Maria Pańczyk-Pozdziej o Panteonie Górnośląskim: Jeśli ktoś był dla Śląska ważny, trzeba go traktować poważnie. Rozmowa

Teresa Semik-Orzech
Teresa Semik-Orzech
Maria Pańczyk-Pozdziej, była wicemarszałek senatu
Maria Pańczyk-Pozdziej, była wicemarszałek senatu Arkadiusz Gola/Polskapresse
Podzielam obawy, że w takiej formule i tylko z dotychczas ustalonymi nazwiskami Panteon Górnośląski będzie bardziej dzielił niż łączył – mówi redaktor Maria Pańczyk-Pozdziej, była wicemarszałek Senatu RP, twórczyni konkursu „Po naszymu czyli po śląsku”. Rozmowa o Panteonie Górnośląskim.

Do „Leksykonu Panteonu Górnośląskiego, a tym samym na wystawę w katowickiej katedrze, trafiło ponad 150 osób: księży, polityków, ludzi kultury. Potrafi pani odgadnąć kryteria, jakimi kierowali się ci, którzy wyróżniali te osoby?

Nie wiem, jakie były kryteria i trudno się nawet ich domyślić, bo oprócz osób już wielokrotnie wskazywanych, których w tym Panteonie zabrakło, jest jeszcze ogromna rzesza tych, którym winni jesteśmy pamięć. I nie wolno wybiórczo traktować ludzi dla Śląska zasłużonych. A są nimi także ci, którzy nie zawsze żyli, bądź żyją, w zgodzie z obowiązującymi trendami politycznymi, bywają na bakier z takim, czy innym światopoglądem. Jeśli ktoś był dla Śląska ważny, należy go potraktować poważnie. I dlatego kryteria są niezbędne. Bez nich każda lista będzie niekompletna.

Kogo pani brakuje w tym gronie zasłużonych Ślązaków?

Bardzo wielu osób. Jeśli przyjąć, że w Panteonie honorować się będzie przede wszystkim osoby duchowne, również żyjące, to nie rozumiem, dlaczego zabrakło w nim abp Damiana Zimonia, którego zasługi, nie tylko dla Kościoła katolickiego, są nie do przecenienia. To przecież ksiądz arcybiskup senior powołał i ufundował nagrodę regionalną przeznaczoną dla tych, którzy w działalności naukowej i artystycznej ukazują wysokie wartości moralne i wnoszą trwały wkład w kulturę Górnego Śląska. Wielu beneficjentów nagrody Lux ex Silesia znalazło się w Panteonie, a, o dziwo, jej fundator – nie.

W Panteonie Górnośląskim jest miejsce dla ponad 70 duchownych. Niektórzy nawet mówią, że to jest panteon Kościoła katolickiego na Górnym Śląsku, a nie Górnośląski.

Nie rozumiem więc, dlaczego zapomniano o księdzu prałacie Franciszku Kurzaju, który zbudował most pamięci między Śląskiem a Teksasem w USA. Do śląskich korzeni przyznaje się dwieście tysięcy potomków osiadłych tam w drugiej połowie XIX wieku, ludzi o nazwiskach: Korzekwa, Bronder, Mutz, Brol, Moczygemba itd.

Kolejny duchowny, wprawdzie nieżyjący, o którym zapomniano, to ksiądz Józef Wajda. Ulice jego imienia znajdują się w większości śląskich miast i miasteczek. Urodzony w 1849 roku w Nieboczowach święcenia kapłańskie przyjął w Pradze w 1885 roku. Dziesięć lat później osiadł na Opolszczyźnie i już jako proboszcz Kielczy i Żędowic został wybrany na posła do parlamentu pruskiego. To dzięki niemu po plebiscycie najzdolniejsi uczniowie miejscowych szkół wysyłani byli z niemieckiego Śląska do polskiego gimnazjum nauczycielskiego w Wągrowcu. W tym gronie znalazł się również mój św. pamięci ojciec Tomasz Pańczyk – pierwszy w rodzinie rechtor, czyli człowiek uczony, jak godali o nim krajanie. I to dzięki Ojcu będę zawsze o sobie mówiła, że jestem Ślązaczką o polskim rodowodzie, bądź Polką o śląskich korzeniach.

Twórcy „Leksykonu Panteonu Górnośląskiego” zdają się mówić, że odnieśli sukces, że udało im się scalić w jednym opracowaniu biogramy ludzi z różnych środowisk społecznych, narodowych wyznaniowymi, „zjednoczonych w idei służby i pracy na rzecz Górnego Śląska oraz Polski”. Pani nie podziela tego optymizmu?

Nie. Zbyt wiele jest osób w Panteonie zapomnianych, a nam bliskich. Wypada mi się ująć za senator Józefą Bramowską urodzoną w 1860 roku w Żyglinie koło Miasteczka Śląskiego. Była niekwestionowaną propagatorką polskości na Śląsku. Aktywnie uczestniczyła w plebiscycie i III Powstaniu Śląskim. Jej zakonspirowane mieszkanie było w czasie wojny składem broni, a ona do końca życia, czyli do 1942 roku, była przetrzymywana przez gestapo w areszcie domowym.

A znani lekarze? Na przykład dr Bronisław Hager. Pamiętam go z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ub. wieku, gdy czasami odwiedzał moich dziadków. Oprócz tego, że był wybitnym lekarzem pochodzącym z lekarskiej rodziny, pozostawał także działaczem społecznym i plebiscytowym na Śląsku. Współpracował z Wojciechem Korfantym, który mianował go komisarzem plebiscytowym na powiat zabrski. Był współtwórcą wielu inwestycji prozdrowotnych np. biologicznej oczyszczalni ścieków, budynku Kasy Chorych, czy też najnowocześniejszej wówczas w Europie szkoły przy ul. Wyspiańskiego w Tarnowskich Górach.

Córkę doktora Hagera – prof. Bożenę Hager-Małecką, również senator, wielokroć odwiedzałam z mikrofonem w jej domu na trzecim piętrze biskupickiego ratusza. Była nestorką polskiej pediatrii, wychowała całe pokolenia lekarzy. Szczególną troską otaczała dzieci chore na ołowicę, których na Śląsku w drugiej połowie XX wieku nie brakowało. I takich wybitnych lekarzy w Panteonie zabrakło. Gdyby zaś przyjąć, że należy w nim uwzględnić również żyjących, to wspomnę np. profesorów: Andrzeja Bochenka, Adama Maciejewskiego, czy Mariana Zembalę. Dziś, w czasach pandemii i strachu, dobry lekarz to ktoś, kto nie tylko ratuje, ale i daje nadzieję, że to śmiertelne żniwo nas nie dosięgnie, że obroni nas wszechmocna medycyna.

Pradę mówiąc mam problem z honorowaniem w jednym miejscu ludzi żyjących z nieżyjącymi.

Pozostając wśród zmarłych wyraźnie zabrakło mi autora m.in. „Śląskiego Hetmana”, „Twojej zagłady w Rzymie”, „Alfabetu Śląskiego” i wielu tomików wierszy. Wiem, że niektórzy pamiętają Bolesławowi Luboszowi fakt, iż w stanie wojennym zasilił szeregi Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. Wspomnę więc przy tej okazji słowa znanego wielebnego, który broniąc sprawcę czynów o wiele bardziej odrażających powiedział niedawno: „No cóż, zgrzeszył, a kto nie grzeszy?” No właśnie – kto nie grzeszy? Gdybyśmy kładli na szali grzechy udowodnione i odpokutowane i te w konfesjonale zatajone, to różnie mogło by być.

W katedrze katowickiej widzimy Górny Śląsk przede wszystkim z okolic Katowic. A co z Cieszynem, Opolem?

Pytam więc, kto nie zna prof. Doroty Simonides z Opola, 92-letniej, do niedawna aktywnej folklorystki, autorki wielu książek, wieloletniej senator? I nie dlatego upominam się o jej nobilitację, że darzy mnie przyjaźnią i że przez 25 lat jurorowała w moim konkursie „Po naszymu czyli po śląsku”. Urodziła się i wyrosła w śląskiej rodzinie na Nikiszu. Z tą ziemią przez całe swoje życie jest związana dając świadectwo niezwykłej symbiozy urodzenia i wychowania ze współczesnym rozumieniem patriotyzmu – lokalnego i narodowego. Niedawno uhonorowano ją nagrodą Lux ex Silesia.

Zobacz koniecznie

Kolejny opolanin, to 91-letni prof. Franciszek Marek, który o sobie mówi: Ślązak, Polak, Europejczyk. Syn powstańca śląskiego, pierwszy wybrany w wolnych wyborach rektor Uniwersytetu Opolskiego w latach 1995-1996. Historyk, pedagog urodzony w Bełku koło Rybnika. Był współzałożycielem Związku Górnośląskiego. Jego, jak to by dziś powiedzieli młodzi, idolami byli m.in. Niemiec Józef Elsner i Polak Edmund Osmańczyk. I tych dwóch znanych ludzi też brakuje w górnośląskim Panteonie.

Nie ma jednej tożsamości śląskiej. Wielu Ślązaków odwróciło się od Polski, także w ostatnich latach. Podziela pani obawy, że te spory śląsko-polskie nabiorą teraz na sile?

Niestety, już tak się dzieje. Nie ma jednej tożsamości śląskiej i to od dawna jest wiadome. Tyle tylko, że ostatnio, przy okazji kolejnego spisu powszechnego, uaktywniają się znowu ludzie, którzy chcą innym udowodnić, że na Śląsku prawo obywatelstwa mają wyłącznie ci, którzy utożsamiają się ze śląską nacją. Inni, deklarujący się być Polakami i Ślązakami bądź wyłącznie Polakami, są dla nich persona non grata. I są to najczęściej ludzie zrzeszeni w różnych śląskich organizacjach. Największa z nich, Ruch Autonomii Śląska, liczy zaledwie 7 tys. członków. Te organizacje to zaledwie ułamek procenta wszystkich ludzi hołubiących śląską tożsamość. I to ta mniejszość najgłośniej dopomina się i o narodowość, i o język śląski, a niektórzy także oficjalnie o autonomię.

Wadzi im: Polak – Ślązak, bądź Ślązak – Polak. A przecież jest to nacja na Śląsku dominująca. Ubiegając ewentualny hejt, który po tym wywiadzie pewnie mnie spotka, chcę powiedzieć, że nie mam nic przeciwko ludziom zrzeszającym się w przeróżnych śląskich organizacjach. Niech kultywują piękne tradycje, folklor i gwary, niech pracują na rzecz naszych małych ojczyzn. Tylko niech nie żądają dla siebie praw wyjątkowych z brakiem poszanowania praw większości.

Nie przeocz

Wierzy pani, że niezadowolenie, jakie wybuchło wokół Panteonu Górnośląskiego, skłoni jego twórców do jakiejś refleksji, do zmiany listy osób w ten sposób wyróżnionych?

Podzielam obawy, że w takiej formule i tylko z tymi nazwiskami Panteon Górnośląski będzie bardziej dzielił niż łączył. Byłoby dobrze, żeby jego twórcy rekrutowali się z różnych opiniotwórczych środowisk, choć niekoniecznie muszą to być zawsze profesorowie.

Sugeruje pani powszechne konsultacje społeczne?

Przecież w dobie powszechnej komputeryzacji można się także posiłkować ankietami. Może wówczas w tworzenie listy Panteonu zaangażują się młodzi. Warto ich posłuchać. Reprezentują zdecydowanie większy, od nas starszych, obiektywizm w ocenie ludzi, zjawisk kulturowych i socjologicznych. A to właśnie oni w przyszłości będą korzystać z tego wszystkiego, co w podziemiach katowickiej katedry będzie prezentowane.

Musisz to wiedzieć

Rząd chce skrócić odstęp pomiędzy dawkami szczepionek

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie