Nasza Loteria

Niedźwiedź Wojtek pod Monte Cassino

Rozmawiał Tomasz Plaskota
Wojtek z polskim żołnierzem
Wojtek z polskim żołnierzem FOT. NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE
Wiedziała, że jeśli zagada do Wojtka po polsku, on zamacha łapą. Zrobiła to, a on usiadł i pomachał. To było niczym magia. Kiedy to zrobił, mój dziadek odszedł na bok, ponieważ było to dla niego zbyt emocjonalne przeżycie – mówi Aileen Orr, autorka książki „Niedźwiedź Wojtek”.

Tomasz Plaskota: Jak zapamiętała Pani niedźwiedzia Wojtka z zoo w Edynburgu?

Aileen Orr: Zobaczyłam Wojtka w ogrodzie zoologicznym w Edynburgu, gdy miałam 8 lat, w 1961 r. Choć był już wiekowy, to wciąż żywotny. Pojechałem tam ze swoim dziadkiem i przyjaciółką Renee, Polką mieszkającą w Szkocji. Wiedziała, że jeśli zagada do Wojtka po polsku, on zamacha łapą. Zrobiła to, a on usiadł i pomachał. To było niczym magia. Kiedy to zrobił, mój dziadek odszedł na bok, ponieważ było to dla niego zbyt emocjonalne przeżycie. W odróżnieniu od innych misiów, Wojtek miał bardzo jasne futro. Był bardzo duży i przyjazny.

Jak dowiedziała się Pani o Wojtku i poznała jego historię?

Mój dziadek był szkockim żołnierzem, który spotkał polskich żołnierzy w Iraku. Pomagał im przygotować się do walki. Popołudniami żołnierze, z którymi przebywał, wychowywali małego niedźwiadka Wojtka. Przekazywali go sobie jak dziecko i śpiewali mu. Miś kochał muzykę, lubił tańczyć i popisywać się. Mój dziadek przeniósł się wraz z nimi do Palestyny, a potem do Egiptu, gdzie rozstali się w Aleksandrii.

Czy naprawdę bywał na wiejskich zabawach w Szkocji? Czy dobrze tańczył?

Tak, chadzał na takie zabawy, ale nie tańczył. Siadał i czekał, aż ktoś go nakarmi. Wiedział, że jeśli będzie grzeczny, dostanie ciastko. W tamtych czasach jedzenie podawano przez całą noc i on o tym pamiętał.

Często odwiedzała go Pani w zoo?

Nie. Mieszkałam w małym miasteczku o nazwie Lockerbie, które leży o dwie godziny drogi od Edynburga, więc widziałam go tylko trzy razy. Ostatnim razem był już bardzo stary i cierpiał na artretyzm. Miał dwadzieścia jeden lat, ale nigdy nie zapadał w sen zimowy, więc jego biedne nogi nigdy nie zaznawały odpoczynku.

Czy kiedykolwiek spotkała się Pani osobiście z dawnymi przyjaciółmi Wojtka z wojska, którzy odwiedzali go w zoo?

W tamtym czasie nie, ale spotkałam wielu z nich od czasu napisania książki. Zrealizowaliśmy także film dokumentalny o szkockiej części historii Wojtka. Czas jest jednak nieubłagany, wielu z nich zmarło na przestrzeni ostatnich kilku lat… Okazało się, że jest już za późno, by utrwalić ich opowieści.

Dlaczego Wojtek nie trafił do zoo w Warszawie? Czy w ogóle istniała taka możliwość?

Nie mógł pojechać do Warszawy, bo miasto było zbyt zniszczone. Wielu polskich żołnierzy wiedziało, że nie mogą wrócić pod władzę stalinowskiego reżimu. Mieli nadzieję, że zabiorą go do Polski, gdy ta stanie się już wolna, ale tak się niestety nie stało.

Czy to prawda, że Wojtek w zoo był w złym stanie psychicznym?

W większości aspektów Wojtek w zoo toczył dobre życie. Był już jednak bardzo stary i pod koniec życia w niezbyt dobrej formie, a to dlatego, że żył bez snu zimowego, prowadząc niemal „podwójne życie”. Zmarł w 1963 roku, w wieku 21 lat.

Co jadał w zoo? Wiadomo, że miał swoje przysmaki, niekoniecznie zgodne z niedźwiedzią dietą…

Miał zbilansowaną dietę odpowiednią dla niedźwiedzia. Rozmaite smakołyki dostawał tylko od czasu do czasu i proszono ludzi, aby go nie dokarmiali. Odwiedzający wrzucali jednak słodycze do jego boksu. Miał duży wybieg, gdzie mógł spotykać się z gośćmi. Łatwo było nawiązać z nim kontakt. Przez większość czasu na pustyni bywał przywiązany do ciężarówek albo jeepów. Nie mógł biegać wolno.

Czy Wojtek był postacią rozpoznawalną w Edynburgu? Stanowił jedynie „wyjątkową atrakcję” w zoo czy może coś więcej?

O, tak! Pojawiał się również w telewizji i uznawano go za bardzo dobrze wychowanego niedźwiedzia. Pisali o nim dziennikarze, a opiekunowie ogrodu zoologicznego opowiadali dzieciom o jego wyczynach.

Czy ma gdzieś własny grób?

Nie, został poddany kremacji w Royal Dick Vet College w Edynburgu, gdzie przeprowadzono również sekcję zwłok. Jego prochów niestety nie zachowano.

od 12 lat
Wideo

Szymon Hołownia ma duże ego, większe ma tylko Lech Wałęsa

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Niedźwiedź Wojtek pod Monte Cassino - Nasza Historia

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni