Oskarżeni z Halemby winią innych

Joanna Heler
Udostępnij:
Kolejni dwaj oskarżeni o spowodowanie śmierci 23 górników w 2006 roku w kopalni Halemba nie przyznają się do winy.

Henryk S., który w chwili tragedii pełnił obowiązki kierownika działu przygotowania produkcji i kierownika zmiany, zakwestionował zapisy aktu oskarżenia twierdząc, że są w nim sprzeczności.

Stanisław B. z wyłonionej w przetargu firmy Mard, mającej usunąć maszyny z likwidowanej ściany, winą obarcza kopalnię. Jak podkreślał, to jej pracownicy mieli obowiązek wycofać z zagrożonego miejsca załogę, bo mieli urządzenia pozwalające stwierdzić przekroczenia stężeń.

Henryk S. przyniósł w piątek do Sądu Okręgowego własnoręcznie wyrysowany schemat zdarzenia. Jak twierdził, chce "aby wszyscy zrozumieli, co wydarzyło się na dole". Przewodnicząca składu sędziowskiego, Grażyna Stankiewicz-Chimiak, nie dopuściła jednak do prezentacji, twierdząc, że to subiektywna wersja oskarżonego.

Prokuratura zarzuca Henrykowi S., że dwa dni przed katastrofą, gdy również dochodziło do przekroczeń dopuszczalnych stężeń metanu, nie wycofywał pracowników z zagrożonego rejonu. Jak podkreślał, nie należało to do jego obowiązków, bo pracując na powierzchni, nie miał wiedzy o sytuacji pod ziemią. Po chwili stwierdził, że mógł takie polecenie wydać dyspozytorowi.

- Nie zrobiłem tego, bo otrzymanych wyników nie uznałem za miarodajne. Według mojej wiedzy, stężenia musiały być wysokie, bo pochodziły z linii chromatograficznej usytuowanej w miejscu zawału, a więc nie tam, gdzie pracowali górnicy. Nikt mnie nie poinformował o zmianie jej lokalizacji. Nie wysłałem nikogo, by to sprawdził, bo do miejsca zawału nie miałby szans dotrzeć - mówił oskarżony.
Henryk S., podobnie jak i kolejny ze składających w piątek wyjaśnienia Stanisław B., mówił o naciskach dyrekcji kopalni na jak najszybsze "wyrabowanie" górniczych maszyn.

- Na zebraniach dyrektor kopalni i główny inżynier mówili, by likwidować ścianę szybciej, bo na dole są trudne warunki. Nie precyzowali, co mają na myśli. Usłyszeliśmy, że jeśli nie uporamy się szybko z pracą, na nasze miejsce wejdą pracownicy kopalni - mówił Stanisław B., górnik z 31-letnim stażem, w firmie Mard odpowiedzialny za BHP.

Z jego wyjaśnień wynikało, że gdy dokonywał pomiarów indywidualnym metanomierzem, przekroczeń nie było. Tym samym, jak twierdził, nie może się zgodzić z prokuratorskim zarzutem o zaniechaniu wycofywania załogi.

W piątek prokurator nie zgodził się na uchylenie Henrykowi S., dozoru policyjnego. Ten swą prośbę motywował faktem złożenia wyjaśnień i nadciśnieniem. Sąd przychylił się do decyzji prokuratora.
Na ławie oskarżonych zasiada 17 osób z kierownictwa kopalni i firmy Mard.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie