MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Wielkanocny zając, zajonz czy hazok? Felieton Marka Szołtyska, historyka i znawcy Śląska

Marek Szołtysek
W Niedzielę Wielkanocną śląskie dzieci dostają prezenty od zajączka
W Niedzielę Wielkanocną śląskie dzieci dostają prezenty od zajączka archiwum Marka Szołtyska
Nasza kultura regionalna jest ciągle żywa i uważana za atrakcyjną, co nie zmienia faktu, że są z nią czasami problemy czy niedomówienia.

Z takim zjawiskiem spotkałem się podczas rozmowy z osobą, która przedstawiła się jako „rychtig prawdziwy Ślązok”. Pochwalił się, że jego rodzina, jak tylko skończyła się u nas komuna, to: „Przywróciliśmy naszemu nazwisku poprawny i pierwotny zapis!”. Gdy dopytywałem o szczegóły, to się okazało że jeszcze niedawno pisali się - Zając. Kiedyś jednak ich pradziadek na przełomie XIX i XX wieku pisał swoje nazwisko - Zajonz, który to zapis zachował się na starym dokumencie. Stąd dumna ze śląskiej przeszłości rodzina - Zając, zamieniła się w - Zajonz.

No tak! Gdyby mi to powiedział niewykształcony człowiek, to pewnie bym machnął ręką. Tylko że rozmawiałem z absolwentem wyższej uczelni, więc postanowiłem podyskutować. Wyraziłem więc opinię, że każdy ma prawo zmieniać sobie nazwisko lub jego formę zapisu, ale ich poszczególne formy i zniekształcenia trzeba widzieć w kontekście historycznym, poprzez dziejowe uwarunkowania. Dlatego wasze nazwisko - tłumaczyłem rozmówcy - w okresie niemieckich rządów jakiś urzędnik, a może jakiś robiący karierę przodek, zapisał zgodnie z ortografią niemiecką. Choć prawdę mówiąc, bliższy poprawności byłby zapis - Seionz.

Nie potrafię oczywiście konkretnie wskazać okoliczności takiego majstrowania, ale takie zjawisko nie dotyczyło tylko Zająców, ale też wielu innych nazwisk, przykładowo: Mleczko (Mletzko), Szendzielorz (Schendelosch), Szołtysek (Scholtyssek) czy Kuc (Kutz). Jeszcze bardziej się to komplikuje, gdy sobie uświadomimy, że wcześniej niektóre śląskie nazwiska miały pewnie czeski zapis, tyle że mało kto posiada w domu takie stare, a poświadczające to dokumenty. Tak czy inaczej przeróżne formy zapisywania śląskich nazwisk na przestrzeni skomplikowanych wieków historii - utrudniają wskazanie jedynie słusznego zapisu.

Przykładowo bowiem moje nazwisko na przestrzeni ostatnich 400 lat zapisywano przynajmniej w pięciu wersjach - więc jak miałbym wrócić do rzekomo poprawnej jego formy? Odradzam tu więc majstrowanie, bo można narozrabiać jak szalony Zając, pardon - Zajonz. Lecz z drugiej strony - kto Zającowi zabroni? Ale to nie koniec, bo w tych dniach wypada wspomnieć o jeszcze jednej sprawie zajęczej i jednocześnie wielkanocnej. Otóż tak jak zapis - Zajonz - jest „poniemiecki”, tak wielkanocna tradycja przychodzenia do Ślązoków zajączka z prezentami - jest też niemiecka. Zając ten bowiem w staroniemieckich i pogańskich legendach towarzyszył Holdzie, bogini płodności, podczas jej ożywczego wkraczania w pozimowy świat.

Dlatego zajączki obdarowują do dzisiaj Ślązoków, Niemców i Austriaków. Oczywiście w Niemczech i Austrii mówią na niego - der Hase, Osterhase, czyli hazok, a nie - zajonz lub seionz

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Euro 2024: STUDIO-EURO ODC-3 PRZED MECZEM POLSKA - AUSTRIA

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni