Kiedy wróci komunikacja sprzed pandemii koronawirusa? ZTM i Koleje Śląskie mają duże stratami w sprzedaży biletów

Tomasz Szymczyk
Tomasz Szymczyk

Wideo

Zobacz galerię (5 zdjęć)
Ogłaszane przez rząd kolejne etapy znoszenia obostrzeń związanych z koronawirusem dotyczą nie tylko funkcjonowania obiektów usługowych, ale również transportu. Zwiększono m.in. limit dostępności miejsc dla pasażerów. Od początku pandemii połączenia funkcjonują w okrojonym porządku. Przewoźnicy przymierzają się do powrotu do stałych rozkładów jazdy, ale nie wiadomo jeszcze, kiedy to nastąpi. Znacznie niższe są wpływy ze sprzedaży biletów. W Kolejach Śląskich wynoszą ponad 80 procent. ZTM w kwietniu zarobił na biletach 3 miliony złotych, a w lutym była to kwota ponad 16 milionów!

Na powrót części zawieszonych w marcu połączeń zdecydowało się już PKP Intercity. Na tory wróciło ponad czterdzieści pociągów, które przestały kursować w związku z korona-wirusem. Od piątku 22 maja rozpoczął się za to powrót pociągów pendolino - najpierw od trasy Kraków - Warszawa - Gdynia. Do pociągów wracają też pasażerowie.

Musisz to znać

- Przez pierwsze dwa tygodnie przywracania połączeń, czyli od niedzieli 3 maja do soboty 16 maja, PKP Intercity przewiozło 255 tysięcy pasażerów. To o 80 proc. więcej niż w poprzednich dwóch tygodniach, czyli w okresie 19 kwietnia – 2 maja. Co więcej, to aż blisko trzy razy więcej niż jeszcze miesiąc wcześniej, w okresie okołowielkanocnym, tj. od 5 do 18 kwietnia - wylicza Katarzyna Grzduk, rzeczniczka PKP Intercity.

- Wzrost liczby pasażerów widać także tydzień po tygodniu. Od 10 do 16 maja pociągami PKP Intercity podróżowało o 21 proc. więcej osób niż w tygodniu 3-9 maja - dodaje.

Niewątpliwie, pasażer pociągów dalekobieżnych różni się odpasażera pociągów regionalnych. Tych drugich też jest znacznie mniej. Sporo osób przeszło na system pracy zdalnej, inni opiekują się dziećmi, zamknięte są ponadto szkoły i wyższe uczelnie.

- Spadek frekwencji w naszych pociągach jest wyraźnie zauważalny - nie kryje Aleksander Drzewiecki, prezes Kolei Śląskich.

Internet się śmieje

Mniejsza ilość pasażerów to mniej kupionych biletów, a to przekłada się na sytuację finansową przewoźnika. Szacunki mówią, że przychody Kolei Śląskich z tytułu sprzedaży biletów są mniejsze o ponad 80 procent.

- W przypadku usług transportowych, szczególnie tych kolejowych, istnieje wysoki poziom tzw. kosztów stałych, które trzeba ponosić niezależnie od liczby przewożonych podróżnych i wpływu z biletów. W dużym uproszczeniu chodzi o to, że płacimy za kursowanie naszych pociągów podobne koszty, niezależnie od tego, czy jeżdżą one puste czy pełne - wyjaśnia prezes KŚ.

Spory spadek przychodów zaliczył też w ostatnich miesiącach Zarząd Transportu Metropolitalnego.

- W marcu i w kwietniu odnotowaliśmy spadek przychodów ze sprzedaży biletów. W lutym wartość ta wyniosła niewiele ponad 16 mln złotych, w marcu natomiast ok. 11,5 mln zł. Trzeba mieć jednak na uwadze, że w pierwszej części tego miesiąca nie obowiązywały jednak jeszcze tak liczne obostrzenia rządowe. W kwietniu wielkość sprzedaży biletów wyniosła ok. 3,2 mln zł - wylicza Michał Wawrzaszek, rzecznik ZTM.

ZTM już w marcu - z powodu pandemii, ale też spraw pracowniczych ograniczył rozkłady jazdy. Kilka linii tramwajowych zawieszono w ogóle. Kolejne zmiany wprowadzane są na bieżąco, w zależności od potrzeb i sygnałów od pasażerów.

- Sytuacja jest dynamiczna, bo ludzie wracają do pracy. Na bazie informacji, które dostajemy od pasażerów wprowadzamy zmiany. Niewykluczone, że za kilka dni pojawią się kolejne - mówi Wawrzaszek.

Na razie nie wiadomo, kiedy do rozkładów jazdy wrócą zawieszone kursy Kolei Śląskich. Regionalny przewoźnik podkreśla, że czeka na to z niecierpliwością, ale wszystko musi się odbyć w sposób bezpieczny.

Obejrzyj dokładnie

Wszyscy przewoźnicy nawet po powrocie wszystkich zawieszonych kursów będą mierzyć się z mniejszą liczbą pasażerów. Wpływ na taką sytuację będzie miała większa niż wcześniej liczba pracowników pracująca zdalnie, ale też niższa niż kilka tygodni temu cena benzyny, a także wskazywanie własnego samochodu jako najbezpieczniejszego środka lokomocji w kontekście zdrowotnym. Mimo że eksperci wskazują na oczywiste kwestie związane z ekologią, korkami czy nietraceniem zbędnego czasu na poszukiwanie miejsca parkingowego, dla pewnej grupy podróżnych to właśnie argument finansowy i zdrowotny będzie tym decydującym. Pytanie tylko, jaki zasięg będzie miało to zjawisko.

Gdy pasażerów będzie mniej, transport publiczny będzie Metropolię, ale też i samorządy kosztować więcej.

- Na pewno będziemy wtedy ponosić większe koszty. A to oznacza, że mniej będzie środków na inne cele niż komunikacja publiczna - przyznaje Rafał Łysy, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Sosnowcu. - My jako miasto nadal zamierzamy oczywiście promować korzystanie z transportu miejskiego - deklaruje.

Sytuacja ta będzie również ważna dla przewoźników, którzy będą musieli zadbać o dodatkową promocję swoich połączeń.

- Pociągi to była, jest i na pewno będzie najbezpieczniejsza forma publicznego transportu, a w składach Kolei Śląskich pasażerowie mogą czuć się pewnie i komfortowo. Dobre praktyki zdobyte podczas epidemii na pewno będziemy wykorzystywali po powrocie do normalności, a to powinno jeszcze bardziej zachęcić pasażerów do powrotu na kolej. Myślimy również o dodatkowych zachętach, ale jeszcze za wcześnie żeby mówić o szczegółach - mówi prezes KŚ.

Zobacz koniecznie

Bądź na bieżąco i obserwuj

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie