MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Prawnuczka Tamary Łempickiej w Rudach: "Korzystała z życia, rządziła swoim światem. To było w niej najpiękniejsze"

Robert Lewandowski
Robert Lewandowski
"Korzystała z życia, rządziła swoim światem. To było w niej najpiękniejsze"
"Korzystała z życia, rządziła swoim światem. To było w niej najpiękniejsze" RL
Silna, niezależna kobieta, która wiedziała czego chce i do czego dąży. Taka była Tamara Łempicka. Prawnuczka jednej z najwybitniejszych na świecie malarek gościła w niedzielę 21 maja w Rudach, gdzie przybyła opowiedzieć o niezwykłości Tamary Łempickiej, cenionej artystki, bizneswomen i trzeciej na świecie, najdroższej malarki portretowej. Jej najdroższy obraz „Portret Marjorie Ferry", został sprzedany za 82 mln zł!

Fenomen Tamary Łempickiej. Jej twórczość przeżywa prawdziwe oblężenie

Twórczość Tamary Łempickiej przeżywa prawdziwy renesans. Jej niezwykłe obrazy biją rekordy na aukcjach sztuki, zaś wystawa jej dzieł w Muzeum Narodowym w Krakowie to szał ostatnich miesięcy. W okresie od września ubiegłego roku do marca tego roku, obejrzało ją 125 tys. osób, zaś wiele osób czekało w długich kolejkach. Wystawa musiała zostać przedłużona o kolejne kilka tygodni, bo każdy chciał z bliska zobaczyć Łempicką, jej pociągnięcia pędzlem i to coś, co spowodowało, że jest trzecią na świecie najdroższą malarką, której styl i niezwykła siła zachwycają współczesne kobiety.

O niezwykłości artystki polskiego pochodzenia opowiada jej prawnuczka, Marisa de Lempicka, która już po raz piąty gościła w Polsce. 16 maja odwiedziła Stalową Wolę, by kilka dni później, na zaproszenie dr Gabrieli Merecik przybyć do Rud i opowiedzieć na czym tak naprawdę polega fenomen Łempickiej. Marisa de Lempicka zarządza fundacją Tamara de Łempicka Estate, która dysponuje prawami autorskimi oraz prawami do archiwów rodzinnych po Tamarze Łempickiej. Jest zaangażowania w powstawanie poświęconych artystce książek, wystaw i filmów. Udziela także licencji na reprodukcje obrazów w limitowanych wydawnictwach.

Tamara Łempicka. Była i pozostała Polką

W duszy czuła się Polką, zaś jej losy sprawiły, że pozostała obywatelką świata. Urodzona 16 maja 1898 roku, wychowywana była przez matkę i dziadków w Warszawie. Nie wiadomo jednak czy przyszła na świat właśnie tutaj, bo niektórzy badacze uważają, że Łempicka sfałszowała swoją metrykę, podając jako miejsce urodzenia nie Moskwę, lecz właśnie Warszawę. Jej dziadkowie należeli do elity towarzyskiej i kulturalnej, przyjaźniąc się między innymi z Arturem Rubinsteinem czy Ignacym Janem Paderewskim. W wieku 9 lat pojechała na wakacje do Lozanny, gdzie zapoznała się ze sztuką renesansowych mistrzów. Zachwyt nad tą sztuką, przelała na późniejsze swoje obrazy.

Życie sprawiło, żeby przetrwać, musiała być niezwykle silną kobietą. Musiała uciekać z Petersburga po rewolucji bolszewickiej, zabierając jedynie biżuterię, którą miała na sobie. Uwalniając swojego męża z rąk bolszewików, uciekła wraz z nim do Paryża. Trwająca po pobycie w więzieniu trauma jej męża spowodowała, że Łempicka musiała sięgnąć po farby, by mieć za co żyć, dość szybko stając się ikoną epoki art déco.

- Zaczynała malując portrety znanych ludzi. Chciała mieć pieniądze, by utrzymywać córkę, by zwyczajnie przetrwać - mówiła Marisa de Lempicka, prawnuczka artystki, która zarządza jej spuścizną.

Już wtedy wiedziała, że osiągnie wielki sukces. Była pewna siebie, silna, miała swój cel. Mówiła, że będzie brała 10 proc. więcej niż Moïse Kisling, najbardziej znany ówczesny portrecista, choć w malarstwie stawiała dopiero pierwsze kroki. Obiecała sobie, że będzie najlepiej sprzedającym się malarzem portretowym. Wiedziała do czego dąży i dość szybko stała się jedną z najbardziej rozchwytywanych artystek.

- W tamtych czasach każdy chciał być namalowany przez Lempicką - dodawała jej prawnuczka.

Kochała kobiety i mężczyzn. Kochała piękno

Za każde dwa sprzedawane obrazy, kupowała sobie diamentową biżuterię. W ten sposób chciała odrobić wszystko to, co straciła wyjeżdżając z Rosji. Wciąż powtarzała, że trzeba siebie nagradzać. Nie zatrzymała się, dopóki nie miała rąk pełnych bransoletek.

- Z jednej strony pokazywała tym swój sukces. Wiedziała jednak, że gdyby znów musiała uciekać, to przynajmniej będzie miała ze sobą diamenty, które można byłoby spieniężyć - mówiła Marisa de Lempicka.

Kochała piękno w każdej postaci. Jej oczy kierowały się zarówno w stronę pięknych mężczyzn, jak i kobiet. Nigdy się z tym nie kryła, że miała romanse zarówno z mężczyznami, jak i z kobietami. Nie odbiegała tym jednak od kanonu, który był modny w latach 20.

- Musieli być piękni, bo bardzo kochała piękno. W latach 20. to nie było nic niezwykłego. Tak wówczas wypadało. To czas, gdy kobiety pierwszy raz uzyskały wolność - podkreślała prawnuczka Łempickiej.

Była silną kobietą. Była królową, a nie osobą do przytulania

Jednym z najsłynniejszych obrazów Łempickiej jest autoportret w zielonym bugatti. Dzieło dość szybko stało się ikonicznym wizerunkiem kobiety dwudziestolecia i pokazuje niezwykłą siłę artystki. Jeden z najdroższych na świecie egzemplarzy samochodów, a w nim Tamara Łempicka. Siedzi i jedzie najlepszym na tamte czasy samochodem.

- A tak naprawdę nie miała bugatti, a jeździła maleńkim, żółtym renault! Pokazywała, że jedzie tym samochodem w przyszłość - mówiła prawnuczka artystki.

To jeden z ulubionych obrazów Marisy de Lempickiej, który pokochała za turkusowe oczy swojej prababki, przepełnione siłą i wiarą w sukces. Nawet, gdy ją poznała w wieku 76 lat, to czuła od niej niezwykłą siłę.

- Korzystała z życia, cieszyła się nim, żyła tak, jak chciała. Po prostu rządziła swoim światem. To było w niej najpiękniejsze - dodawała prawnuczka Łempickiej.

Była bardzo pewna siebie. Gdy coś wymyśliła, po prostu do tego dążyła. Marisa poznała ją, gdy miała pięć lat. Swoją prababcię zapamiętała jako królową, wielką znaną artystkę, nie zaś osobę do przytulania.

- Koncentrowała się na osobie i tym dawała wyrazy swojej miłości - mówiła Marisa.

Pierwsze spotkanie z prababcią było jednak poprzedzone trwającą całą dobę podróżą samolotem. Zanim Marisa poznała swoją prababcię, musiała się do tego spotkania odpowiednio przygotować, włożyć odpowiedni strój i zaczekać na nią, aż zejdzie po schodach w swojej niezwykłej posiadłości w Meksyku. Tamara Łempicka pojawiła się w pięknej, długiej tunice i kapeluszu, który sama zaprojektowała. Marisa wspomina to, jak spotkanie z królową, któremu towarzyszyło niezwykłe napięcie.

- Wraz z nią przyszedł zapach paczuli, starofrancuskich perfum i papierosów. Bardzo dużo paliła, więc miała mocny głos. Kazała nazywać się "chéri", "kochanie". Nie pozwoliła mówić na siebie babciu - wspominała prawnuczka Łempickiej.

Jej dom w Meksyku był pełen ulubionego przez nią lawendowego koloru. Wszystko musiało być tak, jak tego chciała Tamara. Śniadania i lunch codziennie podawane były w innych, meksykańskich kolorach. Na stole nie brakowało polskich potraw. Przygotowywała bigos, mizerię, a że lubiła słodycze, królowały u niej także babki i jej ulubione eklerki. Sama nauczyła swoją służbę gotować po polsku. I zawsze na stole musiał stać olbrzymi bukiet, który był wymieniany raz w tygodniu.

Dla swoich wnuczek szyła kapelusze w tym samych kolorach, w jakich nosiła sukienki. Raz w roku musiała mieć jednak czas tylko dla siebie. Wsiadała w pociąg i jechała w długą podróż, by zagrać w kasynie w Monte Carlo.

Bizneswoman Łempicka

Marisa de Lempicka przyjechała do Polski w 125. rocznicę urodzin swojej prababci. Podkreślała, że Tamara malowała swoje obrazy w bardzo specyficzny sposób. W przeszłości używała farb, w których znajdowały się prawdziwe minerały. Później zaczęto malować syntetycznymi farbami, więc Łempicka musiała zmienić swój styl. Zawsze powtarzała, że nigdy nie kopiuje innych artystów. Połączyła kubizm z renesansem, tworząc swój własny, unikalny styl. Malowała również portrety swoich najbliższych. Uwieczniła na nich swoją babcię oraz ciocię.

Łempicka była przy tym niezależną kobietą i bizneswoman w jednym. W swojej sztuce pokazywała kobiety w sposób niezależny, a wszystko to miało swoje korzenie w jej rodzinie.

- Wszystko pochodziło od babci Klementyny, która Tamarze oraz jej siostrze, by nie bały się świata i robiły to, co kochają. Ta żyłka do biznesu pochodzi z polskich korzeni, od babci Klementyny - podkreślała Marisa.

Do dziś kobiety w Polsce są zainspirowane Tamarą Łempicką. Jak podkreśla jej prawnuczka, Polki potrzebują takiego silnego, kobiecego wzorca.

- Mam swoją osobistą misję, by pokazywać Tamarę jako silną kobietę, która przeżyła wojnę, musiała uciekać. Mam ją w swojej krwi, czuje jej siłę i chcę kontynuować jej dzieło - podkreślała jej prawnuczka.

Tamara Łempicka zmarła w 1980 roku, odchodząc we śnie. Jej ostatnim życzeniem było, by skremowano jej ciało, a prochy rozrzucono nad wulkanem Popocatepetl, który widziała ze swojego okna. Zachowały się po niej nie tylko obrazy, ale i wszystkie notatki i szkice.

O niezwykłości Łempickiej może świadczyć fakt, że jej najdroższy obraz „Portret Marjorie Ferry", został sprzedany za 82 mln zł, na aukcji w Christie's w Londynie.

Nie przeocz

Zobacz także

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Lady Pank: rocznica debiutanckiej płyty

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni