Mateusz Morawiecki został Górnoślązakiem rok temu, ale wciąż zdradza go ciągnący się za nim spadochron. Bilans posła numer 1 z Katowic

Marcin Zasada
Marcin Zasada
Mimi iż premier Mateusz Morawiecki jest posłem ze Śląska, jego wyborcy nie mają z tego żadnych konkretnych korzyści
Mimi iż premier Mateusz Morawiecki jest posłem ze Śląska, jego wyborcy nie mają z tego żadnych konkretnych korzyści Lucyna Nenow
Co Śląsk ma z posła i premiera z Katowic? Mniej więcej tyle samo, ile miał, zanim Mateusz Morawiecki postanowił zostać Górnoślązakiem. A może nawet mniej. Po roku od zdobycia przez Morawieckiego mandatu na Śląsku potwierdza się prawda, którą znamy o politycznych spadochroniarzach.

Zeszłoroczne kandydowanie premiera z okręgu katowickiego miało w sobie coś z przyjazdów kajzera Wilhelma II na polowania do Pszczyny ponad sto lat wcześniej. Śląscy działacze PiS dwoili się i troili, by oddać słowami, jaki to zaszczyt, zapowiadali grad korzyści, jaki na Śląski dzięki temu spadnie, a co w tej historii najzabawniejsze – autentycznie oburzali się, gdy Morawieckiemu wytykano polityczne spadochroniarstwo. „Premier jest ze Śląska, tylko Dolnego. A Śląsk jest przecież jeden” - broniła decyzji o jedynce dla Morawieckiego w Katowicach jedna z najgorliwszych posłanek Prawa i Sprawiedliwości. Byli też tacy, którzy dawali do zrozumienia, że premier jako autor Programu dla Śląska (niezupełnie prawda) już wcześniej roztoczył swoją pieczę nad naszym regionem, zatem start do Sejmu z Katowic był naturalną koleją rzeczy.

Program dla Śląska, czyli wszystko

Program dla Śląska kiedyś trafi do podręczników politycznego PR, bo przez kilka PiS lat używało go absolutnie wszechstronnie i bez zahamowań do tłumaczenia w województwie wszystkiego. Tym Pismem Świętym politycy uzasadniali swoje sukcesy, przykrywali niepowodzenia, zasłaniali rozmaite kurioza (np. brak samorządowego programu wyborczego w 2018 roku)… Niczego lepszego nie było pod ręką, gdy trzeba było również uzasadnić, dlaczego premier został Górnoślązakiem.

Jest tylko jeden problem: dziś Program dla Śląska, reklamowany jako trampolina wszelkiego rozwoju regionu to nieboszczyk i od blisko dwóch lat kolejne doniesienia na jego temat robią raczej przygnębiające wrażenie. Wspomnijmy o sprawozdaniu z realizacji tej strategii w pierwszym półroczu 2019 roku: spółki węglowe i energetyczne wycofały się z większości technologicznych inwestycji (na marginesie: były to jedyna nowa jakość w tym programie u jego zarania), a choć rząd chwalił się „zaangażowaniem” 48 mld zł w ramach programu, naprawdę wydano 8, z których większość pochłonęła budowa autostrady A1. Kolejnych sprawozdań wojewoda już nie publikował, utajniono nawet protokoły z posiedzeń rady wykonawczej PdŚ.

W porządku, to wszystko zanim Mateusz Morawiecki stanął na czele katowickiej listy PiS do Sejmu. Co było potem? Premier jako reprezentant Śląska w parlamencie i rządzie potrzebował 8 miesięcy od wygranych wyborów, by w ogóle przypomnieć sobie o programie o strategicznym przecież znaczeniu. Od listopada do czerwca nie było nikogo, kto koordynowałby jego realizację: po wyborach zrezygnował szef rady wykonawczej PdŚ, minister Jerzy Kwieciński (odszedł do PGNiG). Przez ten czas w ogóle nie wiadomo było, czy programem steruje regionalny komitet sterujący, czy umocowana w Warszawie rada wykonawcza.

Na czele tej rady premier stanął w czerwcu. Obawialiśmy się, że głównie po to, by uspokoić nastroje (czytaj: związki, które finalnie poparły Andrzeja Dudę w wyborach prezydenckich) na Śląsku. Bo przez cały rok rada wykonawcza PdŚ zebrała się dwa razy: w czerwcu właśnie i w sierpniu. W czerwcu w Katowicach premier próbował zaczarować nas takim oto matematycznym równaniem z wieloma niewiadomymi: „Z całej puli środków Programu dla Śląska, a to łącznie 61-62 mld zł - zaangażowanych dzisiaj już jest, czyli zaalokowanych na poszczególne projekty, około 58 mld zł, a więc blisko 95 proc. środków. 22 mld zł z tego to już realnie pracujące pieniądze, czyli pieniądze które służą na inwestycje, innowacje, energetykę czy wsparcie dla miast, rozwój miast, bo to też 4,7 mld zł”. W rzeczywistości, w sierpniu zapowiadano „urealnienie projektów”, bo wiele zapisanych w programie pierwotnie jest już fikcją. Premier proponował nawet, by do PdŚ wpisać… ratunkowe pieniądze, jakie Polska Grupa Górnicza ma otrzymać z Polskiego Funduszu Rozwoju. Kolejne spotkanie miało odbyć się na początku września. Jest połowa października.

Opanowywanie opanowanego

Nawet posłowie PiS, pytani dziś o tzw. wartość dodaną, z jakiej Śląsk mógłby skorzystać dzięki premierowi z Katowic, odpowiadają wymijająco. Poza protokołem niektórzy dodają, że projekt „jedynka dla Morawieckiego” był pomyślany głównie po to, by zrobić porządki w regionalnych i lokalnych strukturach partii, o których opinia w centrali jest – delikatnie mówiąc – negatywna. Te porządki są w toku, z czasem pójdą w parze z nową formułą funkcjonowania PiS, w której np. nowymi szefami regionów nie będą mogli zostać aktualni posłowie. Zresztą, jeśli wierzyć warszawskim plotkom, ci z najdłuższym stażem mogą w kolejnych wyborach odgrywać drugoplanowe role na listach.

To tylko partyjna kuchnia, ale – przy okazji - wskazuje na skalę napięć, które w śląskim PiS wywołał desant premiera Morawieckiego. Desant, dodajmy, absolutnie wizerunkowo udany: premier zebrał w okręgu nr 31 aż 133,7 tys. głosów. Tym niemniej, szef rządu, jako jednocześnie poseł z Katowic, nawet nie próbował organizować i rozszerzać swojej aktywności w nowym okręgu wyborczym: tej społecznej czy w kontaktach z samorządami. Ta ogranicza się wyłącznie do oficjalnych obowiązków i oficjalnych wizyt (na marginesie: widać, kiedy odwiedza biuro poselskie, bo wtedy pojawia się blokada ul. Warszawskiej w Katowicach). Tak, od 8 miesięcy zmagamy się z epidemią. Tym bardziej więc od premiera wybranego ze Śląska można było oczekiwać np. nawiązania kontaktów z samorządami. Nic takiego nie miało miejsca.

Skoro o epidemii mowa. Premierowi dziś wypomina się jego lipcowe zapewnienia o tym, że koronawirus już nam nie zagraża. Jego wcześniejsze komunikacyjne wpadki na Śląsku w tej sprawie są jeszcze bardziej jaskrawe. 16 maja w Katowicach Morawiecki zapewniał, że „sytuacja w kopalniach (w których wybuchały ogniska wirusa) jest już opanowana”, a „górnicy wracają do pracy”. Trzy tygodnie później, w tym samym miejscu, uzasadniał decyzję wicepremiera Jacka Sasina o wstrzymaniu wydobycia w 12 kopalniach, z powodu...? No, dalszego rozprzestrzenia się wirusa. Ostrzegał również przed wzrostem liczby zakażeń na Śląsku.

Ruda Śląska to też okręg wyborczy premiera

Rok temu premier zarzekał się, że zamierza być patronem rozwoju gospodarczego Śląska – to był najważniejszy sens jego kandydowania z Katowic. Podsumujmy więc położenie górnictwa: w tym roku kryzys w nim, zbierając wszystkie okoliczności, większy niż u schyłku gabinetu Ewy Kopacz. Rząd Morawieckiego chciał kopalnie zamykać i to błyskawicznie – nie chodzi o to, czy to dobrze, czy źle. W tym kontekście chodzi o kolosalną sprzeczność wobec tego, co m.in. premier mówił o przyszłości branży wydobywczej w poprzednich latach. Polska Grupa Górnicza pozostaje na krawędzi bankructwa. Przez kilka miesięcy w rządzie nie było nawet wiceministra odpowiedzialnego za górnictwo. Dziś, po raz pierwszy w historii, nie odpowiada za nie nikt ze Śląska.

Z kolei gdy w kopalniach wybuchł strajk, premier oddelegował do rozmów ze związkami zastępców swoich zastępców. Z politycznego punktu widzenia - nic zaskakującego. Ale może od posła z Katowic można było wymagać działań ponadstandardowych, choćby w zakresie mediacji, deklaracji, czy zwykłej obecności. Rządzi całym krajem, ale ma również swój okręg wyborczy. Jeśli na podobne refleksje pozwalali sobie na Śląsku również posłowie PiS, to znaczy, że problem widziała większość, która z partyjnym interesem nie ma nic wspólnego.

Właśnie, okręg wyborczy. Ten okręg wyborczy to również, między innymi, Ruda Śląska. Wymowny przykład: fabryka polskich samochodów elektrycznych. To politycy PiS, zaangażowani w jakimś stopniu w to przedsięwzięcie, publicznie mówili, że nie tylko ekonomicznie, ale i symbolicznie, zakład motoryzacyjny powinien stanąć w mieście, które będzie najmocniej dotknięcie likwidacją górnictwa. Tymczasem, jeśli powstanie, to w Jaworznie. Niech będzie, że lepsza lokalizacja. Ale z perspektywy wyborców, którzy rok temu dali Morawieckiemu mandat (ponad 133 tys. głosów), to zaprzeczenie przedwyborczych deklaracji premiera. Zwłaszcza, że jego wyborcy na Śląsku nie usłyszeli przez rok niczego, co potwierdziłoby, że ekonomiczny los regionu jest w dobrych rękach. I jeszcze raz: czy widać różnicę w położeniu Śląska, w rządowych akcentach, w epoce sprzed i po zdobyciu przez Morawieckiego mandatu w Katowicach?

Musisz to wiedzieć

Spadochroniarze na Śląsku, historia się powtarza

Po roku pełnienia śląskiego mandatu premier zbliżył się do grona znanych spadochroniarzy, którzy swoją obecność w regionie zaznaczyli tylko wynikiem wyborczym w nim. Śląsk nie miał żadnego pożytku z posłowania Mariana Krzaklewskiego, Macieja Giertycha, Janusza Korwin-Mikkego czy Andrzeja Celińskiego. Zbyt mało, by dostrzec jakąkolwiek różnicę jest również w przypadku Mateusza Morawieckiego. Tak, epidemia, kryzys, mnóstwo bezprecedensowych problemów.

Zgadza się, podobnie z jest z opozycją. Wanda Nowicka z Lewicy (Lublin), którą do Sejmu wysłał m.in. Bytom i Gliwice, w znikomym stopniu zaangażowała się w lokalną czy regionalną problematykę. Z kolei Włodzimierz Czarzasty, szef SLD, który rok temu otwierał zagłębiowską listę Lewicy, obiecywał zdecydowaną, bezpardonową, głośną walkę o pieniądze m.in. na węzeł S1 w Sosnowcu czy remont zamku w Będzinie. Nawet biorąc poprawkę na stan epidemii, trudno uznać, by wystarczająco intensywnie próbował dotrzymać słowa.

Nie przeocz

Zobacz koniecznie

Bądź na bieżąco i obserwuj

Na Stadionie Narodowym powstaje szpital polowy

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

cóż, Ślązak głupi głupi przed i po szkodzie!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3