Policjanci zamknięci w izolatce z podejrzanym o COVID-19. A przyjechali na badanie krwi uczestnika wypadku...

Kacper Jurkiewicz
Kacper Jurkiewicz
adam jankowski / polska press
Udostępnij:
Policjanci z Mysłowic przyjechali do szpitala Zakonu Bonifratrów w Katowicach do uczestnika wypadku. Trzeba było mu pobrać krew, bo mógł być pod wpływem alkoholu. To zwykła procedura. Tymczasem na miejscu nie dość, że doszło do awantury z lekarzem, to policjanci zostali zamknięci w izolatce wraz z podejrzanym o covid mężczyzną.

Wypadek w Mysłowicach. Mężczyzna trafił do szpitala

W Mysłowicach w sobotę, 21 listopada, ok. godz. 3.40 doszło do wypadku. Na zjeździe z ulicy Obrzeżnej Zachodniej na A4 kierujący audi mężczyzna stracił panowanie nad samochodem, przebił bariery energochłonne i uderzył w betonową podporę mostu.

- Na miejsce wysłano patrol ruchu drogowego, który zastał załogę karetki, straż pożarną oraz służby autostradowe. Kierowca audi uskarżał się na ból w klatce piersiowej oraz ból głowy. Przyznał, że od dwóch dni nie ma poczucia węchu i smaku, a rodzina z jego rodziny przechodzi covid-19 - mówi nam st. sierż. Damian Sokołowski, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Mysłowicach.

Poszkodowany został przewieziony karetką do Szpitala Zakonu Bonifratrów w Katowicach.

Policjanci z Mysłowic pojechali do szpitala. Lekarz odmawiał im zbadania sprawcy wypadku

Policjanci zakończyli działania na miejscu o godz. 5.45. Następnie policjanci pobrali od dyżurnego mysłowickiej policji pakiety do pobierania krwi i udali się do szpitala. Mieli dotrzeć do niego o godz. 6.

- Przed wejściem policjanci założyli kombinezony ochronne, gogle i rękawiczki. W izbie przyjęć przedstawili się i wyjaśnili, że przyjechali na pobranie krwi od sprawcy zdarzenie, bo zaszło podejrzenie, że może być pod wpływem alkoholu. Osoba z izby przyjęć poinformowała lekarza, ale ten stanowczo odmówił pobrania krwi od mężczyzny, oznajmiając policjantom, żeby sobie ją sami pobrali - powiedział st. sierż. Damian Sokołowski.

Policjanci mieli dwukrotnie połączyć się telefonicznie z lekarzem. W końcu pojawił się na izbie przyjęć, ale odmawiał policjantom pobrania krwi od kierowcy audi. Policja poinformowała go, że jego postępowanie może wyczerpywać znajoma przestępstwa (art. 239 Kodeksu karnego) i poprosili o podanie jego danych osobowych. Lekarz odmówił, a policjanci pouczyli go, że to wykroczenie (art. 65 p. 2 Kodeksu wykroczeń). Chcieli więc zabrać lekarza na komisariat w celu ustalenia jego danych.

- W trakcie tej interwencji lekarz stawiał czynny i bierny opór. Policjanci byli zmuszeni do użycia siły fizycznej, obezwładnili go i doprowadzili do radiowozu. Lekarz oświadczył, że nie wie, czy to prawdziwi policjanci, bo mieli założone kombinezony ochronne. Zadzwonił do dyżurnego KMP w Mysłowicach, a dyżurny potwierdził cel wizyty policjantów. Lekarz obiecał, że zleci pobranie krwi pacjenta - tłumaczy rzecznik KMP w Mysłowicach.

Ktoś zamknął policjantów z Mysłowic w izolatce z podejrzanym o covid

Mundurowi udali się do izolatki, w której znajdował się mężczyzna. Przeprowadzono u niego manualne badanie trzeźwości, które wykazało 0,22 miligrama/litr w wydychanym powietrzu.

- Po tym badaniu ktoś nagle zamknął policjantów na klucz. Zostawił ich w środku z mężczyzną podłączonym do kroplówki. Policjanci wołali, ale nikt nie zareagował. Musieli także udzielić mężczyźnie pomocy, bo zaczął wymiotować - mówi st. sierż. Damian Sokołowski.

Około godz. 7.20 dyżurny komisariatu II w Katowicach otrzymał zgłoszenie o rzekomej napaści policjantów na dyżurnego lekarza ze szpitala. Na miejsce wysłano więc policjantów z tej jednostki. Lekarz oświadczył im, że doszło do nieporozumienia z mysłowickimi policjantami. W trakcie interwencji lekarzowi miał zostać uszkodzony... zaczep paska od zegarka.

- Lekarz oświadczył, że są to znikome koszty naprawy i nie będzie ścigał policjantów w celu ukarania za zniszczenie. Mundurowi cały czas przebywali w izolatce. Dopiero około godz. 8 przyszła pielęgniarka, pobrano krew pacjentowi i wypuszczono policjantów - powiedział rzecznik.

Policjanci po wyjściu z izolatki dowiedzieli się, że poszkodowany mężczyzna nie ma jednak koronawirusa.

Policja wyjaśnia sprawę

Czynności w tej sprawie prowadzi obecnie komisariat II KMP w Katowicach, zabezpieczono też monitoring ze szpitala. Sprawdzane są wykroczenia, które mógł popełnić lekarz: art. 65 p. 2 Kodeksu wykroczeń (legitymowanie), 65a (niestosowanie się do poleceń funkcjonariusza policji) i 66 (wprowadzenie w błąd instytucji użyteczności publicznej albo organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia).

Szpital Bonifratrów w Katowicach odpowiada

Skontaktowaliśmy się ze szpitalem Zakonu Bonifratrów w Katowicach. Otrzymaliśmy od nich oświadczenie:

- Dyrekcja szpitala niezwłocznie po uzyskaniu informacji o zajściu na izbie przyjęć skontaktowała się z przełożonym policjantów, z którym ustalono, że należy uspokoić sytuację, tak aby pacjenci byli optymalnie zabezpieczeni. W krótkiej rozmowie poinformowano również o obowiązujących procedurach epidemiologicznych i konieczności stosowania się do nich – wszystkich osób znajdujących się na IP, również funkcjonariuszy policji - przekazuje nam Bożena Majewska, rzecznik szpitala - Aktualnie jesteśmy w trakcie wyjaśniania sytuacji z pracownikami oraz komendą policji - dodaje.

Bądź na bieżąco i obserwuj

Nowe obostrzenia od 15 grudnia!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie