Śmierć motoparalotniarza w Rybniku: Leszek to był dusza człowiek. Dlaczego leciał, skoro tak wiało?

A. Król, J. Bombor
58-latek zginął podczas próby lądowania
58-latek zginął podczas próby lądowania arc. policji
Udostępnij:
Środowisko rybnickich motoparalotniarzy jest w żałobie. - To był wspaniały człowiek i przyjaciel - mówią nam koledzy Leszka W., 58-letniego mieszkańca Boguszowic, który runął w niedzielę z olbrzymiej wysokości na działkę przy ulicy Rajskiej w Rybniku. Nie wiadomo, co stało się z jego motoparalotnią. To połączenie spadochronu z napędem montowanym na plecach pilota. Motoparalotniarz pozostawił żonę i córkę.

Policjanci i prokuratorzy wyjaśniają okoliczności tego wypadku.

- Prokurator zarządził sekcję zwłok. Jak ustalili policjanci, do zdarzenia doszło podczas podejścia do lądowania paralotni. Paralotniarz z nieznanych do tej pory przyczyn stracił panowanie nad lotnią i uderzył w ziemię. W wyniku odniesionych obrażeń zmarł po przewiezieniu do szpitala - wyjaśnia nadkomisarz Aleksandra Nowara, rzecznik rybnickiej policji.

Wyjaśnianiem przyczyn wypadku zajmie się również Komisja Badania Wypadków Lotniczych - poinformowano nas tymczasem w Aeroklubie Rybnik, gdzie jednak zaznaczają, że 58-latek nie należał do aeroklubu.

- Nie mamy takiej sekcji. Motoparalotniarzom z okolic Rybnika jedynie udostępniamy lotnisko - mówi Wiesław Dziuba z Aeroklubu ROW Rybnik.

Koledzy tragicznie zmarłego rybniczanina stawiają różne hipotezy co do przyczyn tragedii. Obecnie grupa pasjonatów sportu motoparalotniarskiego liczy maksymalnie 12 osób, Leszek prowadził ich stronę internetową.

- Wszyscy mówiliśmy mu Admin, bo prowadził nasze strony i bloga. Był duszą towarzystwa. Nie mogę uwierzyć w to, co się stało - mówi Andrzej Adamek, instruktor latania. Dodaje, że Leszek W. pomagał mu w szkole latania od trzech lat. - Był kierownikiem wyciągarki. Miał wszystkie papiery - zaliczone kursy swobodnego latania, latania za wyciągarką, a ostatnio zrobił dokument na napęd - mówi Andrzej Adamek. - Jeszcze rano rozmawialiśmy na Skypie. Leszek prawdopodobnie źle oszacował warunki pogodowe. Na jego osiedlu w Boguszowicach, w niecce, z której startował, mogło wydawać się, że nie wieje. Jak jest naprawdę, na pewno przekonał się dopiero, gdy wzbił się w powietrze - dodaje.

W szoku są też inni pasjonaci lotów nad Rybnikiem. - Można powiedzieć, że Leszek był naszym zapleczem technicznym. Szok, rozbił się niedaleko domu, bo mieszka w pobliżu naszego startowiska - mówi nam Marek Koch, jeden z pierwszych motoparolotniarzy z Rybnika, który pierwszą licencję zdobył w 1990 roku. - Byłem pierwszym, który latał nad Rybnikiem z napędem. Doradzałem potem kolegom, wspierałem, i tak stworzyła się grupa - mówi Koch. Wbrew plotkom mówi, że motoparalotniarstwo wcale nie jest niebezpiecznym sportem.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie