MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Śląskie gadżety to niezły pomysł na biznes. Dzisiaj ciekawych śląskich produktów na rynku jest mnóstwo

Monika Krężel
Monika Krężel
Klaudia Roksela jest współwłaścicielką firmy Gryfnie Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE
Klaudia Roksela jest współwłaścicielką firmy Gryfnie Zobacz kolejne zdjęcia. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Fot. Marzena Bugała-Astaszow
Jeszcze kilkanaście lat temu turyści odwiedzający Górny Śląsk nie mieli szans na to, by kupić pamiątkę reprezentującą nasz region. Teraz to się zmieniło. Na rynku funkcjonuje sporo firm sprzedających śląskie gadżety. Firmy świetnie sobie radzą, a produkty regionalne tworzą śląską markę.

W środku jednego z najbardziej magicznych miejsc na Śląsku, jakim jest katowicki Nikiszowiec, znajdują się dwa sklepy z typowo śląskimi pamiątkami. Jeden to Ajncla, drugi Balkanym bez Nikisz. Oba to pomysł śląskiej rodziny Langerów. Ajnclę prowadzi Arnold Reinhold Langer, a Balkanym bez Nikisz jego ojciec - Peter Langer.

- Wszystko zaczęło się dość dawno temu, bo już w 1992 roku. Mój ojciec był hurtownikiem, sprzedawał ciuchy i już wtedy miał kilka projektów nawiązujących do Śląska. Było to raczej jego hobby, a że miał dostęp do producentów, to miał też pewne kontakty i możliwości. Sprzedawał śląskie koszulki, jakle, ale w jednym modelu. Sprzedaż śląskich produktów nie była głównym źródłem utrzymania, bo asortyment był niewielki. Tacie zależało bardziej na tym, żeby promować śląskość, a nie na niej zarabiać. Jednak można powiedzieć, że był prekursorem, jeśli chodzi o wprowadzenie regionalnych gadżetów - opowiada Arnold Reinhold Langer.

Około 2010 roku na śląskim rynku zaczęło pojawiać się coraz więcej geszeftów oferujących śląskie produkty. - Myślę, że wykorzystano wtedy lukę na rynku, jeśli chodzi o tą gałąź handlu. Za moim tatą też ciągle chodziła myśl, żeby otworzyć stacjonarny geszeft, ale uznał, że to się nie będzie kalkulować. I choć ja miałem wówczas zaledwie 10 - 12 lat, to już wtedy kiełkowała idea, żebym to ja może taki sklep prowadził. Wszystko się sprawdziło. Mam Ajnclę, swoje projekty, zamawiam produkty, wymyślam nowości, obserwuję, co dzieje się na rynku. Co więcej, wszystkie książki, które sprzedaję w Ajncli, muszę wcześniej przeczytać. Nie chcę, żeby w mojej księgarni pojawiły się niepotrzebne komentarze, propaganda, rzeczy niezgodne z historią - podkreśla właściciel.

Asortyment, który dzisiaj znajdziemy w Ajncli, jest ogromny - od koszulek, bluz, czapek, flag, kubków, płóciennych toreb, magnesów, po książki czy gadżety związane z górnictwem. Co ciekawe, w sprzedaży cały czas jest koszulka, której projekt wymyślił w 1992 roku Peter Langer.

Arnold Langer podkreśla, że dla niego najważniejsza jest jakość. - Staram się, żeby z tej śląskości nie robić czegoś na pokaz, ale żeby wszystko było perfekcyjnie przygotowane dla klienta. Zwracam uwagę na detale, wiele razy upewniam się w słownikach śląskich, jak dany wyraz brzmi po śląsku, zanim cokolwiek wprowadzimy do obiegu - tłumaczy.

W Balkanym bez Nikisz asortyment jest podobny, jak ten w Ajncli, ale dodatkowo sklep jest poświęcony pamiątkom związanym z legendarnym Balkanem, pociągiem osobowym kolei wąskotorowej, który kursował m.in. z Giszowca do Nikiszowca. Na drzwiach do sklepu umieszczono mapę, z której można się dowiedzieć, jaką trasą jeździł Balkan.

- Początkowo miał to być lokal oferujący roztomajte maszkety, kawę czy ciasto, ale dziś asortyment mamy podobny, czasami identyczny. Balkan działa głównie w weekendy - mówi Arnold Langer.

Kto kupuje w śląskich sklepach śląskie gadżety i upominki? Są to przede wszystkim mieszkańcy regionu, Ślązacy, którzy wyemigrowali do Niemiec i dzisiaj odwiedzają rodzinne strony albo świadomi turyści z Warszawy, Krakowa czy Gdańska, którzy z przewodnikiem w ręku konkretnie wiedzą, co chcą zobaczyć na Górnym Śląsku.

- Przed pandemią mieliśmy turystów z Anglii, Izraela i wielu innych państw. Nie było dnia, żebym się nie musiał komunikować po angielsku - wspomina właściciel Ajncli. - Teraz rynek jest ograniczony, ale trzeba rozwijać się dalej, robić swoje. Ja wierzę też, że Nikisz ma dużo więcej do zaoferowania zwiedzającym.

Ajncla ma swoją stronę w internecie. - Nie bazuję jednak na sprzedaży internetowej, ważniejszy jest geszeft stacjonarny. Nikt nie kupuje pamiątek przez internet - mówi Arnold Langer. - Dzisiaj śląskich produktów na rynku jest mnóstwo, ale ja się staram, by mój Śląsk był autentyczny - dodaje.

Mydło z wongla? Czemu nie!

Ciekawą historię powstania ma jeden z najbardziej wyrazistych produktów reklamujących nasz region. Chodzi o czarne mydło z węglem aktywnym w kształcie bryły węgla. - Przygotowałam jednorazowy gadżet na targi dizajnu, które odbywały się pod ziemią, w kopalni Guido w Zabrzu. To był 2012 rok - opowiada Marta Frank, właścicielka marki „Sadza Soap” i projektantka. - Mydło Sadza Soap zrobiło absolutną furorę, klienci ustawiali się w kolejkach, mnóstwo firm chciało z tego produktu zrobić swój gadżet firmowy. Wtedy nie przypuszczałam, że to będzie mój pomysł na biznes. Nigdy też nie widziałam swojej kariery w branży kosmetycznej. Ale powstała manufaktura „Sadza Soap” i dziś, dzięki niej, jestem na swoim - cieszy się.

Początkowo firma miała swoją siedzibę w Dąbrowie Górniczej, potem przez długi czas w Katowicach, a teraz ponownie wraca do Dąbrowy. - Pandemia zmotywowała mnie do tego, by uporządkować pewne rzeczy, zoptymalizować działania firmy. Zainwestowałam w swój lokal, wyremontowałam go i cały czas uczę się biznesu. Jestem w innym miejscu niż dziewięć lat temu, inną mam świadomość, jeśli chodzi o życie i prowadzenie firmy. Ale przynosi mi to satysfakcję, cały czas czuję, że się rozwijam, mam biznesowe plany i marzenia - mówi Marta Frank, która skończyła ASP w Poznaniu.

Mydło z węglem aktywnym jest dzisiaj kultowym gadżetem, świetnie się odnalazło na rynku. - To taki przewrotny, zabawny i lokalny produkt - uważa właścicielka firmy. - Nawiązuje do górnictwa, ale bez patosu, raczej z humorem. U nas motyw węgla jest bardzo czytelny, ale warto też podkreślić, że produkty z rodziny Sadza Soap to bardzo dobrej jakości kosmetyki. Nasze węglowe produkty są kultowe na Śląsku, rozpoznawalne w Polsce, czas najwyższy zaistnieć na poważnie na rynkach światowych. Sadza Soap to przede wszystkim manufaktura mydła. Mydła, które nie tylko czyści, ale też cieszy. W innych krajach motyw węgla nie ma takiego kontekstu kulturowo-historycznego jak w naszym regionie, ale węgiel aktywny pozostaje najmocniejszym naturalnym składnikiem czyszczącym na całym świecie, niezależnie od szerokości geograficznej - dodaje.

Firma „Sadza Soap” ma patent na wzór przemysłowy kultowego mydła. - Myślę, że wtedy, w 2012 roku, rynek lokalny czekał na taki produkt, który nawiązuje do tradycji, ale w zupełnie nowatorski sposób. Przez zupełny przypadek udało mi się go stworzyć, a co więcej ciągle budzi pozytywne emocje. Tak długo jak klienci będą pytali o węglowe kosmetyki - my będziemy robić swoje, będziemy robić mydło. Warto wiedzieć, że jest to także rzemieślniczy, lokalny biznes. Na naszej linii produkcyjnej każda kostka jest odlewana ręcznie. Nie jest to produkcja ani masowa, ani chińska - mówi Marta Frank. - Zależy nam na tym, żeby biznes się rozwijał, żeby poszerzać gamę produktów z linii węglowej.

Gryfnie, czyli ładnie

Swoje stabilne miejsce na rynku ma także marka Gryfnie, która obchodzi 10-lecie założenia. Sklepy tej firmy spotykamy w Katowicach, Chorzowie, Gliwicach czy Rybniku. W sprzedaży dominuje odzież ze śląskimi, humorystycznymi napisami.

- Kiedy zaczynaliśmy, pod koniec 2011 roku, nie mieliśmy nawet sklepu stacjonarnego i dopiero po dwóch latach zdecydowaliśmy się na uruchomienie go w Katowicach, bo stamtąd mieliśmy najwięcej zamówień. A pomysł wziął się z chęci przeniesienia godki śląskiej w nowy wymiar. Wcześniej pojawiała się ona głównie w formie mówionej, powstawały też pierwsze teksty pisane. A my chcieliśmy trafić z nią do młodego grona odbiorców po to, by także młodsze pokolenie poznało ją i pokochało - mówi Klaudia Roksela, która z mężem Krzysztofem jest właścicielką firmy.

A skąd nazwa Gryfnie? - Wspólnie z mężem otwarliśmy nasz słownik w głowie szukając odpowiedniego słowa. Takiego, które z jednej strony byłoby łatwe do zapamiętania, a z drugiej pozytywnie oddawało nasz projekt. A gryfnie takie jest, znaczy tyle co ładnie, pięknie. Założyliśmy od samego początku, że będziemy się starać, by to, co robimy było ładne, dopracowane, podobało się odbiorcy. By projektowany gyszynk dobrze wyglądał, przyciągał wzrok - podkreśla Klaudia Roksela.

W sklepach Gryfnie można nabyć wiele różnorodnych prezentów na różne okazje. Przykładowo. Dla najmłodszych są body, zoczki, mycki, a dla starszych, jak Opa i Oma - koszulki. - Największą popularnością cieszą się koszulki męskie: chachor, bebok, grubiorz - to takie nasze perełki. Obserwujemy coraz większe zainteresowanie też laciami we współpracy z marką Kubota, ale też zokami z różnymi wzorami. Wszystko oczywiście po śląsku - zaznacza Klaudia Roksela. - Przed świętami Bożego Narodzenia hitem okazały się foremki do ciasta w kształcie szybu i wagonika z wonglem. Mieliśmy też kule śnieżne ze Spodkiem w tle, które też bardzo szybko się sprzedały. Obserwujemy też wzrost zainteresowania śląską literaturą. Muminki po śląsku sprzedają się jak świeże bułeczki - dodaje.
Właściciele pielęgnują śląską godkę i śląskie tradycje. - W sklepie w Katowicach spędzamy najwięcej czasu i tam idzie z nami pogodać po ślonsku - śmieje się Klaudia Roksela. - Ostatni nasz gyszeft jest w Rybniku, w starej gryfnej kamienicy. Ma swój klimat, a klienci stamtąd bardzo śląsko godka kochają i przychodzą sobie z nami poklachać.

Czy właściciele firm produkujących śląskie gadżety mają poczucie, że w pewien sposób uzupełnili lukę na rynku, bo wcześniej nie można ich było kupić w ogóle?

- Jest w tym racja. Zaczęliśmy tworzyć prezenty też trochę dla siebie, żeby móc podarować je znajomym spoza Śląska. Był problem, żeby kupić coś fajnego, śląskiego, dobrze zaprojektowanego i w dobrej jakości. Moim zdaniem jeszcze nie do końca ta luka jest wypełniona, jeszcze dużo można zrobić. Mamy to szczęście, że klienci sami podpowiadają nam, czego brakuje. A my ich słuchamy i często po tych rozmowach wprowadzamy nowe produkty - opowiada Klaudia Roksela. - Prawie od początku pracuje z nami graficzka, która tworzy dla nas wszystkie ilustracje i grafiki. Pomysły biorą się z głowy, często przypadkowo na coś wpadniemy albo klienci nam podpowiedzą. Czasem zdarzy się, że coś sobie wymyślimy, ale projekt nie zostanie zrealizowany, bo się na przykład okaże, że nie mamy producenta albo producent jest z Chin. A my chcemy produkować na polskim rynku - kończy.

Dizajn tożsamościowy. I produkt podkreślający nasz styl życia czy podzielane wartości

- Warto zwrócić uwagę, że opisywany nurt jest nazywany „dizajnem tożsamościowym”, który odwołuje się do różnych wartości. W tym przypadku nawiązuje do regionu, jego tradycji - podkreśla dr Marcin Baron z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. - Na rynku od lat działa wiele firm zajmujących się produkcją i sprzedażą produktów regionalnych, na które jest zapotrzebowanie. A to oznacza, że jest to dobry pomysł na biznes. Funkcjonujące już firmy dobrze zaznaczyły swoją obecność, a więc ci, którzy chcieliby teraz wejść na rynek, powinni się wyróżnić czymś unikatowym - dodaje.

Dr Marcin Baron zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. - Generalnie sfera myślenia o współczesnym dizajnie świetnie się wpisuje w codzienne życie. Widać ją np. w przewodnikach po miejscach kultury, lokalach gastronomicznych, itp.- mówi naukowiec z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. - Trzeba też podkreślić aktywność naszego regionu na rzecz upowszechniania wzornictwa, sięgającą już kilkunastu lat wstecz. Największe zasługi miały w tym zakresie: Śląski Zamek Sztuki i Przedsiębiorczości w Cieszynie - obecnie Zamek Cieszyn, projekty katowickiej Akademii Sztuk Pięknych, ale też działania Urzędu Marszałkowskiego. Jeśli chodzi o tego rodzaju śląskie pamiątki, to choć jest to biznes niszowy, jednak jest ważny z punktu widzenia gospodarki. Mieszkańcy i turyści kupują produkty świadomie, jest to coś więcej niż pamiątka, raczej produkt podkreślający nasz styl życia czy podzielane wartości. Oczywiście, choć symbolika jest unikatowa, to same pomysły już niekoniecznie. W innych regionach spotkamy podobne produkty. Ale my się cieszymy, że u nas też takie są.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Wydanie specjalne Gol24 - Studio EURO 2024 - odcinek 1

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Śląskie gadżety to niezły pomysł na biznes. Dzisiaj ciekawych śląskich produktów na rynku jest mnóstwo - Dziennik Zachodni

Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni