Proces Dariusza P. z Jastrzębia: "Nie wierzę, że on to zrobił!" [RELACJA+ZDJĘCIA]

Bartosz Wojsa
Bartosz Wojsa
Proces Dariusza P. z Jastrzębia: "Nie wierzę, że on to zrobił!"
Proces Dariusza P. z Jastrzębia: "Nie wierzę, że on to zrobił!" Bartosz Wojsa
Udostępnij:
Dzisiaj o godz. 9:30 w Sądzie Okręgowym w Rybniku rozpoczęła się kolejna rozprawa Dariusza P. z Jastrzębia-Zdroju, który jest oskarżony o to, że w maju 2013 roku celowo podpalił rodzinny dom znajdujący się w dzielnicy Ruptawa. W wyniku tego tragicznego zdarzenia zginęła jego żona oraz czworo dzieci.

Na początek przypomnijmy, że podczas ostatniej rozprawy, która miała miejsce przedwczoraj (poniedziałek), zeznawał syn oskarżonego, Wojciech. Na czas przesłuchania Wojtka proces został jednak utajniony. Sąd tłumaczył wyłączenie jawności dobrem sprawy. Okazało się również, że pod koniec poniedziałkowej rozprawy zeznania zdążył jeszcze złożyć teść Dariusza P., Zbigniew Ch., który najpierw twierdził, że zięć jest niewinny, jednak przyznał, że o wielu aspektach sprawy wcześniej nie wiedział i teraz nie jest już pewien.

- To, czego się dowiedziałem w trakcie śledztwa, podważa zaufanie co do wiarygodności Darka. Po jego mistyfikacjach związanych z SMSami i podpaleniami nie mogę powiedzieć, że nie mam wątpliwości. Na tej podstawie nie mogę też jednak sądzić, że jest winny i to zrobił – mówił wówczas teść oskarżonego.

Z kolei w trakcie dzisiejszego procesu zeznania złożyły cztery osoby: Monika M. i Elżbieta G., szwagierki Dariusza P., oraz teściowa mężczyzny, Barbara Ch., i jego szwagier, Krzysztof Ch.

Jako pierwsza przed sądem stanęła Monika M., która uważa, że przeważające dowody wskazują na winę oskarżonego. Wątpliwości co do tego, że jest niewinny miała od samego początku sprawy. Jeszcze przed wybuchem drugiego pożaru nachodziły ją złe przeczucia.

- Wątpliwości zaczęły się pojawiać już przy sytuacji, w której Darek miał niby komuś pomagać, a ten ktoś go zaatakował i ukradł mu pieniądze, choć na początku mu w to uwierzyłam. Potem doszła do tego kradzież pieniędzy z domu rodziców [według szwagra oskarżonego, Krzysztofa Ch., było to około 50 tys. złotych – przypis red.], wypadek na ulicy Libowiec, gdzie znowu go okradziono, no i pożar, który był apogeum tego wszystkiego, tych moich wątpliwości – mówiła w trakcie rozprawy szwagierka oskarżonego i jednocześnie podkreślała, że w dniu pożaru rozmawiała z Dariuszem P., ale nie na temat przyczyn wybuchu ognia, tylko ofiar.

- Jego reakcje były wtedy adekwatne do tych, jakie powinna mieć osoba, która straciła rodzinę. Zachowywał się naturalnie – wyjaśniała przed sądem.

I choć w jej opinii Dariusz P. na początku, gdy dołączał do ich rodziny, był kontaktowy, rozmowny, to jednak później zaczął się dziwnie zachowywać. Monika M. miała nawet podejrzenia, że oskarżony jest hazardzistą, bo jeździł „obstawiać STS-y”, czyli sportowe zakłady bukmacherskie. Kiedyś chwalił się rodzinie, że wygrał tam 2 tysiące złotych.

- Po tych wszystkich informacjach, które do nas docierają w toku postępowania, czyli o SMSach wysyłanych „sam do siebie” i tak dalej, jego obraz zmienia się w moich oczach na gorsze. W dodatku te polisy, które wykupił na krótko przed pożarem. Siostra nic wcześniej o tym nie mówiła, a przynajmniej sobie nie przypominam. To dziwne – wyznała Monika M.

W trakcie jej zeznań sędzia Ryszard Furman przytoczył, że Wojciech P., syn oskarżonego, wierzy w jego niewinność. Powiedział, że ufa ojcu i nie wierzy, by mógł to zrobić. Z kolei świadek Monika M. nie potrafiła jednoznacznie odpowiedzieć, czy wierzy w niewinność szwagra.
- Po pierwszym pożarze, do którego doszło w ich domu miałam ogromne wątpliwości, co do przypadkowości tych zdarzeń. Odnosiłam takie wrażenie, że to nie było przypadkowe. Po prostu nie wierzyłam, że tyle nieszczęść może spotkać jedną rodzinę. Te wypadki, kradzieże, pożary. Powiedziałam nawet o tym siostrze, ale wtedy się na mnie obraziła – zeznawała szwagierka oskarżonego i dodała, że po drugim pożarze czuła „dziwny strach”. Obawiała się, że to było podpalenie.

Po tym, jak jedna ze szwagierek Dariusza P. złożyła zeznania, przed sądem stanęła druga siostra zmarłej Joanny, żony oskarżonego. Elżbieta G. mówiła załamanym głosem m.in. o wydarzeniach z dnia, w którym doszło do pożaru.

- Dowiedziałam się, że coś się stało, gdy byłam u siostry. Tata próbował się do niej dodzwonić, ale mu się nie udało, więc pojechaliśmy na miejsce. Tam była już policja, nie wpuścili nas. Potem spotkaliśmy Darka w szpitalu, był bardzo blady i przejęty – mówiła szwagierka oskarżonego, która nie wytrzymała napięcia i zwyczajnie się rozpłakała. Wtedy również oskarżony, Dariusz P., zaczął płakać. Gdy jednak sytuacja się uspokoiła, Elżbieta G. kontynuowała zeznania.

- W dniu zdarzenia w ogóle nie rozmawiałam z Darkiem. Zresztą nie dałabym rady rozmawiać na temat przyczyn pożaru w takim stanie. Oni byli naprawdę dobrą, zgraną, wesołą rodziną. Często miałam z nimi kontakt. Relacje z Darkiem też miałam dobre. Bywałam u nich 1-2 razy w tygodniu. Siostra nigdy na szwagra nie narzekała, nie powiedziała ani złego słowa – mówi siostra zmarłej w pożarze Joanny P.

I choć Monika M. była zdziwiona tym, że Dariusz P. tego feralnego dnia pracował w nocy, to jednak Elżbieta G. potwierdza, że jej siostra mówiła jej o wyjazdach nocnych męża. Dariusz P. według jej zeznań miał czasem jeździć do warsztatu w nocy. Tak również stało się przed wybuchem tragicznego pożaru.

- To wysyłanie do siebie SMS-ów, podpalenie koszy na śmieci dzień po pożarze... Wydaje mi się, że to pewien akt desperacji. Że to było podyktowane bezradnością w związku ze stratą rodziny. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy to były działania przemyślane. Nie wiem, czy wierzę w to, co mówi Darek, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby szwagier mógł popełnić taką zbrodnię. Po prostu nie wierzę, że to on – kończyła Elżbieta G., po czym ponownie się rozpłakała. Podobnie jak oskarżony Dariusz P.

Po tym, jak Elżbieta G. skończyła zeznawać, przyszła kolej na teściową oskarżonego, Barbarę Ch., która od samego początku podkreślała, że wierzy w niewinność zięcia.

- Znam Darka tyle lat, to była dobra rodzina. Nie mieści mi się w głowie, by mąż mojej córki i ojciec wnucząt mógłby coś takiego zrobić. Nie wierzę, że ten pożar spowodował mój zięć – mówiła teściowa oskarżonego. Jednocześnie wykluczyła motyw finansowy, który mógł kierować Dariuszem P. O wykupionych polisach dowiedziała się jednak dopiero z mediów.
- Bezpośrednio przed pożarem córka z Darkiem myśleli o budowie domków. Joasia mówiła, że mieli je budować, a one miały potem funkcjonować też za granicą. Myślę, że powodziło im się całkiem nieźle, nigdy nie zwracali się do nas o pomoc finansową. O długach też nic nie mówili. Nie wiem dlaczego, może córka się wstydziła albo nie chciała nas martwić. W zachowaniu zięcia nie zauważyłam niczego, co mogłoby świadczyć o jego problemach psychicznych – wyjaśniała Barbara Ch. i przyznała, że wiedziała o tajemniczej Renacie, z którą po tragedii na Ruptawie chciał się związać Dariusz P.

- Ja mu sama mówiłam, gdy rozpaczał po stracie żony, że jak minie rok, to powinien sobie kogoś znaleźć, bo jest młody. Choć jeśli rzeczywiście zaczął wcześniej, to chwalone w naszej społeczności z pewnością by to nie było, ale przecież jeszcze z nikim się nie żenił. Renatę poznałam na pogrzebie jego ojca, przedstawił mi ją jako swoją koleżankę – opowiada teściowa oskarżonego.

W trakcie rozprawy poruszono też temat konta bankowego, które zostało założone z myślą o pomocy finansowej dla Dariusza P. i jego jedynego, ocalałego syna Wojtka.

- To chyba było konto Darka, a Wojtek miał do niego upoważnienia... Albo na odwrót. W każdym razie, po aresztowaniu Darka, Wojtek wypłacił z niego pieniądze, bo bał się, że mu je komornik zabierze. Później przelał je na inne konto – wyjaśniała.

Jako ostatni przed sądem stanął Krzysztof Ch., szwagier oskarżonego. On od samego początku miał ogromne wątpliwości dotyczące zdarzeń, jakie spotykały Dariusza P. i jego rodzinę. Starał się analizować je w logiczny sposób i coś mu nie pasowało.

- Kiedy dowiedzieliśmy się o tym pożarze, w którym zginęła moja siostra i jej dzieci, natychmiast z żoną pojechaliśmy do Jastrzębia. Po drodze razem snuliśmy, że to mogło być podpalenie. Zwłaszcza po tej serii nieprawdopodobnych zdarzeń, jakie spotykały siostrę i jej rodzinę. Opcję z żelazkiem od razu wykluczyłem. Posiadając piątkę dzieci, trzeba mieć mocne i dobre żelazko, a takie właśnie miała moja siostra. Przecież takie żelazka posiadają odpowiednie zabezpieczenia, a sam oskarżony przyznał później, że „to raczej nie było żelazko” - tłumaczył Krzysztof Ch. i przytoczył relację Wojtka, jedynego ocalałego z pożaru w Ruptawie.
- Mówił, że obudziły go krzyki siostry. Justyna panikowała, a on kazał jej iść do swojego pokoju i zadzwonił po straż. Nie wypytywaliśmy o szczegóły, bo to było dla niego trudne. Z kolei Darek zachowywał się dokładnie tak, jak dzisiaj. Milczący, z opuszczoną głową. Ból wypisany na twarzy. To zdarzenie nie spowodowało skłócenia rodziny, ale mam świadomość, że zdania członków rodziny na ten temat są podzielone. To zależy od tego, jak bardzo dana osoba była z rodziną mojej siostry zżyta. Jeśli ktoś miał z nimi mocną więź emocjonalną, to trudniej uwierzyć w taki rozwój wydarzeń – mówił szwagier oskarżonego. Wspomniał też, że zna Dariusza P. od ponad 30 lat, kolegowali się bowiem już w czasach szkolnych. Razem byli ministrantami, chodzili na wspólne kolędy, mieli tę samą grupę oazową.

- To był człowiek bardzo wesoły, skory do żartów, taka dusza towarzystwa. Cieszyłem się, gdy mieliśmy zostać rodziną. To było fajne. Później niewiele się zmieniło, ale koło 2008-2009 roku, kiedy coś poszło nie tak w jego działalności gospodarczej, przestał być taki wesoły. Siostra nie mówiła nic o ich problemach. Z relacji innych sióstr wiedziałem jedynie o tych 3 milionach długu – opowiadał Krzysztof Ch., który za równie niewiarygodne uważa obrót spraw związanych z polisą ubezpieczeniową rodziny P.

- W tym pierwszym pożarze spłonęło mnóstwo rzeczy, dokumentów, ale polisa zawarta niedługo przed wybuchem ognia jakoś ocalała. To było dla mnie dziwne, bo na ogół wszystkie dokumenty trzyma się razem, a tu akurat ten jeden był gdzieś indziej. W dodatku na krótko przed pożarem wybrali polisę, która jest droga, a przecież wcześniej skradziono im mnóstwo pieniędzy, przy tym wypadku na ul. Libowiec. Ze szczegółów dotyczących drugiego pożaru, tego tragicznego, pamiętam jeszcze, że przy drzwiach wejściowych stała butla gazowa wyrzucona przez strażaków. Nie wiem, czy była pełna, ale dotychczas stała w piwnicy, więc po co ją wnosili do góry, skoro garaż znajduje się na poziomie zero? Takie butle wnosi się prosto do piwnicy. To są szczegóły, które powodowały, że ja zadawałem sobie różne pytania i dzieliłem się z żoną oraz innymi członkami rodziny tymi wątpliwościami. Wiem, że siostra Monika miała też ich sporo – tłumaczył szwagier Dariusza P. i podkreślił, że do tej pory z takimi zdarzeniami spotykał się wyłącznie w filmach.

- Fakt zawarcia polis na życie, a później morderstwo... Jak w filmie. To zwiększyło moje wątpliwości. Odczytałem te polisy jako ewentualny motyw – dodał Krzysztof Ch.

Szwagier oskarżonego podważył również teorię, jakoby ktoś ukradł około 50 tys. zł z mieszkania jego rodziców, kiedy Dariusz P. przebywał tam ze swoją rodziną. Pieniądze miały należeć wówczas do oskarżonego.

- Ani przez moment w to nie uwierzyłem. Gdyby złodziej miał ukraść te pieniądze, to musiałby najpierw wejść na piętro po schodach widocznych z ulicy, potem pokonać dwoje drzwi i znać rozkład domu, gdyż jedna droga prowadziła do spiżarni, a druga do przedpokoju. Nie wspominając już o tym, że musiałby zdawać sobie sprawę z obecności saszetki wypełnionej pieniędzmi na komodzie. To niemożliwe – podkreślał brat zmarłej w pożarze Joanny. Warto też nadmienić, że pieniądze później cudownie się odnalazły. Na jednej z rozpraw poinformował o tym sam Dariusz P., choć rodzinie o tym nie wspomniał. Najbliżsi dowiedzieli się o tym dopiero w sądzie.

Kolejną rozprawę zaplanowano na 18 września. Wówczas zeznania dokończy szwagier oskarżonego, Krzysztof Ch. Przed sądem staną również strażacy, którzy brali udział w akcji ratowniczej w dniu, w którym doszło do pożaru.


*Złoty pociąg odnaleziony! Już rozpala wyobraźnię ZŁOTY POCIĄG MEMY
*Gala BCC Katowice, czyli rewia luksusu i przepychu ZOBACZ ZDJĘCIA
*Tak policja z Katowic zatrzymuje handlarza dopalaczami ZDJĘCIA + WIDEO z zatrzymania
*Tak się bawią Katowice! Koncert na 150-lecie Katowic URODZINY KATOWIC ZDJĘCIA

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

o
oskarżyciel
' Dziś o godz. 9;30 w Sądzie Okręgowym w Rybniku.....:" W Rybniku nie ma Sądu Okręgowego.Jest w Gliwicach. W Rybniku jest jego wydział.
Przejdź na stronę główną Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie