Język urzędowy? Bełkot w mowie i piśmie [SŁOWNIK URZĘDNICZY]

Michał Wroński
Ciekawe, czy urzędnicy sami rozumieją słowa, których używają w oficjalnych pismach
Ciekawe, czy urzędnicy sami rozumieją słowa, których używają w oficjalnych pismach 123RF
W związku z faktem wyczerpania dostępnej alokacji środków dedykowanych wyjściu na browara w dniu dzisiejszym realizacja tego projektu nie będzie możliwa - tak mogłaby brzmieć modelowa rozmowa dwóch spłukanych z gotówki piwoszy, gdyby chcieli przeprowadzić ją wedle wzorców urzędniczej nowomowy. Brzmi zawile? Owszem. Niewiele lepiej wygląda jednak niejedno pismo wysłane do nas przez pracowników lokalnego magistratu. Dlatego właśnie kilka dni temu rozpoczęła się kampania społeczna "Język urzędniczy przyjazny obywatelom". Patronuje jej Rada Języka Polskiego, Senat RP, wojewoda mazowiecki, szef Służby Cywilnej, Narodowe Centrum Kultury i Fundacji Języka Polskiego, a także Rzecznik Praw Obywatelskich. Ten ostatni szacuje, że problem ze zrozumieniem pism urzędowych ma co trzeci Polak.

Czytał, czytał, aż w końcu zadzwonił i zapytał

- Tylko tyle? To chyba zbyt optymistyczne wyliczenia - komentuje prof. Jacek Warchala, językoznawca z Uniwersytetu Śląskiego. Sam zresztą przyznaje, że mimo akademickiego tytułu i sporego dorobku naukowego miewa kłopot ze zrozumieniem tego, co urzędnicy do niego piszą.

- Kiedyś poinformowali mnie, że chcieliby przez mój ogródek puścić jakiś kabel. Dwa razy czytałem to pismo, aż w końcu zrezygnowany musiałem zadzwonić do urzędu, by mi wyjaśnili, co oni właściwie mają na myśli - śmieje się prof. Warchala.

Niech piszą dwa razy: po swojemu i po ludzku

Nawet sami urzędnicy przyznają, że czasem drapią się z zakłopotaniem w głowę czytając korespondencję sygnowaną urzędową pieczątką. Aby uniknąć takich sytuacji, w wielu instytucjach najbardziej newralgiczne pisma przechodzą przez biura prasowe, gdzie wyspecjalizowani w kontaktach z mediami pracownicy wyłapują różne językowe "kwiatki". Na taką korektę nie mają jednak co liczyć pisma kierowane do przeciętnego Kowalskiego. Co prawda filologom z Rady Języka Polskiego marzy się, aby w każdym urzędzie zatrudnieni byli specjalni pracownicy, którzy poprawialiby styl dokumentów wypuszczanych w świat, ale na razie na takie rozwiązanie zdecydowali się nieliczni (np. Mazowiecki Urząd Wojewódzki). W sferze marzeń pozostanie też chyba postulat, by obywatel otrzymywał urzędowe pisma w dwóch wersjach - jednej, napisanej językiem urzędniczym, i drugiej, w której autor "po ludzku" wyjaśniałby, o co mu chodzi. Stosowane są natomiast inne metody, by jakoś ucywilizować urzędniczą nowomowę. Jak wyznaje Jakub Jarząbek, rzecznik katowickiego magistratu, pracownicy kancelarii prezydenta chętnie korzystają ze specjalnej strony internetowej.

- Sprawdza ona tekst pod kątem jego zrozumiałości - wyjaśnia Jarząbek.

Z kolei w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim, jak podkreśla jego rzeczniczka Marta Malik, kadra kierownicza stale przechodzi wewnętrzne szkolenia z redagowania pism urzędowych. Podobnie jest po sąsiedzku, czyli w urzędzie marszałkowskim. Tam szkolenie z pisania "tak, aby nas rozumieli" przechodzą rozpoczynający pracę urzędnicy.

- Zdarza się, że kiedy później mają jakiś kłopot, to kontaktują się z nami i dopytują np. o prawidłową odmianę jakiegoś słowa, bądź o to, która forma byłaby właściwsza - mówi Aleksandra Marzyńska, rzeczniczka marszałka.
Urzędnik się boi i ucieka w paragrafy

Szkolenia to jedno, a siła przyzwyczajeń i tradycji, to drugie. Na pismach w sprawie podatku od nieruchomości prezydent potrafi po staremu przedstawić się jako "organ podatkowy". W połączeniu z lawiną "brukselizmów", które pojawiły się w urzędniczym słowniku po wejściu Polski do Unii Europejskiej, tworzy to iście piorunującą, kompletnie niezrozumiałą dla zwykłego człowieka mieszankę. I choć trzy lata temu zespół naukowców pod kierownictwem prof. Jana Miodka opracował specjalną broszurę "Jak pisać o funduszach europejskich", to niewiele to pomogło. Język urzędniczy dalej bywa równie zawiły jak suahili. Mimo to prof. Warchala stara się być wyrozumiałym dla autorów urzędniczej twórczości. - To oczywiście może śmieszyć, ale trzeba też zrozumieć urzędnika. On musi stosować język precyzyjny, gdyż jeśli tego nie zrobi, to ryzykuje, że niezadowolony petent będzie zaskarżał taką decyzję, wskazując jej niejednoznaczność - argumentuje prof. Warchala.

- Czasem trzeba wprost cytować regułki zaczerpnięte z ustaw. Ich nie da się ominąć - dodaje Aleksandra Marzyńska.
- I właśnie to dążenie do precyzji powoduje, że urzędnik chętnie ucieka w język prawniczo-administracyjny. Jest wówczas "kryty" prawnie, tyle że odbiorca takiego pisma często niewiele z niego rozumie - zwraca uwagę prof. Warchala.

Co autor miał na myśli? Sprawdź!

Alokacja - nasz absolutny faworyt w gronie stosowanych przez urzędników "brukselizmów". Mówiąc po ludzku oznacza to łączną kwotę pieniędzy (przez urzędników nazywanych "środkami"), którą dana instytucja ma do podziału.

Aplikować - czyli składać wniosek, w którym prosimy o przyznanie unijnych pieniędzy.

Beneficjent - ten, któremu te pieniądze zostały przyznane.

Perspektywa finansowa - okres, w którym "beneficjent" musi wykonać dofinansowaną z unijnych pieniędzy inwestycję oraz ją rozliczyć.

Frakcja - urzędniczy hit ostatnich miesięcy, związany z nowymi przepisami dotyczącymi wprowadzenia obowiązkowej selekcji śmieci. W oficjalnych komunikatach można czasami przeczytać, że odpady trzeba będzie dzielić na frakcje. Czyli na różne rodzaje (papier, szkło, metal itd.).

Destynacja - dowód na to, że po niezrozumiałe słownictwo sięgają nie tylko urzędnicy. Ten "kwiatek" pochodzi ze slangu pracowników biur podróży. A oznacza kierunek wyjazdu.

Touroperator - po ludzku: biuro podróży.

Optymalizacja - w czasie gospodarczego kryzysu chętnie łączona ze słowem "zatrudnienia". Jej zapowiedź zazwyczaj oznacza po prostu zamiar zwolnień i pewnie stąd autorzy tego sformułowania wolą nie nazywać sprawy po imieniu.
Z życia wzięte, przeczytane...

Poniżej przedstawiamy autentyczne próbki urzędniczego języka, zaczerpnięte z oficjalnych komunikatów oraz przesłanych nam odpowiedzi.

W chwili obecnej Wykonawca iniektuje puste kanały kablowe w jednym z przęseł obiektu.

W ramach RPO WSL 2007-2013, była możliwość zrealizowania projektu polegającego na wdrożeniu zintegrowanych systemów elektronicznej obsługi w transporcie publicznym (elektroniczna informacja pasażerska) w ramach działania 7.2. Transport publiczny. Jednak wyczerpano już całą dostępną alokację w ramach ww. działania.

Na Śląsku realizowanych jest 965 projektów o łącznej wartości dofinansowania w wysokości 1,13 mld złotych, z czego do beneficjentów trafiło 1,13 mld, co stanowi 99,22 proc. alokacji dla województwa śląskiego.

W I kwartale 2013 roku pojawi się nowatorska platforma dedykowana szkołom.

Podnoszone przez Komisje Europejską zastrzeżenia, iż Rzeczpospolita Polska uchybiła zobowiązaniom ciążącym na niej na mocy dyrektywy 70/311/EWG dotyczącej homologacji typu układów kierowniczych, dyrektywy ramowej 2007/46/WE dotyczącej homologacji typu WE pojazdów silnikowych oraz art. 34 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, zdaniem Polski nie są zasadne.

Co sądzisz o języku pism urzędowych? Podyskutuj na ten temat z autorem


*Ranking szkół nauki jazdy 2013
*Restauracja Rączka gotuje otwarta ZOBACZ ZDJĘCIA
*Granica polsko-niemiecka 1922 na Górnym Śląsku [SENSACYJNE ZDJĘCIA]
*Podziemny dworzec autobusowy w Katowicach działa! [ZDJĘCIA]

Codziennie rano najświeższe informacje z woj. śląskiego prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
WscieklyKrzys
Uśmiech urzędnika: "mógł się Pan ustosunkować w ustawowym terminie, teraz jest za późno". Niestety, ale najgorszą reakcją na niezrozumiałe pismo urzędowe jest zaufać albo machnąć ręką. Urzędnicy, zwłaszcza samorządowi, przeprowadzają swoje sprawy i sprawki celowo stosując niezrozumiały żargon, który ma na celu postawienie zasłony dymnej. Mam takie pismo przed sobą. Metodą jest pisanie długiego tekstu stosując jedno zdanie wielokrotnie złożone i porzetykane przepisami. W takim zdaniu obecność lub brak jednego przecinka może zmienić jego sens. Dodajmy do tego żenujący poziom znajomości języka polskiego... To jasne, że wierną kalką urzędniczego żargonu jest grypsera więzienna - wszak chodzi o to, by tylko "swoi" mogli pojąć właściwe znaczenie.
h
hajer0
Jak miałem sprawę w Strasburgu, to początkowo przychodziły pisma tłumaczone z angielskiego (francuskiego) na j. polski. Dla mnie każde zdanie było zrozumiałe. Gdy musiałem podpisać oświadczenie, to pisało: "Zgodnie z honorem oświadczam". U nas pisze: "Świadomy odpowiedzialności karnej oświadczam", a poniżej zestaw paragrafów dla postraszenia. Przez ponad 3 lata korespondencja w obie strony nie była nadawana jako list polecony. Nic nie zaginęło.
p
prawnik
Moim zdaniem ostatni podany tekst jest łatwy do zrozumienia, inaczej napisać się tego nie da. Po prostu takie są tytuły dyrektyw i tyle. Istotnie część pism urzędów to "makabra", jednak jako prawnik potwierdzam, że często język fachowy, choć niezrozumiały dla odbiorcy musi być użyty, gdyż w przeciwnym razie np. decyzja okaże się wadliwa, gdy organ użyje pojęć niezdefiniowany w ustawie. W moim urzędzie kiedyś była polonistka, która czytała pisma przygotowywane pod podpis wojewody. Toczyliśmy z nią wieczną wojnę, gdyż poprawiając wadliwe jej zdaniem sformułowania wypaczała sens tekstu albo też zmieniała treść cytowanych przepisów. Po kilku miesiącach i kilkunastu kłótniach zrezygnowała z czytania naszych pism. Trochę szkoda, bo czasami pisząc zdania złożone miewamy problemy z prawidłowym szykiem zdania czy właściwą odmianą wyrazów, a słownik w takich wypadkach niestety nie jest pomocny.
s
sznita z tustym
Członek wysunięty z ramienia na czoło...to dopiero była nowomowa. Dzieci towarzyszy przebijają we wszelakich "makaronizmach"swoich awansowanych z wiejskich zagród, do gabinetów urzędniczych rodziców.
a
adamzzawiercia.
Właśnie tak się składa że kwiatki akurat pasują do tego kożucha noszonego przez urzędasa!
Co taki może dać od siebie? Właśnie tylko kwiatek jemu znajomy,a Ty obywatelu szukaj w
encyklopedii lub w internecie co owe zwroty mówią. Takie posiłkowanie się w języku polskim do
tego prowadzi ,poligloci idioci! Zdarzało mi się być na takiej prelekcji gdzie prelegent "gadał"
przez godzinę i nie wiadomo o czym,bo nie na temat! Charakter pism urzędowych jest pisane
niezgodnie z Polskim słownictwem. Zatem w/g Konstytucji winion za ten czyn odpowiadać piszący a nie adresat tegoż pisma !
J
Jozef Cipula
Rzadko się słyszy w Magistratach żeby Urzędnik mówił po ludzku
Dodaj ogłoszenie