Marta Matyszczak „Strzały nad jeziorem” RECENZJA: komedia...

    Marta Matyszczak „Strzały nad jeziorem” RECENZJA: komedia kryminalna w bardzo dobrym wydaniu

    Zdjęcie autora materiału

    Maria Olecha-Lisiecka

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Marta Matyszczak „Strzały nad jeziorem” RECENZJA: komedia kryminalna w bardzo dobrym wydaniu

    ©Maria Olecha-Lisiecka

    Marta Matyszczak napisała na wskroś polski kryminał z powodzeniem czerpiąc z bogatej tradycji angielskiej literatury kryminalnej. „Strzały nad jeziorem”, trzecia część serii „Kryminał pod psem”, której głównymi bohaterami są prywatny detektyw Szymon Solański, jego trójnogi kundelek Gucio i dziennikarka Róża Kwiatkowska, to komedia kryminalna w bardzo dobrym wydaniu. Autorka sprawnie operuje komizmem słownym, sytuacyjnym i komizmem postaci również. Tak dobre komedie detektywistyczne pisała w Polsce tylko Joanna Chmielewska. Teraz jest też Marta Matyszczak.
    Marta Matyszczak „Strzały nad jeziorem” RECENZJA: komedia kryminalna w bardzo dobrym wydaniu

    ©Maria Olecha-Lisiecka

    Premiera książki 28 lutego. Ukaże się ona nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego. Ja miałam przyjemność przeczytać egzemplarz recenzencki „Strzałów nad jeziorem” przed premierą w księgarniach.

    Niepokorny, zdystansowany do świata i aspołeczny. Oto Szymon Solański

    Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego właściwie lubicie czytać kryminały? Co sprawia, że sięgacie po kolejne części kryminalnej serii danego autora? Czy tylko wciągające śledztwo i zawiła intryga kryminalna stanowią główny powód? Dla mnie ogromne znaczenie mają styl autora i postaci, jakie wykreował.

    Marta Matyszczak, autorka serii „Kryminał pod psem”, zaskarbiła sobie moją sympatię między innymi dzięki postaci detektywa Szymona Solańskiego. Po przeczytaniu jej najnowszej książki, „Strzały nad jeziorem”, już wiem, że Solański jest jednym z moich ulubionych bohaterów w polskich kryminałach, obok m.in. profilera policyjnego Huberta Meyera stworzonego przez Katarzynę Bondę czy prokuratora Teodora Szackiego, którego powołał do życia Zygmunt Miłoszewski.

    Matyszczak udanie debiutowała w zeszłym roku „Tajemniczą śmiercią Marianny Biel”. Druga część przygód detektywa o stalowym spojrzeniu i jego psiego przyjaciela z rdzawą krawatką, czyli „Zbrodnia nad urwiskiem”, okazała się znacznie lepsza od debiutu. Zaś książką „Strzały nad jeziorem” autorka udowadnia, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa w bardzo popularnym dziś, ale szalenie trudnym gatunku, jakim jest kryminał.

    Trzecia część przygód detektywa Solańskiego i jego kundelka Gucia przenosi się do Barlinka

    Tym razem akcja powieści dzieje się w upalnym Barlinku, gdzie na wczasy odchudzające wybrała się Róża Kwiatkowska, i w spalonym słońcem Chorzowie, mieście, w którym mieszkają zarówno Róża, jak i detektyw Szymon Solański wraz z kundelkiem Guciem. Wczasów w malowniczym Barlinku Kwiatkowska nie będzie dobrze wspominać. Dziennikarka zostaje tam oskarżona o zamordowanie Andrzeja Siudka, profesora archeologii podwodnej, który prowadził badania w Jeziorze Barlineckim. Skoro Róża jest niewinna, to dlaczego na broni, z której zastrzelono profesora, są jej odciski palców? Kto i dlaczego wrabia Kwiatkowską? Zszokowana obrotem sprawy Róża wzywa na pomoc swojego jedynego przyjaciela, detektywa Szymona Solańskiego. Z nieodłącznym kundelkiem Guciem u boku ruszają na poszukiwanie mordercy...

    I tu należy zaznaczyć, że w „Strzałach nad jeziorem” Solański jest... odmieniony. Wydaje się, że pokonał dręczące go demony. Próbuje zacząć normalnie żyć. Odcina się od przeszłości tym łatwiej, że niedawno otrzymał pokaźny spadek. Po raz pierwszy w życiu detektyw nie musi zastanawiać się, czy go na coś stać. W sklepach po prostu wyciąga złotą kartę kredytową i płaci za nowe garnitury, koszule, eleganckie półbuty etc. Nowy image Solańskiego nieco zgrzyta z mrokiem i tajemnicą, jakie nosi w sobie detektyw. Na szczęście on sam nie czuje się komfortowo w nowych stylizacjach, zwłaszcza kiedy przychodzi mu ścigać mordercę w upalnym Barlinku.

    Ponieważ Solański jest protagonistą kryminału, toteż demony przeszłości w końcu go dopadają, przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć, a tragiczny pożar w którym zginęła ciężarna żona detektywa wciąż do niego powraca, nie tylko w koszmarach nocnych...

    Bohaterowie z krwi i kości to atut kryminałów Marty Matyszczak

    Marcie Matyszczak udało się to, z czym niektórzy autorzy mają problem: stworzyła bohaterów z krwi i kości, którym czytelnik kibicuje i z którymi może się identyfikować. Ani Szymon Solański, ani Róża Kwiatkowska nie są idealni czy przerysowani. Są normalni. Z problemami, wadami, kompleksami. Solański nosi w sobie potworną traumę, przeżył dramat, stracił ukochaną żonę Joannę i dziecko. Kwiatkowska całe życie walczy z tuszą, a do tego ma mocno skomplikowane relacje z rodzicami. Nawet Gucio w swoim pieskim życiu przeszedł wiele.

    Po przeczytaniu trzech książek Marty Matyszczak nie mam już wątpliwości, że autorka z powodzeniem czerpie z bogatej tradycji angielskiej literatury kryminalnej. Zagadka zamkniętego pokoju, tak znamienna przecież dla kryminałów Agathy Christie, jest w każdej książce Matyszczak. Ba, w „Strzałach nad jeziorem” autorka puszcza oko do czytelnika porównując Szymona Solańskiego do Herkulesa Poirot. No bo wszyscy są podejrzani, mocnych dowodów winy brak, a czas goni. Zostaje tylko dedukcja. Ale Solański nie jest w ciemię bity...

    Matyszczak wybrała kryminał cozy. Czym jest?

    Ponadto, co ważne, autorka bardzo świadomie wybrała kryminał cozy, moim zdaniem trudny, bowiem łatwo o zachwianie proporcji pomiędzy humorem i lekkością narracji a powagą w przypadku tragicznego zdarzenia, jakim jest morderstwo. W komedii kryminalnej zbrodnia nie przeraża, tutaj nie ma mowy o brutalności, o makabrycznych mordach i naturalistycznych opisach ocierających się czasem o turpizm. Są za to pełne humoru dialogi i lekka narracja, które pozwalają czytelnikowi spojrzeć na całość z dystansem. Jest wreszcie zaskakujący, choć prosty finał.

    Tyle teorii. W praktyce Marta Matyszczak dodaje sporo od siebie – jak chociażby kundelka Gucia w roli narratora czy imię i nazwisko jednej z głównych postaci – Róża Kwiatkowska. „Strzałami nad jeziorem” Matyszczak udowadnia, że konwencją kryminału można się bawić. Autorka pewnie prowadzi czytelnika przez meandry zdarzań i uczuć bohaterów wplatając w to liczne spostrzeżenia o życiu i świecie współczesnym. Widać, że Matyszczak w tym gatunku czuje się dobrze. Sprawnie operuje komizmem słownym, sytuacyjnym i komizmem postaci również. Z powodzeniem kreśli sceny akcji pozwalając czytelnikowi przewracać kolejne strony książki, wciąga go w wir wydarzeń i dostarcza mu przy tym rozrywki.

    Komedia kryminalna z przesłaniem

    Myli się jednak ten, kto sądzi, że kryminały Matyszczak są płytkie, że nie niosą ze sobą nic głębszego. Przeciwnie. W każdej powieści autorka porusza ważne społecznie problemy (w „Tajemniczej śmierci Marianny Biel” jest to wyrzucenie poza nawias społeczeństwa kobiet, które dawniej były aktywne i znane, w „Zbrodni nad urwiskiem” to emigracja zarobkowa młodych Polaków, zaś w „Strzałach nad jeziorem” - kondycja współczesnego dziennikarstwa, a dokładniej jego tabloidyzacja, która jest niejako lustrzanym odbiciem małomiasteczkowej mentalności), co jest tylko potwierdzeniem tego, że proporcje humoru i powagi w komedii kryminalnej autorka odmierza bardzo sprawnie i rozsądnie.

    „Strzały nad jeziorem” to rasowa komedia kryminalna. Duży plus za portrety psychologiczne bohaterów, do których Matyszczak przykłada dużą wagę. Nawet postaci drugo- i trzecioplanowe są dopracowane. A przy tym autorka ma swój styl, dba o język, czaruje czytelnika barwnymi opisami i pełnymi humoru dialogami.

    I na koniec: nie powinno się oceniać książki po okładce. Jednak recenzując kryminały Matyszczak nie sposób o okładkach nie wspomnieć, bo są bardzo ładne. Świetnie oddają klimat powieści. Polecam!

    Marta Matyszczak, „Strzały nad jeziorem”, Wydawnictwo Dolnośląskie, 2018, 300 stron

    Orkiestra Jurka Owsiaka zagra w najbliższą niedzielę, ale internauci już teraz licytują się na aukcjach prowadzonych na portalu Allegro na rzecz WOŚP. W tym roku jest kilka interesujących perełek - gitara Slasha, prezenty od Roberta i Anny Lewandowskich, zdjęcie prezesa PiS, pobyt z Mateuszem Gesslerem i wiele innych. https://dziennikzachodni.pl/26-final-wosp-w-niedziele-zobacz-najciekawsze-przedmioty-jakie-mozna-wylicytowac-na-allegro-i-wspomoc-orkiestre-owsiaka-zdjecia/ga/12837312/zd/26975324

    Czytaj treści premium w Dzienniku Zachodnim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    DZ poleca

    Wideo