MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Chleb ludzki. Felieton Marka Szołtyska, historyka i znawcy Śląska

Marek Szołtysek
Ślązoczki wracające od piekarza z chlebem ludzkim i kołoczem.  Fragment obrazu Ewalda Gawlika
Ślązoczki wracające od piekarza z chlebem ludzkim i kołoczem. Fragment obrazu Ewalda Gawlika archiwum Marka Szołtyska
Za starego piyrwy, czyli dawno temu, jak ludzie byli jeszcze koczownikami i wędrowali z miejsca na miejsce, to chleb robili przy ognisku. Najpierw mieliło się ziarno na mąkę, pocierając je kamieniem na kamieniu. Potem się to mieszało z wodą i ugniatało. Z tego ciasta formowało się placek i piekło się go na rozgrzanym kamieniu.

Taki chleb wyglądał trochę jak naleśnik, jednak z czasem ludzie zamieszkali w domach i nauczyli się piec chleby w formie bochenków.
Nie były to już chleby robione na szybko przy namiocie na ognisku. Do ciasta dodawało się - różnie to nazywano - drożdże, żur albo zakwas. Dzięki temu ciasto urosło, a chleb był gruby, wielki i przede wszystkim smaczniejszy.

Żeby jednak takie bochenki upiec, to w domach albo pod domami budowano specjalne piece chlebowe, zwane piekaroki czy piekarniczoki. To z biegiem czasu też się zmieniało. Bo kiedy na Górnym Śląsku powstają robotnicze osiedla, a ludzie w przemyśle lepiej zarabiają, to stać ich na kupowanie gotowego chleba.

Zatem około 1900 roku w śląskich miejscowościach - jak grzyby po deszczu - powstają piekarnie. Trzeba jednak zauważyć, że między pieczeniem chleba w domu, a kupowaniem go już tylko w piekarni, był jeszcze etap przejściowy. Niektórzy bowiem, twierdząc, że domowy chleb jest tańszy i lepszy od kupnego, ciągle jeszcze wyrabiali go w swoim domu i w słomionkach, czyli w specjalnych koszykach, zanosili go do upieczenia do piekarni.

Piekarze robili to za drobną opłatą. I jeszcze ważna ciekawostka: piekarze nazywali ten chleb pieczony na zlecenie chlebem ludzkim. Tak, ponieważ to ludzie go przynosili z domów gotowy. To pieczenie na zlecenie nie dotyczyło tylko chleba, ale również kołocza. A wiem, co mówię, bo choć osobiście nie pamiętam już czasów, by ludzie do piekarni zanosili do upieczenia swój domowy „ludzki chleb”, to kołocz ludzki pamiętam dokładnie. Otóż gdy jakaś Ślązoczka chciała upiec kołocz, to robiła go sama w domu i w stanie surowym zanosiło się go na blasze do piekarza. Tutaj ważna była pora dnia, bo zazwyczaj piekarz wcześnie rano rozpalał w swym piekarniczym piecu i gdy nie był on jeszcze bardzo rozgrzany, to pieczono bułki. Potem w szczytowym momencie rozgrzania do pieca na upieczenie wkładało się chleb. Od tego momentu piekarz już nie dokładał węgla do pieca i gdy on powoli stygł, piekło się w nim kołocze od ludzi.

Jeżeli więc bułki piekło się około godziny 6.00-7.00, chleb około godziny 10.00-11.00, to kołocz ludzie musieli przynosić gdzieś na 12.00-13.00. Tak było!

A jak jest teraz? Chleba ludzkiego i kołocza już nikt u piekarza nie piecze, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.
Natomiast coraz modniejsze, od około dwudziestu lat, staje się ponowne pieczenia chleba i kołocza w domu, tyle że w piekarokach elektrycznych. Czy zatem historia piekarnictwa zatoczyła pełne koło i znów piekarnie - jak to było w XIX wieku - będą należały do rzadkości?

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jerzy Stuhr nie żyje. Aktor zmarł w wieku 77 lat

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni