Zbigniew Religa - Profesor od serca

Marlena Polok-Kin
arc DZ
Udostępnij:
Trafił na prowincję, do Zabrza, przypadkiem - bo nie chciała go wielka stolica. Patrzył za daleko i za wysoko sięgał. Warszawa więc zrobiła nam niechcący prezent - i w Zabrzu narodziła się nowa era polskiej kardiochirurgii i transplantacji. Śląsk nie tylko przyjął Zbigniewa Religę, ale z czasem pokochał. On sam, i to z wyboru, dołączył do grona najważniejszych Ślązaków w dziejach regionu. 

- Teraz mi już nikt na stadionie Górnika w Zabrzu nie powie, że jestem gorol - żartował odbierając w Rudzie Śląskiej statuetkę Hanysa w 2006 roku.

Cała Polska usłyszała o Zbigniewie Relidze i o zabrzańskim szpitalu w 1985 roku, gdy dokonał pierwszego, udanego przeszczepu serca. Zabrze okrzyknięto wówczas polską stolicą kardiochirurgii. Jak sam mówił - Śląsk dał mu wielką, życiową szansę. I Religa wykorzystał ją z nawiązką, nie zapominając o Zabrzu, gdy był już senatorem i ministrem zdrowia.

Pamiętają też o nim w Zabrzu, gdzie jego imię nosi nowy obiekt Śląskiego Centrum Chorób Serca, ma swoją ulicę w samym sercu miasta, chcą mu postawić pomnik i którego jest honorowym obywatelem. Otrzymał doktorat honoris causa Śląskiej Akademii Medycznej, której był rektorem.

- Miał niewyobrażalna wręcz pasję i determinację, którą zarażał innych ludzi - dodaje dr Jan Sarna, dyrektor generalny Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. Z. Religi w Zabrzu. - Dał się powściągliwym Ślązakom pokochać. Wsiąkł w Śląsk od czubka głowy po palce. 

Dał się powściągliwym Ślązakom pokochać. Wsiąkł w Śląsk od czubka głowy po palce - mówi o Profesorze doktor Jan Sarna

Jego estyma dla Śląska nie przekładała się na zamiłowanie do tradycyjnej kuchni i śląskich wiców (a uwielbiał je, a dyrektor Sarna musiał mu tłumaczyć niezrozumiałe słowa). Religa jasno mówił, że wszystko, czego udało mu się dokonać w życiu, zdarzyło się właśnie tutaj.

- Ja nie widzę nic w tym dziwnego, że tak się zżył ze Śląskiem - mówi senator Kutz. - Należał do gatunku ludzi z gruntu prawych i przyzwoitych. A na Śląsku tych ludzi jest więcej niż gdziekolwiek indziej. Więc tu znalazł podatny grunt dla swojej pracy. Myślę też, że ta deklaracja "jestem Ślązakiem z wyboru" była przejawem jego stosunku do układów panujących w Warszawie i tego, że Warszawa tego nietuzinkowego i wyjątkowego człowieka się w pewnym momencie jego kariery wyrzekła.

Kiedy w 1984 roku młody docent Religa, w wytartych, amerykańskich dżinsach i długim kucyku z tyłu głowy, przyjechał do ówczesnego Wojewódzkiego Ośrodka Kardiologicznego w Zabrzu, dyrektorem był prof. Stanisław Pasyk. 

- Powstawała właśnie nowa klinika kardiologii i w rzeczywistości o przybyciu Religi do Zabrza zadecydował przypadek. Jedyne, co go dotąd łączyło z tym miastem, kibicowska miłość do Górnika Zabrze. Może to jakiś znak był? - żartuje dr Jan Sarna.
Warto jednak pamiętać, że doc. Religa był już znany w środowisku jako piekielnie zdolny, rzutki, pędzący do przodu i chcący sięgać jak najwyżej, po  nowemu. Wrócił świeżo z USA z głową pełną pomysłów. Pracował tam u słynnego dr Adriana Kantrowitza, z pasją zajmował się eksperymentalną pracą związaną z transplantacjami. To go kompletnie zafascynowało. Choć miał propozycję pozostania u swojego mistrza, chciał wracać do kraju i tu nowocześnie leczyć, robić przeszczepy serca. Coś, czego w Polsce nie robił nikt. 

