MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Śledź czy karp? Co gości na naszych świątecznych stołach. Cotygodniowy felieton Marka Szołtyska

Marek Szołtysek
Fragment dawnej pocztówki pokazującej przedświąteczny handel karpiami na targu
Fragment dawnej pocztówki pokazującej przedświąteczny handel karpiami na targu Arc.
Przez wieki śledź był dla Śląska drogim towarem zagranicznym, przywożonym z dalekich nadmorskich krain i z tego powodu nie było możliwe, by stał się elementem wigilijnej śląskiej wieczerzy. To się zmieniło w drugiej połowie XIX wieku. Dlaczego?

Po pierwsze: Śląsk został wtedy doskonale skomunikowany dzięki kolei żelaznej. To zaś spowodowało, że żywność, a w tym przypadku śledzie z Bałtyku i z Morza Północnego, zaczęły masowo docierać na Śląsk. To wpłynęło na obniżenie cen śledzi. Po drugie: Śląsk stał się wtedy częścią jednoczących się i bogacących Niemiec, a zatem powiększony o nasz region wielki niemiecki rynek zareagował obniżką cen śledzi i innej żywności.

Po trzecie: Na Śląsku powstaje ogromna ilość kopalń, hut i innych zakładów przemysłowych, w których ludzie zaczynają coraz lepiej zarabiać, a to wpłynęło na zwiększenie konsumpcji, także śledzi. Po czwarte: Dobrą pracę na Śląsku dostawali nie tylko rodowici mieszkańcy, ale też zjeżdżający się tu ludzie, głównie z ziem polskich, które są wtedy pod zaborami. Te masy ludzkie powodują zwiększenie sprzedaży - a to również element obniżania cen, także cen śledzi.

Zatem przełom XIX i XX wieku był złotym okresem handlu śledziami na Śląsku i zdarzało się, że Ślązoki jadły wtedy śledzia kilka razy w tygodniu i to w różnych postaciach: brateringi - śledzie pieczone, śledź we oleju, szałot kartoflany ze śledziem czy hekele z siekanego śledzia. Powstało nawet w tym czasie powiedzenie, że coś jest „tonie jak ślydź!”. Wówczas też ów śledź pojawił się na wigilijnej wieczerzy. Spełniał on bowiem warunek ekonomiczny - bo był tani i warunek religijny - bo był daniem postnym. Śledź częściej pojawiał się na wigilijnych stołach w śląskich miastach, niż na wsi. Powód był prosty: wieś bardziej dbała o tradycje, więc na Wigilii pojawiał się karp lub inne ryby słodkowodne.

Do miast zaś przybyło za pracą wielu ludzi, którzy dopiero śląskich tradycji musieli się nauczyć. Oni więc chętniej sięgali po śledzia. Ostatecznie śledź dotarł też na wieś, choć nie wyparł tam karpia, ale stał się potrawą dodatkową. Przykładowo w moim domu spotkały się dwie tradycje: jedna - z domu mojej mamy, u której w czasie Wigilii nie było śledzia oraz druga - z domu mojego ojca, który zawsze na Wigilii miał brateringi. Ma więc śledź na Wigilii swoją śląską tradycję, ale w żadnym wypadku nie można powiedzieć, by śledź kiedykolwiek zagroził starszej i dostojniejszej kulturze wigilijnego karpia. Karp na Śląsku ma bowiem przynajmniej pięćsetletnią tradycję i przybył do naszego regionu z Austrii i Czech. Ślązoki nawet dawniej mówiły na karpia - kaper, czyli tak samo jak Czesi. Kiedy więc zapytają nas o ryby na wigilijnym śląskim stole, to możemy odpowiedzieć takim śląskim ausdrukiem, czyli powiedzonkiem: „Ślydź w Wilijo niy pyskuje, bo na stole karp króluje!”

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni