MKTG SR - pasek na kartach artykułów

"Godej do mie." Po śląsku, prosto od serca, intymnie. Spektakl Teatru Śląskiego w hotelowym pokoju

Magdalena Nowacka-Goik
Magdalena Nowacka-Goik
fot. Przemysław Jendroska
Rozmowa, szczera rozmowa, między dwojgiem bliskich sobie ludzi może i często nawet jest, najbardziej intymną formą relacji. Nie łóżko, nie seks, dotyk, ale właśnie rozmowa. Zwłaszcza, jeśli dotyczy tego co nas boli, z czym nie możemy sobie poradzić. Tak jest właśnie w przypadku Agi (Agnieszka Radzikowska) i Darka (Dariusz Chojnacki) w spektaklu „Godej do mie” w reżyserii Roberta Talarczyka. Spektakl jest wielopłaszczyznowy, zrealizowany nietypowo, bo intymność dzieje się nie tylko między małżeństwem, które gra... małżeństwo, ale także między aktorami i widzami. Intymność ma tu jeszcze jedno imię – Śląsk. Dlatego, jeśli sami zmagacie się z traumami, macie problem z bliskością, przygotujcie się na sporą dawkę emocji. Mocnych. Spektakl jest obecnie prezentowany w Stanach Zjednoczonych. Zostanie też zekranizowany.

Spotykamy ich w hotelowym korytarzu – dosłownie. Wchodzimy za nimi do ich apartamentu. Psycholożka i prawnik mieszkają w luksusowej przestrzeni penthouse’u w hotelu Diament Plaza z widokiem na centrum Katowic. I tu, w tych eleganckich wnętrzach, zmagają się z demonami przeszłości. Liczba mnoga nie jest tu przypadkowa. Mija rok od tragedii, która ich spotkała. Tragedii, z którą nadal nie potrafią sobie poradzić. Która żyje między nimi, jest ścianą, oddzielającą ich od siebie. Oczywiście każde z nich na swój sposób próbuje sobie z nią poradzić. Darek chce rozmowy. Rozmowy w języku, który jest mu najbliższy, czyli po śląsku. Bo wydaje mu się, że może wtedy łatwiej będzie zburzyć tę ścianę, która ich podzieliła. Że się odnajdą. To jest też język Agi. Ale ona nie chce go użyć jako terapeutycznego klucza. Wyśmiewa, detronizuje, aby w końcu udowodnić, że i tak zna ten śląski lepiej niż Darek. I ostatecznie emocje puszczają.

Z zimnej, lodowatej obojętności, budzi się zimny, ale i jednocześnie gorący żal, pełen pretensji. Po tragedii on ją zdradził. Ona też była z innym mężczyzną. Dla obojga te fizyczne zdrady są potrzebną zasłoną do zdrady prawdziwej – uczuć, które ich łączą.Albo łączyły. Nie brakuje tu też próby emocjonalnej manipulacji – Darek sięga po kłamstwo, aby sprawdzić, czy mimo wszystko, jeszcze im na sobie zależy. Aga jest zmęczona. Bo chociaż tragedia dotknęła ich obojga, to ona niesie w sobie winę. I czuje, że wciąż nie ma wybaczenia od męża. Ani poczucia, że dla ich własnego dobra, chce on ten ciężar nieść razem z nią.

„Nos już niy ma, bo durś myślisz, że to była moja wina. (…) Nie dlatego, że mnie zdradziłeś i poszedłeś się pieprzyć z inną kobietą, tylko dlatego, że cały czas nie potrafisz przyjąć winy za to...wiesz...na siebie też”. Fakt pozostaje faktem – tak, to ona nie nie zapięła pasów w samochodzie. Ale śpieszyli się oboje – on do klienta, ona do pacjenta. Czy gdyby jednak to on usiadł wtedy za kierownicą, do tragedii by nie doszło? Gdyby to on przełożył spotkanie. Czyja praca, czyje zobowiązania okazały się priorytetem? Aga jako psycholog w swojej pracy z pewnością spotyka się z podobnymi dylematami i traumami. Darek, prawnik, wie, jaką wagę ma słowo, jak odpowiednia słowna argumentacja może zaważyć na przyszłości człowieka. Ale tym razem, mimo profesjonalizmu, wobec siebie są bezradni. Bo tak naprawdę nie chodzi o winę i rację. Chodzi o nich. O to, aby w końcu się spotkali. Aby Aga przestała uciekać, a Darek wiedział, że jej na nim zależy. Mimo wzajemnych pretensji.

Razem z aktorami przechodzimy przez ich traumę. To, że akcja rozgrywa się tak blisko nas, że jesteśmy częścią tej przestrzeni, z pewnością może w pewnych momentach sprawić, iż poczujemy się nieswojo. Bo oglądamy intymność. I to właśnie taką największą – być może dyskomfort jest nawet większy, niż gdyby na naszych oczach artyści uprawiali seks. Wtedy być może poczulibyśmy co najwyżej zakłopotanie, zawstydzenie, ale pewnie i coś w rodzaju ciekawości. W końcu każdy z nas jest trochę podglądaczem. Ale w obliczu intymności rozmowy stajemy się momentami bezradni. Przytłacza nas tymi emocjami. Spuszczamy wzrok, pocą nam się dłonie, mamy ochotę wyjść...ktoś nerwowo przełyka ślinę, ktoś ma mokre oczy. Jest nam ciężko, bo dźwigamy na czas tego spektaklu traumy naszych bohaterów. Ale i jakieś swoje pewnie też. Okazuje się, że ktoś jednak musiał na chwilę wyjść. A była i sytuacja, kiedy widz, podobnie jak Agnieszka, otworzył lodówkę i zrobił sobie klapsznitę (kanapkę). Bo nerwowo nie wytrzymał.