W Warszawie, mówiąc delikatnie - przełożeni Religi, powiedzieli jego pomysłom stanowcze "nie". Tymczasem prof. Pasyk w Zabrzu nie przestraszył się tej pasji i nowatorstwa młodego Religi.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Ale doc. Relidze sukces, jakim był pierwszy w Polsce udany przeszczep serca (pierwszego, niestety nieudanego dokonał prof. Jan Moll w Łodzi, w 1969 roku) - nie wystarczał. Wpadł na pomysł stworzenia Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii. W zeszłym roku świętowała 20-lecie istnienia. Z tej idei pasji ratowania ludzkiego życia powstał m.in. w FRK program sztucznego serca, a w rezultacie tych działań - m.in. komory wspomagania serca. Dziś zabrzańscy naukowcy mają już prototyp komór wspomagania serca dla dzieci i chcą zrobić wszystko, by jak najszybciej i one trafiły do klinik. Z ich doświadczeń wyniknęła także rola Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii jako koordynatora Narodowy Program Sztucznego Serca.

Dr Romuald Cichoń (wybitny uczeń profesora, dziś światowe guru operacji robotami kardiochirurgicznymi, dyrektor naukowy FRK) opowiada, że prof. Religa był szefem absolutnym, mistrzem, za którym się podążało i który pozwalał rozwijać skrzydła. - "Wie pan panie doktorze, my tu będziemy przeszczepiać serca" - usłyszałem od niego jako młody lekarz, na rozmowie kwalifikacyjnej. Myślałem sobie, że jeśli w 50 proc. sprawdzi się, co ten facet mówi, to będzie rewelacja. Rzeczywistość przeszła moje najśmielsze oczekiwania. 

Potrafił zarażać swą pasją absolutnie wszystkich, także dziennikarzy. "Profesor od serca - Zbigniew Religa", pierwszy film dokumentalny o tym wielkim człowieku i lekarzu, także mógł powstać wyłącznie na Śląsku, w katowickim ośrodku TVP. Gdy rok temu, 8 marca, na antenie ogólnopolskiej kilka milionów widzów obejrzało w drugą rocznicę śmierci prof. Religi ten film, słowa Śląsk i Zabrze znów były odmieniane we wszystkich przypadkach.

- Siedemnaście lat współpracowałam z Profesorem, realizowałam wszystkie koncerty "Serce za serce" - od pierwszego, z Placido Domingo, po "Muzykę irlandzką", w którym wystąpił po raz ostatni na scenie. Był wielokrotnie gościem moich programów - opowiada red. Halina Szymura, reżyser filmu i autorka scenariusza. - Był zwierzęciem medialnym doskonale rozumiejącym naszą pracę i jej wagę. Ale także przeuroczym człowiekiem, pełnym  charyzmy i otwartości.

Doc. Zygfryd Wawrzynek, honorowy prezes Górnika Zabrze i jego przyjaciel wspomina, że do ostatnich chwil życia profesor pozostał najwierniejszym kibicem Górnika Zabrze. Kiedy jeździł jeszcze na mecze, każde jego pojawienie się na trybunie stadionu przy ul. Roosevelta, gdy tylko spiker anonsował jego przybycie sprawiało, że zawodnicy się spinali, a publiczność wznosiła owacje. 

- Gdy coś szło nie po myśli naszych, z nerwów wychodził na jednego, dwa papieroski i wracał. Ale za to jak potrafił się cieszyć, gdy padła bramka! I nigdy nie powiedział złego słowa na swój klub. To była miłość bezwarunkowa - opowiada doc. Wawrzynek.

W loży na stadionie przy ul. Roosevelta, pomiędzy miejscami dr Jana Sarny i doc. Wawrzynka pozostało wolne miejsce. Nikt z przyjaciół profesora nie wyobraża sobie - i my jako redakcja DZ także - by na nowym stadionie Górnika mogło takiego krzesełka z nazwiskiem prof. Religi zabraknąć!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Taki se hanysek
Ja, mjoł recht, żodyn Mu ftedy, ani tera niy powjy, że je gorol. Co mo:k - to zrobjo:ł - Wielgi Człowjyk.
I paczcie sie bratki Hanysy - psziszoł sam ku no:m taki se gorol - a tak se nos pokochoł. Cześć Mu tsza łoddać!
I jo Ci ta cześć tera dowo:m, Panie Religa. Mo:m nadzieja, że fszyske inne Ślo:nzoki tysz...
Cześ Twoji pamjyńci.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie