Alojzy Piontek uratowany po 8 dniach od zawału w kopalni [HISTORIA DZ]

Aldona Minorczyk-Cichy
Dziennik Zachodni informował o uratowaniu Alojzego Piontka arc.
Uznali go za martwego. Tylko najbliższa rodzina miała jeszcze cień nadziei. Tymczasem przeżył i po niemal ośmiu dniach spędzonych w piekle, 780 metrów pod ziemią - wrócił do żywych. Właśnie dzisiaj mija 42. rocznica uratowania Alojzego Piontka, górnika z kopalni Mikulczyce-Rokitnica, który zjadł styl od łopaty i pił własny mocz, ale przeżył. Po wydobyciu na powierzchnię żył jeszcze ponad 30 lat! Nakręcono o nim film, napisano książkę i stworzono komiks. To było nasze śląskie zmartwychwstanie, nie pierwsze i nie ostatnie zresztą.

"To jo, Piontek. Zawołajcie sztygara!"

To był 23 marca 1971 r. Około godz. 16 nastąpiło tąpnięcie. Niezwykle silne. Zniszczona została cała ściana i i przylegające wyrobiska. Akcja ratownicza była trudna, bo nie było dostępu do miejsca katastrofy. Na dodatek cały czas dochodziło do kolejnych wstrząsów. Sześciu rannych górników odnaleziono niedługo po zawale. Następnego poszkodowanego wydobyto 25 marca. W kolejnych trzech dniach ciała siedmiu górników. W zwałach skał pozostawały trzy osoby. Wszyscy myśleli, że idą po zmarłych. Tymczasem 30 marca, tuż po 5 rano, nadsztygar Alojzy Wylężek natrafił na 37-letniego rębacza Alojzego Piontka.
"Czy to wy, sztygarze? Pomóżcie mi, nie mogę się stąd wydostać" - usłyszał Wylężek. Pomyślał początkowo, że to któryś z ratowników przebijający się z drugiej strony ściany. Ale po chwili ponownie usłyszał ten sam cichy głos: "To jo, Piontek. Zawołajcie sztygara, jestem tu od wczoraj, z drugiej zmiany".

CZYTAJ KONIECZNIE:
HISTORIA REGIONU WEDŁUG DZIENNIKA ZACHODNIEGO

Historia Piontka i jego koelgów posłużyła jako punkt wyjścia wielu artystom. Poniżej artystyczne wideo Thomasa H. Barczyka

"Jestem Wylężek, idziemy po was! Zachowajcie się spokojnie! Nie traćcie sił" - zawołał ratownik. Zasypany górnik odpowiedział: "Tak, pamiętam was". Godzinę później - w 174. godzinie po wypadku - został uwolniony. Gdy wywozili go szolą na powierzchnię wyjaśniał, gdzie może znajdować się zasypany Alfred Gebauer. Poprosił też, że chciałby jednak zobaczyć mecz Górnika z Manchesterem City. Nie wiedział, że pod ziemią spędził ponad tydzień!

Przeżył tydzień w norze. Nic mu się nie stało

Alojzy przeżył w norze o wymiarach około 2 metry na 30 centymetrów. Przeczołgał się tam. Bogdan Ćwięk, autor książki "Sukcesy i klęski w działaniach ratownictwa górniczego", tak relacjonuje przebieg tych wydarzeń: "Nikt z ratujących nie spodziewał się takiego odkrycia, wiedząc, jak szczelny jest zawał. Zachowanie życia w tych warunkach było niewyobrażalne. Podziw był tym większy, że kiedy już szybko wyniesiono Piontka z gruzów, okazało się, że jest silnie wyczerpany, ale w zasadzie poza drobnymi potłuczeniami nie odniósł obrażeń".

Jak donosił "Dziennik Zachodni", dr Zbigniew Kimmel, dyrektor szpitala w Zabrzu-Biskupicach, do którego przewieziono górnika, określił stan jego zdrowia jako zadowalający. Serce pracowało dobrze, ciśnienie było w porządku. Żadnych obrażeń wewnętrznych. Piontek był przytomny, kontaktowy. Obserwowano pracę jego nerek.
Przy Alojzym czuwała żona Teresa. To ona jedyna nie traciła nadziei. Czekała na męża z 4-letnią córką Brygidą i 10-letnim synem Norbertem. O tym, że jej chłop żyje usłyszała w radiu.

"Alojzy Piontek zasypany był,
nic nie jadł, nic nie pił, ale żył.
Alojzy Piontku, powiedz mi,
dlaczegoś ogryzł ten styl.
Blank nowy styl".

Z tym stylem od łopaty nie do końca było tak jak w piosence. - Alojz śmiał się z tej piosenki - opowiadał "Dziennikowi Zachodniemu" w 2005 roku Ryszard Chabrzyk, kolega Piontka. - Styl od łopaty wciskał mu się w żołądek i mocno go uwierał. Kawałkiem skały próbował go "ociosać". Potem drzazgami ze styla nakłuwał dziąsła i ssał własną krew, gdy bardzo miał sucho w ustach.

Nie wchodzi się dwa razy w paszczę diabła

Antoni Halor nakręcił o wydarzeniach z marca 1971 roku film pt. "Czarne słońce". O Piontku powstała książka, komiks i piosenka. Dostał rentę, mieszkanie, ogródek. Dużo pił, bo ciągle mu ktoś stawiał. Na dół do kopalni już nie zjechał, nawet wtedy, gdy prosili go filmowcy. Uparł się i mówił stanowczo: - Nie wchodzi się dwa razy w paszczę diabła.

W ostatnich latach życia ciężko chorował na pylicę. Nie mógł funkcjonować bez butli z tlenem. Zmarł w wieku 70 lat. Jak pisał "Dziennik Zachodni", nad trumną zagrała mu 3 listopada 2005 roku orkiestra górnicza kopalni Makoszowy. Spoczął na tym samym cmentarzu w Rokitnicy, gdzie leży Alfred Gebauer. Umarł niemal na rękach Piontka 780 metrów pod ziemią. W ostatnich słowach prosił go, żeby pożegnał jego rodzinę.

Do dzisiaj o Piontku pamiętają kibice Górnika Zabrze. W grudniu 2012 roku podczas meczu z Lechią przypomniano jego postać - wiernego kibica, który zaraz po uratowaniu zapytał o to, jak Górnikowi poszło w meczu z Manchesterem City.

Niestety, przegrał. Cóż, limit cudów się wyczerpał.


*Strajk generalny 26 marca w woj. śląskim
*Bandycki napad na sklep w Mysłowicach ZOBACZ WIDEO
*ZOBACZ luksusowe samochody prezydentów miast. Po co im to? ZOBACZ ZDJĘCIA
*Serial Anna German [STRESZCZENIA ODCINKÓW]

Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Polski Slazak

... to bylo w Manchesterze kilka lat temu, facet byl w wieku pewnie gdzies okolo 50 lat i jak rozmawialismy o pilce noznej to jeden Polski klub jaki znal najlepiej to byl wlasnie Gornik Zabrze. Mowile ze jezdzil do Zabrza na mecze Manchesteru City w latach 70-tych i mowil ze ten klub zna najlepiej z Polski

J
Jokel

Wetna sie, że Alojz mioł świyncono medalyjka prosto z Czynstochowy na karku. Ona, i sztyl z łopaty ftory ogryzoł go uratowały. Borok

Dodaj ogłoszenie