Dobrze, że można wyjść na taras. Popatrzeć z góry na Katowice. Odetchnąć głębiej. Mimo luksusu apartamentu, na chwilę uciec z miejsca, gdzie jest gęsto od złych emocji. Przejść katharsis.

Dawno nie było takiego spektaklu. A to, że jest to spektakl, w którym śląskie słowa padają tak często, nadaje mu wyjątkowy walor. I chociaż niektórzy z widzów twierdzą, że połączenie tych dwóch aspektów, wkomponowanie w treść spektaklu śląskiej mowy, dziecięcych retrospekcji, trochę im rozmywa obraz, to moim zdaniem absolutnie tak nie jest.

Ba, dzięki temu spektakl ma dodatkowy walor oryginalności. Mamy spektakle o Śląsku i po śląsku. Najczęściej jednak o tematyce historycznej, albo „kopalnianej”, pokazujące Śląsk dawny, zwykle przez pryzmat osób z wykształceniem zawodowym, albo zamieszkujących śląskie wsie. Czasem czuje się folklor. Ślązak górnik, prosty chop, co chodzi na grubę i jego baba, oparta o poduszki na oknie, klachająca z innymi babami. Starka/ oma w chustce i opa/starzik, który siedzi przed familokiem i tam sobie robi „pyk, pyk z fajeczki”. Albo siedzący nad kuflem z piwem i opowiadający przaśnie wice. No ewentualnie jeszcze Korfanty i powstańcy śląscy. Takich obrazków mamy zakodowanych najwięcej. I tak, to też jest – albo był - albo bywa jeszcze, Śląsk. I nie, nie chcę powiedzieć, że to jakieś gorsze obrazki. Też mają w sobie głębię, dumę, filozofię, patriotyzm – choćby w „Cholonku”, choćby w „Pokorze”. I są piękne, śląski jest piękny. Ale „Godej do mie” to spektakl o współczesnych Ślązakach. Trzydziestoletnich, czterdziestoletnich. Wykształconych. Agnieszka ma śliczną, oryginalną i delikatną urodę. Darek, chociaż nie chodzi w garniaku, też niczego sobie. I oboje mówią po śląsku. Bo to część ich tożsamości, bo to ich dzieciństwo, które ich ukształtowało. I śląski w ich ustach brzmi prawdziwie. Nie komicznie, nie patetycznie. Twardo, ale pięknie. Tak samo jak w „Byku”, kiedy po śląsku mówi Robert Mamok, też Ślązak współczesny, obracający się w medialnym świecie.

Agnieszka Radzikowska i Dariusz Chojnacki stanęli przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Zagrać przekonująco, ale nie siebie. Zagrać traumę i ...pokazać współczesnych Ślązaków. Dwa pierwsze zadania to kwestia profesjonalnego warsztatu, ale aby sprostać temu trzeciemu tak, aby było prawdziwie, moim zdaniem trzeba jednak mieć w sobie Śląsk. Na szczęście oboje go mają. Nie musieli się „uczyć śląskiego”.

Ciekawa jestem, jaka jest prawdziwa Agnieszka. Na ile odbiega od granej przez siebie postaci. Subtelnej, kruchej, nerwowej, a jednocześnie z ochronnym pancerzem. Profesjonalizm polega na tym, aby jednak zagrać, a nie być sobą. I Agnieszka zbudowała swoją postać precyzyjnie, utkała ją, sięgając po różne emocje, ale jednocześnie mam wrażenie, na szczęście, że to kostium. Kostium, który leży idealnie i w danym momencie pokazuje prawdę. Ale to jest inna Aga. Nie Agnieszka. Darek też ma sobie nerw. Co ciekawe, to on chce „godać”. Nietypowo jak na stereotyp mężczyzny, który jednak już odchodzi do lamusa. Już nie wszyscy faceci, jak to pisano w poradnikach z lat 90. ubiegłego wieku, zamykają się w sobie, „uciekają do jaskini”. Darek chce tej rozmowy. Natomiast też ma z nią problem. Wierzy, że sięgnięcie po język mu najbliższy, pierwszy który znał, ten w którym mówił z ojcem, dziadkiem, pomoże mu dotrzeć do Agnieszki. Będzie tą nicią, która ich zwiąże.

Finał daje nadzieję. Dobrze, że Robert Talarczyk na taki postawił. Nadzieja na to, że w końcu będą ze sobą rozmawiali. Bo pojawi się "coś" , co znowu ich połączy.

I na koniec, sięgając po cytat z poety: Za taka roz­mo­wą tę­sk­ni­łem lata... (Kazimierz_Przerwa-Tetmajer )

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jerzy Stuhr nie żyje. Aktor zmarł w wieku 77 lat

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni