Zwykły chłopak z Piekar Mateusz Kus wygrał Ligę Mistrzów!

Zbigniew Anioł
Mateusz Kus
Mateusz Kus
Historia urodzonego w Piekarach Śląskich Mateusza Kusa to sportowa bajka. Jeszcze rok temu był tylko solidnym ligowcem, a w miniony weekend w barwach VIVE Tuaron Kielce wygrał Ligę Mistrzów. Osiągnął sportowy szczyt.

Jego transfer do mistrzów Polski zaskoczył wielu. Po ośmiu latach gry w Azotach Puławy wychowanek Olimpii Piekary Śląskie trafił do zupełnie innego sportowego świata, pełnego gwiazd światowego handballu. O jego transferze oficjalnie poinformowano dokładnie rok temu w maju.

Uwierzył w niego trener Talant Dujszebajew. Jego początki w Kielcach były trudne. Sam przyznawał, że musiał się w zasadzie nauczyć wszystkiego. Mówił, że w drużynie VIVE biega się zupełnie inaczej niż był do tego przyzwyczajony. Na początku faktycznie miał wyjątkowo ciężko, bo trener Dujszebajew jest bardzo wymagający i oczekuje od swoich podopiecznych perfekcji. Mateusz Kus wiele razy dostawał od niego ostre reprymendy taktyczne. Pewnie jeszcze sporo takich usłyszy. Po transferze w Puław nie ukrywał, że grzechem byłoby odrzucić taką ofertę. Wtedy z jednego z najlepszych klubów w Europie. Dziś już najlepszego.

W polskiej lidze jeszcze sobie radził, ale już w Lidze Mistrzów było trudniej. Rywale potrafili wykorzystać jego słabości – głównie brak dynamiki w pojedynkach jeden na jeden. Ale Kus się nie poddał. W całym sezonie pod okiem Dujszebajewa robił stopniowo postępy. W Final Four Ligi Mistrzów był podstawowym obrońcą kieleckiego giganta – występował sporo w obu meczach. Grał przeciwko największym gwiazdą piłki ręcznej na czele z Nikolą Karabticiem, Mikkelem Hansenem czy Momirem Iliciem.

W meczu z PSG co prawda dostał czerwoną kartkę za trzy dwuminutowe kary, jednak walczył ile mógł. Z Veszprem było jeszcze trudniej, ale tak jak cała drużyna zmartwychwstał w meczu finałowym. Na koniec mógł wznieść Puchar Ligi Mistrzów, w tle słysząc wielki przebój „We are the champions”. Wygrana na pewno smakowała wyjątkowo, bo kielczanie zwyciężyli po karnych, mimo że na kwadrans przed końcem przegrywali dziewięcioma bramkami.
Może czuć się jak mistrz, bo wykorzystuje swoją życiową szansę. W żadnym innym polskim klubie niż Vive nie ma co liczyć na tak duże sportowe sukcesy. Może natomiast powalczyć o kolejne medale z reprezentacją Polski. Talant Dujszebajew powołuje go od niedawna i wszystko wskazuje na to, że urodzony w Piekarach Śląskich obrotowy pojedzie na Igrzyska Olimpijskie do Rio de Janeiro. Polacy w Brazylii chcą powalczyć o medal.

W ciągu roku nabrał pewności siebie. W Kielcach nauczył się innego myślenia. Przed wyjazdem na Final Four Ligi Mistrzów mówił wprost, że nie boi się nikogo. A czekały go starcia na najwyższym poziomie. Ten sezon to dla niego spełnienie marzeń. Najpierw został mistrzem Polski, potem wygrał z VIVE Puchar Polski, a na koniec zdobył to co najcenniejsze w klubowym handballu – złoty medal Ligi Mistrzów. Przed nim Igrzyska Olimpijskie

- Zwykły chłopak z Piekar wygrał Ligę Mistrzów! Życie to jest bajka, trzeba wierzyć, wierzyć. Wiara czyni cuda. Brawo dla wszystkich, którzy wierzyli we mnie i w zespół! - mówił w radości Matuesz Kus po wygranym finale.

Nie zapomina skąd pochodzi. W marcu tego roku gościł w swoim rodzinnym mieście. W Gimnazjum nr 2 i w hali piekarskiego MOSiR-u spotkał się z uczniami i dziennikarzami. Jest absolwentem  Gimnazjum nr 2 i piekarskiego Liceum Ogólnokształcącego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie