Gino Busi, niezwykły włoski dyplomata. Po artykule w Dzienniku Zachodnim o konsulu z Katowic dowiedział się cały świat

Tomasz Borówka
Tomasz Borówka
Gino Busi w Ekwadorze (siedzi po lewej ręce duchownego pośrodku). W latach 1928-1930 był włoskim konsulem w Guayaquil Jenny Estrada. II Guerra Mundial: lista negra en Ecuador, 2006/Guayaquil 2020/Facebook
Gino Busi, konsul Włoch w Katowicach w chwili wybuchu II wojny światowej, był postacią niecodzienną. Po publikacji w Dzienniku Zachodnim jego katowickie dokonania stały się głośne już nie tylko na Śląsku, ale i w świecie. To dobrze, gdyż ten niezwykły, a zapomniany przez historię włoski dyplomata zasługuje na pamięć.

Mimo iż jego ojczyste Włochy były państwem faszystowskim i zaprzyjaźnionym z nazistowskimi Niemcami, Busi po wybuchu wojny pomagał także Polakom i Żydom. Ponadto, choć w Katowicach pod niemieckimi rządami utrzymywał bardzo dobre stosunki z hitlerowskimi władzami, zarazem uważnie obserwował zaprowadzony w okupowanej Polsce terror. O restrykcjach dotykających polską oraz żydowską ludność regularnie raportował włoskiemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych. Umożliwił też katowickiemu biskupowi, Stanisławowi Adamskiemu, potajemne kontakty z polskim rządem emigracyjnym. A do tego wszystkiego najprawdopodobniej to on sfotografował z budynku swego konsulatu grupę Polaków w drodze na egzekucję, dokumentując w ten sposób najgłośniejszą w dziejach Katowic zbrodnię.

Dla mnie osobiście cała ta historia zaczęła się właśnie od fotografii ludzi, prowadzonych ulicą 3 Maja na śmierć, którą po raz pierwszy ujrzałem przed wieloma już laty. Pamiętam dobrze, jak od razu zaintrygowało mnie, z jakiego właściwie miejsca została wykonana i kim był jej autor. Zmierzające do wyjaśnienia tego historyczne śledztwo trwało bardzo długo, jednak warte było poświęconego na nie czasu. Wyniki dochodzenia okazały się wręcz sensacyjne.

Od gauleitera do konsula

Nic więc dziwnego, że sprawa zainteresowała Eda Wighta, brytyjskiego dziennikarza z Daily Mail. Z Edem znamy się od 2016 roku, kiedy to skontaktował się ze mną po publikacji Dziennika Zachodniego o odkryciu tajnej kwatery gauleitera Brachta w Katowicach-Panewnikach (miejsce, gdzie znajdował się ten „Górnośląski Wilczy Szaniec”, ustaliłem wspólnie z historykiem, doktorem Mirosławem Węckim). Dobrze to wtedy sprzedaliśmy w DZ. W wydaniu papierowym na pierwszej stronie piątkowego Magazynu oraz dwóch dalszych kolumnach w środku. A do tego oczywiście w internecie, ze specjalnie nakręconym reportażem z podziemi klasztoru w Panewnikach, który przebiegły nazista wybrał na swe sekretne stanowisko dowodzenia. Jako że Ed żywo interesuje się II wojną światową, a szczególnie jej zagadkami, w związku z czym jest na bieżąco z głośnymi odkryciami także w Polsce, nasze rozmowy, korespondencja oraz udostępnione mu materiały archiwalne i fotograficzne zaowocowały jego świetnym artykułem o tajnej kwaterze gauleitera i samym Brachcie. Wight celnie podkreślił i wyeksponował kwestie związków Brachta z niemieckim obozem zagłady w Oświęcimu, w tym jego współodpowiedzialności za popełniane tam ludobójstwo i niesławny „Marsz Śmierci” w 1945 roku. Ogromny, globalnym wręcz zasięgiem Daily Mail sprawił, że Brachta i jego zbrodnie poznał cały anglojęzyczny (i nie tylko) świat.
Od tego czasu śledziłem publikacje Eda, który między innymi relacjonował poszukiwania sławetnego Złotego Pociągu na Dolnym Śląsku. Z kolei Ed z miejsca dostrzegł potencjał, kryjący się w sensacyjnej opowieści o niezwykłym włoskim konsulu. I w taki oto sposób również historia Gino Busiego zagościła w Daily Mail, docierając dzięki temu do setek milionów odbiorców, od Wielkiej Brytanii i innych państw Europy, aż po krańce Eurazji, do Chin i za oceany. Dodatkowo zaś do Izraela, za sprawą artykułu dziennikarza Yankiego Farbera we wpływowym dzienniku Yated Ne'eman.

Tropem niezwykłego dyplomaty

Gino Busi przybył do Katowic pod koniec kwietnia 1939 roku. Do wybuchu wojny pozostawały wtedy już tylko cztery miesiące i kilka dni. Władze polskie na Śląsku traktowały konsula Królestwa Italii, państwa związanego sojuszami z nazistowskimi Niemcami, nie dość że bez serdeczności, ale niemal wrogo. Co do tego nie ma wątpliwości. Czytałem raporty, wysłane przez Busiego do włoskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W jednym z nich pisze on: „Konsekwencją jest oziębłość i przesadna nieufność wszystkich, co utrudnia między innymi uzyskanie najbardziej błahych informacji. Ten stan rzeczy odbija się także na kontaktach z Włochami. Już od jakiegoś czasu korpus konsularny trzymany jest na dystans i ignorowany przy wszelkiego rodzaju uroczystościach. Myślę, że uczyniono to, by uniknąć zapraszania niemieckiego konsula generalnego. Teraz w stosunku do nas można zauważyć coś więcej; nawet w najprostszych kontaktach urzędowych odnotowuje się często pewnego rodzaju szorstkość, by nie powiedzieć gburowatość”. W innym raporcie Busi donosi także o złym traktowaniu swoich rodaków na Śląsku – o zwolnieniach włoskich pracowników na Zaolziu i granicznych uciążliwościach dla tych Włochów, którzy mieszkając w polskiej części Śląska, są zatrudnieni na terenie Niemiec. Znamienne, że w związku z tymi szykanami konsul nie nabrał uprzedzeń do Polaków jako takich, o czym przecież świadczy jego dyplomatyczna korespondencja i humanitarna działalność po wybuchu wojny.

Od czasu publikacji artykułu w Dzienniku Zachodnim docieram do coraz to nowych źródeł, poznając dzięki nim kolejne fakty z życiorysu Busiego. Z wolna pogłębiają one portret tego człowieka – fascynującej, a przy tym chyba wielowymiarowej i niejednoznacznej postaci. Tak na przykład dowiedziałem się, pod jakim adresem mieszkał w Katowicach Gino Busi – otóż przy ulicy Wandy 48. To dzisiejsza Marii Curie-Skłodowskiej. Busi ulokował się więc w modernistycznym gmachu, całkiem niedawno wzniesionym w najnowocześniejszej dzielnicy ówczesnych Katowic. To była świetna lokalizacja. Blisko do parku Kościuszki czy na targi katowickie, niedaleko do kościoła świętych Piotra i Pawła (wtedy tymczasowej katedry), kurii, Sejmu Śląskiego, Urzędu Wojewódzkiego i na dworzec kolejowy. A do pracy z kwadrans spacerkiem, choć niewykluczone, że konsulat dysponował samochodem, którego nie objęła chyba związana z mobilizacją polskich sił zbrojnych konfiskata pojazdów silnikowych (Busi donosi o niej w jednym z tajnych telegramów wysyłanych do Rzymu – swoją drogą, czytając je daje się zauważyć, jak dalece uwagę konsula absorbowały sprawy wojskowe).

Wstrząśnięty weteran

Inny znaczący szczegół: Gino Busi tydzień po upadku Warszawy, 5 października 1939 roku, odwiedził boleśnie dotkniętą wojennymi zniszczeniami stolicę Polski. Dotarł tam właśnie samochodem, choć sporo zabiegów (i pieniędzy) kosztowało go znalezienie kierowcy, skłonnego wybrać się w niebezpieczną przecież podróż przez zdewastowany działaniami wojennymi kraj. W swoim stamtąd Busi raporcie po raz kolejny dał się poznać jako człowiek wrażliwy na ludzkie nieszczęście: „Kiedy przyjechałem do Warszawy około godziny 5 po południu [5 października], ukazał mi się najbardziej przerażający widok, jaki kiedykolwiek widziałem. Domy zniszczone i sczerniałe od pożaru, ulice zasypane stosami gruzu, wszędzie ogromne dziury. Z niektórych budynków została tylko fasada, a wszystko pozostałe we wnętrzu, od dachu po sklepione piwnice, uległo zawaleniu. Latarnie uliczne poszarpane i poskręcane, chodniki pełne wybojów. Na ulicach długie szeregi ludzi z różnych środowisk, ubranych w najdziwniejsze stroje […]. Zrozpaczone twarze, halucynujące oczy. Nie mogłem patrzeć na to bez drżenia”. Warto podkreślić, że są to słowa doświadczonego dyplomaty, a wcześniej odznaczonego za odwagę żołnierza (kolejny mało znany, a znaczący fakt: podczas pierwszej wojny światowej Busi walczył w szeregach włoskiej armii na froncie, zdobył odznaczenie za odwagę), który mimo iż niejedno już w życiu widział (a może właśnie dlatego?) nie pozostał obojętny wobec tragedii Warszawy i jej mieszkańców.

Zarazem jednak ten sam człowiek, w innym swoim raporcie, podkreśla: „Moje stosunki z władzami niemieckimi są jak najbardziej serdeczne”. Busi otrzyma też wysokie odznaczenie III Rzeszy za pomoc udzieloną niemieckiemu konsulatowi w Katowicach 1939 roku. Temu samemu konsulatowi, który przed wojną był centrum dyspozycyjnym niemieckiej agentury w Katowicach i w którym we wrześniu 1939 skazywano na śmierć polskich patriotów.

Pan i pani Busi

Długo poszukiwałem jakiejkolwiek fotografii Busiego. Możliwe bowiem, że w Polsce nie zrobiono mu żadnej. Jak wspomniałem, konsulem w Katowicach był niedługo. Co gorsza, w tym stosunkowo krótkim okresie nie zapraszano go na oficjalne uroczystości, podczas których mógłby – jak to mówią fotoreporterzy – wpaść w obiektyw któremuś z nich. W końcu jednak odnalazłem jego zdjęcie aż na krańcu świata! W roku 1928 został wysłany jako konsul do Ekwadoru, dokąd wyjechał wspólnie z żoną, Marią Bixio Busi (podobnie jak później do Katowic). I tam, w Guayaquil – największym mieście tego południowoamerykańskiego, górskiego kraju, państwo Busi wybrali się z wizytą do lokalnej włoskiej kolonii (nawiasem mówiąc, analogiczna istniała i w Katowicach). Przy tej okazji powstała ich pamiątkowa fotografia ze znanym salezjańskim misjonarzem Domingiem Cominem, w otoczeniu miejscowych Czarnych Koszul oraz dzieciarni zrzeszonej w organizacji Balilla. Związki Busiego z włoskim faszyzmem to kolejny temat do zgłębienia i coś przeczuwam, że może to być temat trudny. Ale też nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. W każdym razie do lektury kolejnego artykułu o tej niecodziennej i wciąż tajemniczej postaci mogę już chyba zaprosić…

P.S. Ambasadzie Włoch w Polsce oraz Archiwum Historycznemu włoskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Współpracy Międzynarodowej chciałbym złożyć podziękowania za okazaną mi życzliwość i udostępnianie cennych materiałów archiwalnych.

Nie przeocz

Zobacz koniecznie

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Będą zmiany zasad w noszeniu maseczek?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie