MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Marek Szołtysek: Odzyskanie głosu

Marek Szołtysek
Sztuką jest przy biesiadnym stole nie rozmawiać o polityce, a zamiast tego opowiadać o niezwykłych dawnych zdarzeniach.

Dzisiaj więc przedstawię dwie, prawdziwe opowieści w stylu dawnego śląskiego berania, czyli opowiadania. A będzie o Ślązokach, którzy nagle stracili głos i nagle go odzyskali. Poznajcie więc opowieści o Mariannie i Teodorze.

Marianna Mendera z Brzęczkowic była sierotą, która jako młoda dziewczyna służyła u pewnego mysłowickiego gospodarza. Gdy coś zrobiła nie po jego myśli, została okrutnie pobita i z tego powodu straciła głos. Wyrzucono ją też ze służby. Była bezdomną i żebrała, aż na służbę przyjął ją z litości Jan Skrzypiec z Bytkowa.

Nowy gospodarz był dobry i pozwalał jej nawet raz w roku chodzić na pielgrzymkę na Górę św. Anny. I właśnie Marianna poszła na taką ponoć około 1860. Kiedy zaś wracała, to przy jednej z bytkowskich kapliczek nagle i trwale odzyskała głos. Sprawa w Bytkowie była wówczas powszechnie znana, co również na piśmie potwierdził farorz z Michałkowic, ks. Antoni Stabik. Kapliczkę zaś w Bytkowie, przy której Marianna odzyskała głos, zburzono około 1970 roku.

Teodor Kremski pochodził z Tarnowskich Gór, z bogatej rodziny hurtowników tekstyliów. Był niezwykłym mówcą i duszą towarzystwa, dlatego zaskoczył wszystkich, zostając księdzem. Był wikarym w Bujakowie, potem w Opolu, by wreszcie zostać pierwszym proboszczem w kościele Mariackim w Katowicach. Jednak jego duchowną karierę zepsuła niespodziewana choroba. Rankiem 2 kwietnia 1866 obudził się z lekką chrypką.

Poszedł jednak odprawiać mszę i głosić kazanie. Właśnie podczas jego wygłaszania nagle stracił głos. Wtedy bogata rodzina nie szczędziła pieniędzy na znalezienie najlepszych lekarzy. Wysłano go na dwuletnie leczenie do Austrii, Włoch, Egiptu, Palestyny, Algieru i Hiszpanii. Zapuścił długą brodę, która bardziej upodabniała go do rabina niż do katolickiego księdza, ale twierdził, że grzeje mu schorowane gardło. Niestety, nic nie pomagało.

Chory mógł tylko mówić szeptem. Zrezygnował z posady katowickiego proboszcza i został kapelanem klasztoru sióstr służebniczek w Porębie koło Góry św. Anny. Jednak po 6 latach od utracenia głosu zdarzyło się coś absolutnie niezwykłego. Podczas jednej z rodzinnych uroczystości ks. Kremski starał się szeptem wygłosić toast i odchrząknął. I nagle odzyskał głos, tak samo silny jak dawniej. Jednak nie wrócił już na drogę duchownej kariery: został kapelanem Szpitala św. Juliusza w Rybniku. Cały majątek po ojcu rozdał potrzebującym i z tego powodu nazywano go bogatym biedakiem. Zmarł w Rybniku i tam też został pochowany w 1906 roku. Jego grób już nie istnieje.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni