, że projekt Gowina to jest „real deal”, a nie kolejny polityczny playback pokroju „województwa częstochowskiego”.
    Zasada o deglomeracji: Warszawa ma się dzielić. Katowice?
    Tak jak Katowice mają prawo liczyć na niespotykaną dotąd łaskę w planowaniu, jak to się mówi, rozwoju solidarnego terytorialnie, tak samo, równolegle w Sosnowcu, Rybniku czy nawet w Częstochowie, powinna tlić się nadzieja na deglomerację w skali województwa. Powinna?

    Dziś zdecydowana większość instytucji o znaczeniu regionalnym skoncentrowana jest w Katowicach, co zrozumiałe: prawo stolicy województwa. Z drugiej strony, w województwie tak policentrycznym, w którym swój sprzeciw wobec nie w pełni uzasadnionego dyktatu Katowic formułują nie tylko Gliwice czy Sosnowiec, ale i Rybnik, Częstochowa oraz Bielsko-Biała, sprawiedliwy rozdział ponadlokalnych funkcji i zadań wydaje się koniecznością. Ponadto, czy Katowice na pewno chcą być stolicą wszelkiej biurokracji?
    Jeśli idea Gowina to faktycznie jakiś impuls w myśleniu o organizacji państwa (a nie tylko wyborcza wrzutka bez kontekstu), nic nie stoi na przeszkodzie, by schodzić z nią na niższe szczeble administracji. Nietrudno wyobrazić sobie np. Wojewódzki Urząd Pracy w Sosnowcu, w Bytomiu (symboliczne, prawda?) czy nawet w Świętochłowicach.

    Teoretycznie, miejscem do takiej dyskusji powinna#być metropolia: nowy byt, organizujący się od zera, zmuszający do przeorientowania gminnych interesów i ambicji. Czy Katowice muszą być siedzibą metropolii? Tak nakazuje ustawa, ale w praktyce urząd GZM można by umeblować w każdym mieście. Wiedzieli o tym prezydenci, którzy oferowali swoje (Siemianowice, Chorzów, Sosnowiec) lub cudze (Bytom rekomendowany przez Gliwice) lokalizacje. Czy ten namysł do czegokolwiek doprowadził? Nie. Za to niektórzy samorządowcy zaczęli patrzeć na siebie spod byka. Niczego ta dyskusja nie rozwiązała, a lekarstwo może być gorsze od choroby. Siedziba metropolii pewnie pozostanie w Katowicach. Żeby nie rodzić napięć. Za to do paru miast trafią mikrokomórki GZM, by zaspokoić apetyty innych prezydentów albo wręcz: udawać, że i u nas koncepcja deglomeracyjnopodobna jakoś tam (fasadowo) zaistniała.

    Przeczytaj tekst Marka Twaroga - początek naszej dyskusji o deglomeracji: Zabierzmy Warszawie urzędy centralne

    Wracając do pomysłu Gowina, wydaje się to absurdalne: chcemy, żeby Warszawa podzieliła się jakimś urzędem czy ministerstwem (energii, czemu nie?), ale sami nie bardzo potrafimy przeprowadzić podobnego procesu w regionalnej mikroskali. Najbardziej właściwym adresatem tego dylematu powinny być Katowice, o ile nie jest tak, że idea metropolii stała się dla nich już praktycznie obojętna. Z drugiej zaś strony, prezydenci innych silnych miast mogą wkrótce zacząć traktować GZM jako neutralizator Katowic i narzędzie do poskramiania swojej stolicy.

    Czytaj również: Marcin Krupa o deglomeracji. Wmocnienie wizerunku Katowic

    Nikt nie wie, czy na etapie, na którym jesteśmy, potrzebujemy raczej zrobić z Katowic metropolitalną Warszawę i na tym budować spoistość aglomeracji, czy też Warszawą ma być cały obszar metropolii, na który sprawiedliwie delegowane będą różne funkcje, nawet za cenę ich nadmiernego rozproszenia. Jak to drugie ma się udać, jeśli nie czujemy się częścią większej całości?
    Metropolia na starcie wyzwoliła sporo dobrej energii wśród samorządowców. Nie na tyle dużo jednak, by dojść do jakiegokolwiek porozumienia w sprawie, którą właśnie poruszamy na łamach DZ. Prawda też taka, że dopóki szerokie spojrzenie na cały obszar nie będzie naturalnym priorytetem, nie będzie go wcale. W takich okolicznościach każdy kompromis będzie okupiony takimi kosztami, że żadnego kompromisu nie będzie. Tak niestety możemy zbliżyć się do kresu sensu funkcjonowania metropolii, poza realizacją obowiązków zapisanych w ustawie. Nic więcej nie dostaniemy. Czy naprawdę mamy poczucie, że mentalne bariery wśród prezydentów zostały na dobre przełamane?

    Siedziba metropolii, finansowanie Parku Śląskiego, metropolitalny sylwester, przejęcie Tramwajów Śląskich... etc. To tylko kilka przykładów braku porozumienia, z których wynika, jak wiele jeszcze przed nami, by coś, czego oczekujemy od rządu, miało jakiekolwiek podstawy również w skali regionalnej.

    Czytaj też: Wywróćmy ten stolik. Opinia o deglomeracji Pawła Siennickiego, redaktora naczelnego "Polski", warszawiaka

    Wkrótce kolejne głosy w tej sprawie.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    My som u siebie i żodyn gorol niy bydzie nom godoł jak momy godać.

    Na żółto i na niebiesko ⚒ (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 5 / 1

    ...... pomiędzy państwami granicą dwóch cywilizacji , dwóch kultur europejskie

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    LIBER POLACKI ELYTY PRzyKŁAD PŁYNIE Z GURY

    777 NIE POtO ELYTAA STUDI UJE BY PRACOWAĆ= (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3

    W UJNI JEWROPIEJSKIEJ BIUREW TYNCZOWO LIBER GEN DER ESSTABLIŚ MĘT CKICH NIGDY ZA DURZO

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo