Moja droga do Euro 2012

Marcin Twaróg pisze bloga za darmo
Jechałem ostatnio trasą nr 5 z Wrocławia do Poznania - to ta, którą już niedługo będą przemieszczać się kibice w drodze na mecze mistrzostw Europy. Powiem krótko - to nie droga, to żart i to kiepski.

Pełen kompleksów - bo przecież Stadion Śląski ostatecznie odpadł z rywalizacji o organizację Euro 2012 - wybrałem się w drogę do Poznania. Mniejsza o cel, bo nie to jest tematem tego co piszę.

Trasa do Wrocławia - nie mam pytań. Autostrada jak się patrzy. To nic, że miejscami dwupasmowa. Ale szybka, bez dziur i bez korków. Rekreacyjna jazda pozwoliła mi dotrzeć z Katowic na przedmieścia stolicy Dolnego Śląska w niespełna dwie godziny.

Gdyby działacze mieli choć troche oleju we łbach, to jeździliby sobie na mecze do Chorzowa, a już godzinę później mogliby pić piwo na Rynku w Krakowie.

Przejazd przez Wrocław dla niewtajemniczonych to koszmar. Kiepskie oznaczenia, miliony skrzyżowań z inteligentnymi światłami, które palą się na czerwono właśnie wtedy, kiedy do nich dojeżdżam. Czyli nasza norma - chodzi o to, aby kierowcy uprzykrzyć maksymalnie życie.

Ale to nic w porównaniu z dalszą trasa do Poznania. Hehe, trasa - to już określenie na wyrost. Pierwsze kilometry wyglądają tak, jakby ktoś pomiędzy największymi miastami na zachodzie Polski skierował ruch objazdem przez ogródki działkowe i podwórka pegieerów. Ograniczenie prędkości do 40 km/h, dziura na dziurze, brak pobocza, jakieś ciągniki, pijani rowerzyści, galopujące na drugi brzeg strumienia pojazdów staruszki.

Brakowało tylko pastuchów ze stadem owiec lub krów i byłby komplet do surrealistycznego obrazka. Nie wierzycie? To sobie jedźcie i sami zobaczycie!

Generalnie wisi mi to, czy mieszkańcy Wrocławia tęsknią za mieszkańcami Poznania i pałają żądzą częstych odwiedzin. Jeśli tak jest, to pewnie zniosą trzygodzinną drogową gehennę.

Ale pomyśleć, że tą drogą już wkrótce mają się przemieszczać tysiące kibiców z meczu na mecz Euro 2012! Jestem pewien, że dla Anglików, czy Holendrów już sama podróż będzie bardziej emocjonująca niż mecze. O Niemcach celowo nie piszę, bo przecież każdy ma rodzinę w Polsce więc zna nasze realia.

Tydzień temu byłem zdruzgotany, gdy dowiedziałem się, że Chorzowa zabraknie na mapie Euro 2012. Życzyłem wtedy działaczom EUFA wszystkiego najgorszego. Ale teraz im współczuję! Nawet najgorszemu wrogowi nie życzę drogi z Wrocławia do Poznania.

Gdyby działacze mieli choć troche oleju we łbach, to jeździliby sobie na mecze do Chorzowa, a już godzinę później mogliby pić piwo na Rynku w Krakowie, lub dwie godziny póżniej we Wrocławiu. Ale nie! Oni sobie musieli uprzykrzyć życie. Mają to na co zasługują! Na własne życzenie!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie