Jak z chorzowskiego Teatru Rozrywki wycisnąć najwięcej rozrywki

Anna Ładuniuk
Aleksandra Gajewska - od września 2018 r. dyrektor Teatru Rozrywkiw Chorzowie oraz Jacek Bończyk, nowy dyrektor artystyczny chorzowskiej sceny Marzena Bugała-Azarko
Rozmowa z Aleksandrą Gajewską, dyrektorem Teatru Rozrywki w Chorzowie, oraz Jackiem Bończykiem, nowym dyrektorem artystycznym chorzowskiej sceny.

Od września kierują Państwo Teatrem Rozrywki w Chorzowie. Do tej pory robili Państwo w życiu bardzo różne rzeczy, nie skupiali się tylko na aktorstwie, choć pierwszy, wyuczony zawód obojga to aktorstwo. Pani dyrektor na przykład ma doświadczenie samorządowe…
Aleksandra Gajewska: To prawda, niemniej wszystkie moje aktywności zawsze krążyły wokół teatru i kultury. Mam drugie wykształcenie ekonomiczne - skończyłam Uniwersytet Ekonomiczny - ale również te studia odnosiłam zawsze do spraw kultury. Moja praca samorządowa też była bardzo z nią związana, bo i w sejmiku, i potem w zarządzie zajmowałam się głównie tymi obszarami, najpierw w komisji kultury, a potem nadzorując między innymi wydział kultury. Nawet teraz, kiedy uczę studentów, są to głównie tematy blisko z tym związane. Nigdy daleko od teatru nie odeszłam, a właściwie nigdy z niego nie wyszłam. Niezależnie od tego, co działo się w moim życiu.

A pan, dyrektorze? Bo kiedy zaczęłam sprawdzać, czym pan się zajmował…
Jacek Bończyk: To się pani za głowę złapała? Zawsze miałem świadomość, że jedna rzecz zawodowo mi nie wystarczy. Zresztą pamiętam, że już w dzieciństwie tupałem nóżkami, kiedy mama mówiła: będziesz musiał kiedyś wybrać jakiś zawód. Kiedy więc będąc studentem szkoły teatralnej, zorientowałem się, że to dobra trampolina do innych działalności, to zatarłem ręce i cieszę się tym do dziś. Wszystko, co robiłem potem, doprowadziło do tego, że dziś jestem dyrektorem artystycznym Teatru Rozrywki w Chorzowie i teraz to będzie moje główne i najważniejsze zajęcie, na które - jak mówią znajomi - pracowałem od kilkunastu lat, od kiedy bywam reżyserem, realizatorem i producentem.

AG: Tak, to było nieuniknione i absolutnie do przewidzenia…

JB: Nigdy nie mówię tego głośno, bo przecież można sobie poczytać w sieci: jestem aktorem, piszę teksty piosenek, libretta spektakli, reżyseruję, komponuję, jestem muzykiem (gram w różnych składach) - czasem nawet rockowym.

Właśnie ta muzyka rockowa najbardziej mnie zdumiała…
JB: W 2002 roku wziąłem udział w ostatnim występie zespołu Republika, w momencie, kiedy odszedł Grzegorz Ciechowski. Byłem jednym z wykonawców zaproszonych przez Wojciecha Kościelniaka, reżyserującego koncert „Kombinat” na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. Tam poznałem muzyków Republiki, w tym Zbyszka Krzywańskiego. Parę miesięcy później przejeżdżałem przez Toruń i spotkałem się ze Zbyszkiem w jego studiu. Okazało się, że lubimy ten sam rodzaj muzyki, że dobrze się rozumiemy. Zbyszek dał mi utwór Grzegorza Ciechowskiego, jeszcze surowy, nie do końca zaaranżowany, który nigdy nie był zagrany przez Republikę i powiedział: może spróbujesz napisać tekst. Ja wtedy dosłownie zjechałem po ścianie ze strachu, ale po paru tygodniach przyjechałem znów do Zbyszka i zaśpiewałem mu swój tekst. Spodobało mu się. Od tego momentu zaczęliśmy snuć plany, żeby nagrać coś razem. Przesiadłem się z gitary klasycznej na elektryczną i okazało się, że potrafię też „warknąć” większym wokalem. Potem już poszło - zaczęliśmy grać koncerty i wydaliśmy kilka płyt jako formacja Bończyk/Krzywański oraz Depresjoniści.

Największym dla nas wydarzeniem był udział w Przystanku Woodstock w 2011 roku. Zagraliśmy wtedy dla 700 tys. ludzi. Co nie zmieniło faktu, że parę dni później pojechałem zagrać z Mirkiem Czyżykiewiczem w Leśniczówce Pranie dla sześćdziesięciu paru osób. Mam wielkie szczęście, że mogę robić różne rzeczy jednocześnie, przeskakiwać w różne rejony twórcze. A gdybym miał wymienić, co jeszcze planuję i co mam w głowie, to już teraz bardzo się martwię, że nie zdążę wszystkiego i nie wystarczy mi czasu…

AG: Mamy z Jackiem nie tyle podobne doświadczenia, co podobne upodobania. Ja mam za sobą doświadczenie jarocińskie, co prawda dawno, bo pod koniec lat 80. I też zdarzyło mi się i „zaryczeć“, i zagrać różne rzeczy… Oboje jesteśmy osobami piszącymi, aczkolwiek każde z nas ma swoją działkę. Piszę opowiadania i bajki dla dzieci, czasami zdarza mi się poezja czy tekst piosenki. To też powoduje, że z Jackiem podobnie myślimy o teatrze. Nawet jeżeli troszkę różni się odcieniem to, co nas bawi i zajmuje, to spojrzenie mamy bardzo podobne.

JB: Dużo rozmawiamy i okazuje się, że się fantastycznie dopełniamy w tym myśleniu na temat teatru. Ola, z jej niesamowitymi dla mnie kompetencjami z zakresu ekonomii i zarządzania, powoduje, że mogę poczuć się pewnie jako artysta.

AG: Z drugiej strony ja czuję bezpieczeństwo, jeśli chodzi o jakość tego, co chcemy w naszym teatrze prezentować. To zapewnia mi Jacek. Znam go jako znakomitego aktora, realizatora i reżysera, wiem, jak myśli teatrem. Nie mam obaw, że to, co pokażemy widzom, mogłoby być poniżej poziomu, do którego są przyzwyczajeni.

Jaki zatem będzie Teatr Rozrywki od września 2018 roku? Czy mogą Państwo zdradzić, co zobaczą widzowie w najbliższym czasie?
JB: Teraz, najkrócej mówiąc, chodzi o to, żeby z Rozrywki wycisnąć jak najwięcej rozrywki. Dotyczy to zarówno repertuaru, jak i w ogóle działań teatru. Bardzo zależy nam na tym, żeby nasz teatr był widoczny. Dlatego planujemy nową kampanię wizerunkową teatru. Chcemy przyciągnąć nowych widzów, którzy by dołączyli do grona naszej wiernej publiczności. Zależy mi też na tym, jako dyrektorowi artystycznemu, żeby sam zespół mógł się rozwijać. Żeby miał możliwość budowania nowych spektakli z nowymi realizatorami. W tym momencie pracujemy nad planem repertuarowym. Chcemy w każdym sezonie pokazać przynajmniej jedną dużą premierę musicalu światowego. Pracuję też nad tym, żeby co roku pojawiała się jedna premiera polska, napisana specjalnie dla Teatru Rozrywki. Jestem już po wstępnych rozmowach z kilkoma twórcami, takimi jak Michał Zabłocki, Andrzej Poniedzielski, Grzegorz Wasowski czy Artur Andrus. Na pewno będziemy chcieli wrócić do tego, co było kiedyś świetną praktyką Teatru Rozrywki, czyli do koncertów z udziałem naszej orkiestry, naszych artystów i zaproszonej gwiazdy. Oprócz tego będziemy chcieli adresować naszą ofertę do całych rodzin, żeby w Rozrywce można było spotykać się na spektaklach familijnych. Mogę zdradzić, że pierwszą premierą, już w listopadzie, będzie musical „Zorro” z moim librettem i muzyką Zbigniewa Krzywańskiego, a następnie… Stop. Nie, nie mogę jeszcze zdradzić szczegółów, bo jeszcze trwają ważne ustalenia licencyjne, prowadzimy rozmowy. Mogę tylko powiedzieć, że pod koniec marca 2019 roku odbędzie się tu naprawdę spora premiera światowego musicalu.

AG: I będzie to duża niespodzianka.

JB: Zależy mi też bardzo, żeby uruchomić na dobre działanie Małej Sceny. Takiej, na której będzie można się spodziewać dobrej piosenki, ciekawego spektaklu małoobsadowego, świetnej farsy czy komedii (ale takiej rzetelnej, z najwyższej półki). Do tego wszystkiego, chcielibyśmy utrzymać kierunek, żeby Mała Scena była też miejscem, gdzie nasi „rozrywkowi” artyści proponują własne inicjatywy: recitale, spektakle, spotkania. To wszystko w cyklu „Rozrywka po godzinach”.

A w ten program wpisuje się np. Marta Tadla z recitalem „Takiej miłości wam życzę”. Znalazłam tę propozycję już w repertuarze wrześniowym…
AG: … także spektakle Macieja Cierzniaka, jak choćby: „Osobowość zaburzona“, czy świeża propozycja w naszym repertuarze, jeszcze sprzed wakacji - „Szkoła bluesa”.

A co ze Śląskiem? To specyficzny region. Z bardzo silną świadomością odrębności, a także głośno wyrażanymi oczekiwaniami promowania „śląskości”. Kilka lat temu jeden z prominentnych chorzowskich samorządowców zarzucił teatrowi, że nie dość aktywnie włącza się w śląskie sprawy i problemy. Pani dyrektor wtedy odpierała te zarzuty. Czy teraz planują Państwo jakieś w tym kierunku działania?
AG: Znajdujemy się w regionie niezwykłym. Ze swoją różnorodnością, tradycją i tożsamością. Jesteśmy tej wyjątkowości świadomi. Przecież ja jestem stąd - tu się urodziłam i wychowałam. Jacek też nie jest od takiego środowiska daleki. Pochodzi z Wałbrzycha, a to miasto bardzo mocno związane z górnictwem. Dlatego wiem, że nie będzie mu trudno nasz Śląsk zrozumieć. Jesteśmy teatrem muzycznym, musicalowym, taki teatr nasi widzowie kochają i taki chcemy budować repertuar. Nie uciekamy od rzeczy związanych ze Śląskiem, mamy znakomity cykl „Górny Śląsk - świat najmniejszy”, który chcemy kontynuować. To bardzo dobry i ważny projekt Krzysztofa Karwata, świetnie przez widzów odbierany. Jest w naszym repertuarze spektakl w całości po śląsku, czyli „Mariacka 5”, w reżyserii Lecha Majewskiego - ze wspaniałą Elżbietą Okupską. W naszym regionie jest dużo przestrzeni do podejmowania śląskich tematów, w różnej stylistyce i różnych obszarach. To nie znaczy, że będziemy od tej tematyki uciekać...

JB: … a ja jestem bardzo ciekaw Śląska, zwłaszcza po ponad dwudziestu latach moich przyjazdów tutaj, bo i realizowałem przedstawienia, i grałem na tej scenie. Kiedy przyjechałem pierwszy raz do Chorzowa (a to były lata 90.), to pierwsze skojarzenia miałem właśnie z rodzinnym Wałbrzychem - jeśli chodzi o architekturę czy (proszę wybaczyć) smog… Pewnie przez to zawsze czułem się tutaj jak u siebie. Ale ciągle mam wielką chęć poznania Śląska. Wiem, że mam sporo do nadrobienia i dużo przede mną wycieczek po regionie. Jestem bardzo podatny na muzykalność językową, uwielbiam to, że kiedy przyjeżdżam do Chorzowa, to właściwie po dziesięciu minutach - wystarczy, że pójdę zjeść czy przejdę ulicą Wolności - momentalnie łapię te melodyjki…

AG: Już Jacka uprzedzałam, że zrobimy mu krótki kurs „godki”.

A zostawiając sprawy artystyczne: będą Państwo kierować ogromną instytucją. Ile to osób?
AG: Blisko 200. Z wielką infrastrukturą, budżetem. Budżetem, którym trzeba bardzo starannie gospodarować. Mamy wielką życzliwość i zrozumienie naszego organizatora, czyli marszałka województwa, ale pozyskiwanie środków na działalność dla tak dużej instytucji jest wielkim wyzwaniem. Teatr Rozrywki to zespoły artystyczne podzielone na chór, balet, orkiestrę i aktorów, zespoły administracyjne, produkcję. Mamy pracownię krawiecką, perukarską, malarską, ślusarską, kapeluszy i kwiatów. Jesteśmy w stanie wykonać w tym teatrze praktycznie każdą scenografię, każdy kostium…

JB: … co się już bardzo rzadko w teatrach zdarza.

AG: Dlatego chcemy dbać o tych ludzi, żeby czuli się docenieni, żebyśmy mogli się rozwijać i kształcić następnych. Bo w tych zawodach już nie ma w tej chwili młodych ludzi - bardzo wielki kłopot jest z perukarzami, butaforami (modelator teatralny - przyp. red.). Niestety, nie ma już w Polsce szkoły, która kształciłaby w tym zawodzie. Trzeba się uczyć w warunkach czeladniczych. Zarządzanie teatrem musi polegać też na tym, żeby każda z tych osób czuła, że jest tak samo odpowiedzialna i że od jej pracy zależy efekt, który finalnie zobaczą widzowie. W teatrze nie ma ludzi mniej lub bardziej ważnych - wszyscy musimy „grać do jednej bramki“, a widzom dać takie przedstawienia, jakie oni pokochają.

Pani przez kilka lat pełniła funkcję pełnomocnika dyrektora do spraw pozyskiwania funduszy. Czy zapis w statucie, że to teatr „marszałkowski” nie załatwia sprawy?
AG: Tak, zajmowałam się pozyskiwaniem funduszy - to naprawdę niełatwe zadanie. Dotacja województwa to podstawa działalności, ale wyprodukowanie dużego spektaklu to ogromne pieniądze. Wynikają zarówno z kosztów produkcji, jak i z tego, że ludziom należy godnie zapłacić, a wszyscy wiemy, że zarobki w kulturze są naprawdę bardzo marne. Ale w przypadku Teatru Rozrywki koszty wynikają również z tego, że gramy duże musicale, które wymagają wykupienia bardzo drogich licencji. To one właśnie pochłaniają sporą część budżetu spektaklu. To są koszty wynikające z konieczności opłacenia tantiem właścicielowi praw, które są także zależne od liczby widzów, popularności tytułu, prestiżu agencji itd. Poza tym jesteśmy teatrem, w którym na scenie widzowie mogą oglądać czasami nawet 80 czy 100 osób. To nie są dwu-trzyosobowe sztuki. Teatry, które uległy pokusie grania małoobsadowych spektakli, rzeczywiście mogą na nich zarobić. Ale my nie jesteśmy takim teatrem. To byłoby bardzo krótkowzroczne. Może w kasie byłoby trochę więcej pieniędzy, ale nasi artyści, którzy są fantastyczni, w którymś momencie mogliby nas opuścić. Bo jeżeli nie znajdą wyzwania u nas, będą szukali tych wyzwań gdzie indziej. W tę stronę na pewno nie pójdziemy. No i nasi widzowie nie tego od nas oczekują… A z bardziej prozaicznej strony - to są dwa ogromne budynki. Do utrzymania, ogrzania, wyremontowania. Optymizmem napawa fakt, że przedsiębiorcy coraz częściej widzą korzyści i prestiż, który daje bycie mecenasem kultury. Jeszcze daleko nam do wzorców zachodnich, ale powoli, powoli...

A czy przebudowa teatru (przypomnijmy, że poprzedni dyrektor - Dariusz Miłkowski przez wiele lat zmagał się z tym zadaniem) to już etap zamknięty?
AG: I tak, i nie. Etap przebudowy widowni, sceny i zascenia jest na ten moment zamknięty, ale budynek od strony ulicy Katowickiej jest już bardzo stary, z końca XIX wieku i ciągle wymaga nakładów. Stoimy przed koniecznością znalezienia środków na remont III i IV piętra, gdzie nie ma wentylacji - latem jest upiornie gorąco. A tam właśnie znajdują się pracownie krawieckie, perukarskie, tam są magazyny. Będziemy szukać na to funduszy. Musimy też doinwestować wyposażenie dużej sceny. Technologia rozwija się bardzo szybko i sprzęt, który jeszcze 15 lat temu był bardzo nowoczesny, zdążył się zestarzeć. Mamy już problem z oświetleniem. Podobnie jest ze sprzętem elektroakustycznym. Te inwestycje są przed nami i zrealizujemy je jak najszybciej. Poza tym marzyłby nam się parking. Musiałby być oczywiście podziemny i teoretycznie można by spróbować go wybudować. Policzyliśmy jednak ewentualne koszty i sama się ich wystraszyłam. Na razie to nierealne. Ale wierzę, że kiedyś uda się znaleźć finansowanie albo życzliwego sponsora.

Rozmawiała: Anna Ładuniuk

POLECAMY PAŃSTWA UWADZE:

Zobacz najważniejsze wydarzenia minionego tygodnia w programie TyDZień

Piknik w Parku Śląskim pod hasłem "Łączymy pokolenia"

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Widz

Czekamy zatem. Jak najwiecej takich spektakli poprosimy. Liczymy na kolejny musical F. Wildhorna po rewelacyjnym Jekyll'u&Hyde'dzie.

Dodaj ogłoszenie