Zdalne nauczanie. Kto zdał egzamin? Co o lekcjach na odległość mówią nauczyciele, rodzice, uczniowie?

Monika Chruścińska-Dragan
Monika Chruścińska-Dragan
To było wielkie wyzwanie. Tak dla nauczycieli, uczniów, jak i ich rodziców. Nagle okazało się, że lekcje, zamiast w szkołach, będą prowadzone zdalnie. Nauczyciele w krótkim czasie musieli wypracować nowe metody nauczania, najmłodsi nauczyć się samodyscypliny, a rodzice poświęcić na odrabianie lekcji z dziećmi jeszcze więcej czasu niż dotychczas. Niejednokrotnie przejmując część obowiązków od nauczycieli. Frustracja co poniektórych urosła do tego stopnia, że już zapowiedzieli protesty. Na wypadek, gdyby we wrześniu dzieci nie wróciły do szkół, rzecz jasna. Jest jednak szansa, że epidemia koronawirusa zmieni polską szkołę.

Uczniowie Szkoły Podstawowej im. Karola Miarki w Pielgrzymowicach, w powiecie pszczyńskim, przywykli do nauczania olnine. Ich germanistka Marta Florkiewicz-Borkowska od ośmiu lat prowadzi bloga DeutschFun, na którym umieszcza materiały przygotowane przez siebie i swoich podopiecznych – nagrywa filmiki gramatyczne i zadania w formie multimedialnej. Młodzież zapoznaje się z nimi, a potem ćwiczy materiał na lekcjach.

– To okazało się dla mnie dużym ułatwieniem. Część materiałów miałam już przygotowanych i musiałam je tylko zaaranżować do nowych lekcji. Nie są mi też obce nowe narzędzia. Łatwo było mi przejść na wykorzystywanie nowych platform – przyznaje nauczycielka.

W toku zdalnego nauczania germanistka wypracowała własny model nauczania – jedną z dwóch w tygodniu programowych lekcji języka niemieckiego nagrywała przy pomocy programu audio-multimedialnego, a drugą – prowadziła online z wykorzystaniem platformy Microsoft Teams. Online prowadziła także lekcję wychowawczą. – Starałam się skupić podczas niej na integrowaniu uczniów i rozmowach o emocjach. Wprowadziliśmy nawet dziennik z czasów zarazy w formie wirtualnej tablicy, na której dzieliliśmy się doświadczeniami nabytymi w czasie pandemii. Spotkania online z inspirującymi osobami, takimi jak podróżnik, youtuberka Olsikowa czy dziennikarz śledczy z TVNu pozwoliły uczniom oderwać się od trudności dnia codziennego i nieprzyjemnych wiadomości związanych z pandemią. Uważam, że w tej sytuacji zadbanie o sferę emocjonalno-społeczną uczniów było niezwykle ważne – podkreśla.

Nauczyciele nie byli przygotowani na zdalne nauczanie

Nie wszystkim nauczycielom jednak łatwo było odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Z badania przeprowadzonego przez Centrum Cyfrowe przy współpracy z Centrum Edukacji Obywatelskiej i Fundacji "Szkoła z klasą" wynika, że 850 na 1000 nauczycieli do czasu pandemii nie miało wcześniej żadnego doświadczenia ze zdalną edukacją. Nie wszystkim z dnia na dzień udało się nadrobić zaległości. W efekcie wielu nauczanie na odległość ograniczyło do zadawania uczniom materiału do opanowania i zadań do rozwiązania w domu.

– Nikt nie pokusił się nawet, aby nauczycielom założyć konta w domenie szkolnej. A już w ogóle nikt nie wpadł na pomysł, aby te zadania wrzucać na jeden adres dla danej klasy. Mamy więc w zależności od klasy i ilości nauczycieli od siedmiu do dziesięciu adresów prywatnych, na które musimy odesłać zrealizowane zadania – punktuje w liście do redakcji ojciec dwójki uczniów jednej z katowickich podstawówek.

Musisz to wiedzieć

Zdalne lekcje to nie dodatkowe wakacje

Do zdalnych lekcji potrzebny jest sprzęt. Co jednak ciekawe to nie na braki w usprzętowieniu narzekali najczęściej badani nauczyciele, ale na czasochłonność nauczania na odległość. Aż 47 procent zadeklarowało to jako największy kłopot.

– Przygotowanie materiałów do zdalnego nauczania wymaga znacznie więcej czasu. Tym bardziej że my również mamy swoje rodziny i dzieci. Wiemy także, jak wygląda to z perspektywy rodzica – wyjaśnia jedna z nauczycielek z Dąbrowy Górniczej i mama dwójki dzieci.

Na braki sprzętowe uczniów jako trudności w realizowaniu zdalnego nauczania wskazało 36 procent badanych nauczycieli, na słabe łącze internetowe – 32 proc., a na różnice poziomu między podopiecznymi – 19 proc.

W innym badaniu – realizowanym przez Fundację Orange, Fundację Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego oraz Instytut Spraw Publicznych, co 10. dyrektor wiejskiej szkoły przyznał, że prowadzenie lekcji na odległość jest niemożliwe. Głównie z powodu braku sprzętu i kompetencji cyfrowych. Tu z pomocą przynajmniej w części przyszły jednak samorządy i ministerialny program "Zdalna szkoła".

W tym samym badaniu jedynie 6 proc. dyrektorów szkół zadeklarowało zrealizowanie całości podstawy programowej. Do przerobienia większości materiału przyznało się 69 proc. szkół, do połowy – 19 proc., a do mniej niż połowy – 6 proc. Z kolei 74 proc. dyrektorów placówek realizowało dotychczasowy rozkład zajęć, a 58 proc. wprowadziło w swoich szkołach wspólne narzędzia do pracy na odległość.

Dorota Konieczny-Simela, dyrektorka I Liceum Ogólnokształcącego w Mysłowicach, uważa, że metodą prób i błędów oraz dzięki wymianie doświadczeń i spostrzeżeń uczniów i ich rodziców, udało się wypracować optymalny na tę chwilę sposób zdalnego nauczania. – Wprowadziliśmy zasadę, że pierwszeństwo w nauczaniu stricte online mieli nauczyciele przedmiotów wiodących, czyli przedmiotów maturalnych i rozszerzeń. Niestety odbywało się to ze stratą dla pozostałych przedmiotów – przyznaje.

Zdalne nauczanie od września? Rodzice pełni obaw

Monika z Żor, mama trojga dzieci w wieku szkolnym, przyznaje, że o ile jej najstarszy syn codziennie miał lekcje online i niemal samodzielnie radził sobie ze zdalną nauką, tak z młodszym, drugoklasistą, musiała spędzać przy lekcjach dziennie nawet kilka godzin. – Zaczynaliśmy od przeczytania, co pani nauczycielka zadała. Potem przechodziliśmy do ewentualnego tłumaczenia nowego materiału i odrabiania zadań, a na koniec odsyłaliśmy rozwiązane zadania z powrotem. Przy tempie pracy syna trwało to od trzech do czterech godzin – opowiada.

Nie wyobraża sobie, aby nauka zdalna miała wrócić także po wakacjach. – Już nawet nie o ten czas spędzany nad książkami chodzi, co o brak efektów nauki. Zwykle po powrocie ze szkoły syn utrwalał sobie w domu to czego się nauczył na lekcji, a teraz nie chce zrobić nic ponad to, co zostało zadane – mówi.

Piątoklasista Janek, również z Żor, także przyznaje, że efektywniej uczy mu się w szkole. Choć średnią ocen na świadectwie nadal ma wysoką, bo ok 5.3. Siódmoklasista Daniel zwraca uwagę, że najtrudniej było mu samemu zmobilizować się w domu do nauki, a najbardziej nie lubił wykonywania "bezsensownym zadań". – Tylko kopiuj, wklej, odeślij – opowiada. Docenia jednak nauczycieli, którzy się starali. – Wysyłali linki do ciekawych materiałów, robili prezentacje, jeden nauczyciel nawet sam nagrywał lekcje. Były ciekawsze niż tradycyjne. Mimo to mam nadzieję, że przyszły rok szkolny będzie wyglądał już normalnie, bo nie wyobrażam sobie, jak miałbym zdalnie nauczyć się do egzaminu ósmoklasisty – zaznacza.

Ministerstwo Edukacji Narodowej jednak wyraźnie stara się przygotować na różne rozwiązania. W przygotowywanej nowelizacji Karty nauczyciela, która trafić ma pod obrady w drugiej połowie roku, znaleźć ma się zapis o udostępnieniu szkołom "narzędzia informatycznego" do zdalnych lekcji. Zapowiedziano również ulepszenie platformy epodreczniki.pl Obecna pozostawia wiele do życzenia, nie umożliwia m.in. prowadzenie zdalnych lekcji z użyciem komunikatora i kamery. Minister Dariusz Piontkowski zapowiedział jednak, że zmieni się to jeszcze przed nowym rokiem szkolnym. Póki co jednak urzędnicy w resorcie zapewniają, że robią wszystko, aby dzieci wróciły do szkół od września.

Zobacz koniecznie

Jest szansa odmienić szkołę. Nie zmarnujmy jej

Marta Florkiewicz-Borkowska przyznaje, że pandemia i konieczność przejścia w krótkim czasie na zdalne nauczanie, obnażyła mankamenty systemu. – Programy nauczania są przeładowane, panuje zły system oceniania – wymienia. Ma jednak nadzieję, że jeśli wyciągnie się z tej sytuacji wnioski, to epidemia koronawirusa zmieni polską szkołę. W końcu żyjemy w XXI wieku, gdzie młodzież powinna opuszczać mury szkół przygotowana do życia w świecie, w którym e-kompetencje będą nieodzowne.

– Prowadzę szkolenia dla nauczycieli i wiem, że bardzo wielu, choć nie miało wcześniej kontaktu ze zdalną edukacją, teraz przemogła się i widzi potrzebę doskonalenia się, rozwijania swoich umiejętności w tym zakresie – przekonuje nauczycielka z Pielgrzymowic. – Nie oznacza to oczywiście, że nie ma szkół i nauczycieli, którzy nie ruszyli z miejsca. Niestety jest ich całkiem sporo. Myślę jednak, że ci nauczyciele, którzy w czasie pandemii rozwinęli swoje kompetencje, już nie zawrócą z obranej drogi. Przejście na nauczanie zdalne wymagało początkowo dużego zaangażowania, poświęcenia czasu na uczenie się, ale z czasem poznawanie nowych narzędzi nie sprawia już tylu trudności. Zaczynamy je odpowiednio dostosowywać do treści, wreszcie wymieniać się materiałami z innymi nauczycielami – wyjaśnia.

To jest zabawne

Bądź na bieżąco i obserwuj

Nauczanie hybrydowe zamiast powrotu do szkół

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie