Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

HISTORIE SPRZED LAT. Straszliwy wypadek w kinie. Nikt go nie przewidział. Zginęła prawie cała dziecięca widownia

Grażyna Kuźnik
W tym budynku doszło do strasznej tragedii, zginęło 76 dzieci, które uciekały z kina.
W tym budynku doszło do strasznej tragedii, zginęło 76 dzieci, które uciekały z kina. Arc
W sierpniu 1918 roku otwarto w Gliwicach kino miejskie, jedno z największych w regionie. Miasto było dumne, ale wkrótce w jednej z sal doszło do strasznej tragedii. Podczas przedstawienia dla dzieci pojawił się ogień, zginęło 76 małych widzów. Takiego nieszczęścia w historii Śląska jeszcze nie było.

W sierpniu 1918 roku otwarto w Gliwicach kino miejskie, jedno z największych w regionie. Miasto było dumne, ale wkrótce w jednej z sal doszło do strasznej tragedii. Podczas przedstawienia dla dzieci pojawił się ogień, zginęło 76 małych widzów. Takiego nieszczęścia w historii Śląska jeszcze nie było.

Amatorski spektakl ,,Święta Jadwiga, patronka Śląska” w 1919 roku każde dziecko z Gliwic i okolic chciało obejrzeć. Chyba dlatego, że miał odbyć się w nowej sali kinowej, bardzo wtedy modnej. Rodzice uznali, że sztuka o świętej doskonale nadaje się dla dzieci i tłumnie przyprowadzili maluchy. Aktorzy byli przebrani w barwne stroje, grała muzyka, a opowieść miała morał. Chętnych było tylu, że nikt z dorosłych nie zajął miejsca na widowni, czekali na zewnątrz. To był poniedziałek, ojcowie w pracy, przyszły głównie matki. Na wszelki wypadek wypchaną po brzegi salę pełną dzieci zamknięto na klucz, żeby żaden brzdąc się nie wymknął. Dzieci zostawione same sobie były jednak niespokojne, nerwowe, trochę popłakiwały. Organizatorzy nie mieli pojęcia, jak w takiej sytuacji o nie zadbać.

W  sierpniu 1918 roku otwarto w Gliwicach kino miejskie, jedno z największych w regionie
W sierpniu 1918 roku otwarto w Gliwicach kino miejskie, jedno z największych w regionie fotopolska.eu

Maluchy dotąd nie widziały sali kinowej na oczy. Przedstawienia odbywały się tylko w dobrze im znanych szkołach albo świetlicach. Kino dziecięce wtedy ledwie raczkowało, pierwszy film rysunkowy powstał w 1906 roku w Ameryce i trwał trzy minuty, nazywał się ,,Śmieszne twarze”. Kolejne pomysły tego samego pioniera filmowego Jamesa Stuarta Blacktona miały ciekawe tytuły: ,,Hotel, w którym straszy”, ,,Cyrk Humpty Dumpty", ,Magiczne pióro”, ale trwały króciutko i na Śląsku ich nie pokazywano. Tak jak oczywiście nakręconego w 1912 roku filmu lalkowego „Piękna Lukanida”, autorstwa Polaka Władysława Starewicza.

Chociaż w gliwickim „Städlische Lichtspiele”, należącym do miasta, nie wyświetlano jeszcze dzieciom filmów, samo przyjście tutaj było atrakcją. Budynek nazywano też ,,ogrodem miejskim”, był to kompleks rozrywkowy złożony z dwóch widowni, jednej imponującej na 570 miejsc i drugiej mniejszej, ulokowanej na piętrze. Do niej właśnie zaproszono dzieci, pochodzące raczej z niezamożnych rodzin. W gmachu znajdowała się też restauracja z ogrodem, podawano w niej lody i ciastka. Może niejeden rodzic zgodziłby się kupić dziecku deser, skoro już tu był z okazji przedstawienia. Zapowiadało się więc miłe popołudnie.

Wszystko rzuciło się w popłochu ku wyjściom

Polski dziennik ,,Katolik” wiadomości o tragedii nie daje na pierwszą stronę, dzisiaj trudno to sobie wyobrazić. Ale wtedy polityka była ważniejsza, w tym sprawa ustalenia polsko-niemieckich granic, która stała na ostrzu noża. Gazeta pisze jednak dalej o nieszczęściu w gliwickim kinie, zaznacza też, że zginęło wiele polskich dzieci, co wiedziała od polskiego księdza z gliwickiej parafii św. Piotra i Pawła.

,,Wydarzyło się straszne nieszczęście w Gliwicach” - alarmował dziennik . ,,Katolicka misja dworcowa ochrony dla dziewcząt urządziła na sali ogrodu miejskiego przedstawienie amatorskie dla dzieci. W niewytłumaczony dotychczas sposób powstał podczas pierwszego aktu na scenie ogień. Wszystko rzuciło się w popłochu ku wyjściom, a w tłoku zostało mnóstwo dzieci, mówią o 60-70 zaduszonych. Lekarze, duchowieństwo, straż ogniowa byli natychmiast na miejscu wypadku, aby nieść pomoc nieszczęśliwym. Jęki żałosne dziatwy, krzyki rozpaczliwe nadbiegłych rodziców przepełniły powietrze. Ogromu nieszczęścia na razie jeszcze nie da się stwierdzić.”

Z każdym dniem wychodziły jednak na jaw nowe fakty, dotyczące zaniedbań i braku wyobraźni administratorów budynku, a także organizatorów. Na scenie pojawił się ogień, bo zdaniem ,,Katolika”, pozwolono wkręcić bardzo silną żarówkę (600 świec) w pobliżu kurtyny. Materiał szybko się zajął, ale pożar był niegroźny, zduszono ogień, może nawet nie wszyscy zdążyli go zauważyć. Ale krzyki strachu nie ustawały, dzieci ogaanęła panika. Nikt jednak nie uspokoił maluchów, nie powiedział, co mają robić. Przerażone, płaczące rzuciły się do bezładnej ucieczki. Popychane jeden przez drugiego, pędziły bez planu, słabsze upadały na podłogę, gdzie je zadeptywano. Ale dlaczego nie ocalały nawet te silniejsze?

Zator zrobił się już przy drzwiach, które nie tylko były przez jakiś czas zamknięte na klucz, to jeszcze otwierały się do środka. Tłum dzieci blokował ich otwarcie. Tragedia polegała także na tym, że sala znajdowała się na piętrze. Kiedy drzwi nareszcie otworzył dozorca, przerażona dzieciarnia rzuciła się na schody, jak pisały gazety ,,na łeb, na szyję”, spychając się wzajemnie. Na dole powstała zbita masa rannych, zaduszonych maluchów, które nie mogły już się podnieść. Spadały na nich kolejne ofiary.

Miasto było dumne, ale wkrótce w jednej z sal doszło do strasznej tragedii.
Miasto było dumne, ale wkrótce w jednej z sal doszło do strasznej tragedii. fotopolska.eu

Tego koszmarnego widoku nie dało się zapomnieć

,,Katolik” nie mógł uwierzyć faktom: ,,W tym tłoku zaduszono i zatratowano 72 dzieci”. Okazało się potem, że jeszcze więcej, bo 76. ,,Nie było nikogo ze starszych, dorosłych ludzi, którzy by zatrzymali i uśmierzyli ten popłoch”- ubolewał dziennik.

Tymczasem w sali kinowej nie czuć już było nawet dymu. Dlaczego panikę dziecięcej widowni nie powstrzymali aktorzy, jedyni z dorosłych na sali? Mogli ochronić choćby niewielką grupę, ale widocznie też potracili głowy. Organizatorzy nie zostawili w sali żadnych opiekunów, licząc na łut szczęścia i zdyscyplinowanie dzieci. Nikt nie przewidział, że może stać się najgorsze; wszyscy cieszyli się na niespodziankę.

Pierwszy do ratowania rzucił się dozorca budynku Franz Piechutta, który z poświęceniem wyciągał dzieci, ale dla prawie każdego ciałka było już za późno. Rodzice znajdowali się w takim szoku, że sami wymagali pomocy, słychać było jeden lament. Ludzie jednak robili wszystko co można, żeby ocalić jakieś młodziutkie życie. Mimo wysiłków tych ochotników, również policji i strażaków, z 80 dzieci przeżyło tylko czworo. Inne umierały na miejscu lub w szpitalu. Widok masy martwych, połamanych jak zapałki, zaduszonych dzieci w budynku rozrywki był koszmarem, o którym nie dało się zapomnieć. ,,Katolik” pisał: ,,Straszliwy to wypadek, który z tak małych przyczyn przecież powstał.”

Śledztwo ruszyło szybko, chociaż dla władz miasta, właściciela obiektu, było bardzo niewygodne. Wyszło na jaw, że co prawda budynek był świeżo po remoncie, ale jednak nie spełniał norm przeciwpożarowych. Całkowicie zlekceważono nadzór strażacki nad salami kinowymi, nie było też czym gasić ognia. Organizatorzy występów wykazali się karygodnym brakiem wyobraźni. Jakie jednak posypały się kary? Tego dokładnie nie wiadomo, możliwe konsekwencje dotyczyły urzędników, ale władze miasta zachowały informacje o tym do własnej wiadomości.

Pogrzeb dzieci na gliwickim cmentarzu przy ul. Lipowym odbył się na koszt miasta. Dzieci żegnał ksiądz polski i niemiecki. Kazanie po polsku wygłosił z wzruszeniem ks. Józef Jagło z gliwickiej parafii św. Piotra i Pawła, duchowny rodem z Boguszyc, znany ze swojej działalności dobroczynnej i popierania Polski. W Gliwicach osiadł w 1897 roku, nigdy nie zmienił swoich narodowych przekonań, zmarł tutaj 20 lat później. Na cmentarzu Lipowym na grobie wszystkich dzieci stanęła rzeźba dłuta śląskiego artysty Paula Ondruscha, zachowana do dzisiaj. Przedstawia Chrystusa z dwójką przytulonych do niego dzieci.

Miasto nie zdecydowało się zamknąć kina, chociaż mocno podupadło. Ludzie mówili, że ogarnia ich w środku dziwny lęk, jest im duszno, słyszą cichy płacz, chcą jak najszybciej wyjść. Ale dotowany na siłę kinoteatr zamknięto dopiero siedem lat później. Wydzierżawiła go prywatna firma, a nazwę zmieniono na „Deulig-Palast”. Zmiany nie przyniosły poprawy. Po dwóch latach obiekt znowu był już nieczynny, aż znowu trafił do firmy, która otworzyła tutaj luksusowe kino ,,Capitol’.

Nie postało długo. W 1945 roku Armia Czerwona spaliła budynek aż do fundamentów i urządziła tutaj cmentarz dla sowieckich żołnierzy. Kiedy szczątki przeniesiono, powstał plac z pomnikiem Adama Mickiewicza. Na szczęście nikt już nie wpadł na pomysł, żeby zbudować tutaj kino.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

od 12 lat
Wideo

Płomień Solidarności z Ukrainą

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera