MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Nie ma chętnych do pracy w gastronomii. Restauratorka: tak złego roku jeszcze nie było, kandydatów nie przyciągają nawet wysokie zarobki

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Ewelina Visnievska, menedżerka restauracji w Sopocie: Pracuję od wielu lat w gastronomii i przyznam, że nie pamiętam jeszcze tak złego roku, jeśli chodzi o obsadę stanowisk w restauracjach.
Ewelina Visnievska, menedżerka restauracji w Sopocie: Pracuję od wielu lat w gastronomii i przyznam, że nie pamiętam jeszcze tak złego roku, jeśli chodzi o obsadę stanowisk w restauracjach. 123 rf/ materiały prywatne
Nie ma ludzi chętnych do pracy w restauracjach. Kandydatów nie przyciągają nawet bardzo dobre zarobki. Trudno pozyskać kelnerów, ale też osoby do pomocy w kuchni - mówi Ewelina Visnievska, menedżerka restauracji w Sopocie; zasiada w zarządzie Izby Gospodarczej Gastronomii Polskiej.

Sezon wakacyjny ruszył już pełną parą. Tymczasem pojawiają się sygnały, że brakuje ludzi do pracy w restauracjach. Czy to jest duży problem?

Pracuję od wielu lat w gastronomii i przyznam, że nie pamiętam jeszcze tak złego roku, jeśli chodzi o obsadę stanowisk w restauracjach. To jest katastrofa. Branża w tym roku boryka się z gigantycznym problemem. Po prostu nie ma ludzi chętnych do pracy w restauracjach. Pracodawcy mają nawet trudności ze znalezieniem kelnerów i pracowników na zmywak, co w przeszłości się nie zdarzało. W poprzednich latach do pracy w restauracjach było bardzo dużo chętnych wśród Ukraińców. W tym roku tych kandydatów również brakuje. Być może szukają zatrudnienia w innych branżach albo wyjechali do innych państw. Otrzymuję nawet sygnały od innych restauratorów, że rozważają zamknięcie biznesu.

Restauratorzy rozważają zamknięcie biznesu, bo nie ma ludzi do pracy?

Dokładnie tak. Jeśli restaurator był nastawiony na sezonowy zarobek, i na intensywną pracę właśnie w lecie, a nie ma ludzi do pracy, to co ma zrobić? Przypomnę tylko, że niedawno restauratorka ze Stegny zaoferowała pensję w wysokości 10 tys. zł netto dla kucharki, która miałaby gotować obiady dla kolonii. Pracodawczyni mówiła, że od dłuższego czasu nie jest w stanie nikogo znaleźć. A dodam, że warunki zatrudnienia nie były wygórowane - proponowano 8-godzinny dzień pracy, dni wolne. Poza tym chodziło tu o gotowanie smacznych, domowych obiadów. Ta oferta wywoła dyskusję wśród restauratorów i nie tylko.

Rozumiem, że wynagrodzenia w każdej restauracji poszły znacząco w górę?

Rozmawiam z wieloma przedsiębiorcami i mam sygnały, że stawki za godzinę pracy w wielu restauracjach zaczynają się od 40 zł i sięgają nawet 100 zł. Mówimy tu o pensjach dla kucharzy. Oni zawsze byli dobrze wynagradzani, ale w tym roku ich wynagrodzenia poszły mocno w górę. Według mnie, to świadczy również o pewnej desperacji pracodawców, którzy muszą tyle płacić, bo inaczej nie miałby kto gotować w ich lokalu. W naszej branży presja płacowa będzie się jeszcze nasilać, co ma też oczywiście związek z podwyżką płacy minimalnej. Restaurator, który przyjmuje do pracy młodą i niedoświadczoną osobę i daje jej minimalną pensję, pozostałym zatrudnionym musi podnieść wynagrodzeni o dużo wyższą stawkę. Bo inaczej straci zespół albo ten zespół nie będzie efektywny.

Dlaczego nie ma ludzi do pracy, skoro pensje są dobre?

Powody mogą być dwa. W czasie pandemii, z powodu lockdownu, lokale gastronomiczne były zamknięte i część pracodawców musiała zmienić zasady prowadzenia działalności. Niektórzy zmuszeni byli zamknąć biznes, inni jedynie ograniczyli zatrudnienie, wprowadzili przestoje w pracy. Być może jest tak, że nasza branża cały czas jest jeszcze postrzegana jako branża niestabilna, wysokiego ryzyka. Z restauracji poodchodzili wykwalifikowani, doświadczeni pracownicy i nie wszyscy wrócili do gastronomii. Ta luka w zatrudnieniu ciągle doskwiera przedsiębiorcom. A drugi powód może wiązać się z tym, że praca w restauracjach daje satysfakcję i dobre zarobki, ale jest też wymagająca. W wielu lokalach pracuje się przecież po kilkanaście godzin, również wieczorami i w weekendy. Dziś nie wszyscy młodzi ludzie są gotowi podjąć takie wyzwanie. Ta branża jest też nierówna – mamy świetne restauracje na najwyższym poziomie, ale są też lokale, które prezentują niski poziom i niestety negatywnie wpływają na postrzeganie całej branży.

Co roku w mediach społecznościowych internauci publikują tzw. paragony grozy. Turyści odpoczywający nad Bałtykiem lub w górach już narzekają na ogromną drożyznę w restauracjach. Może restauratorzy będą chcieli sobie zrekompensować wysokie koszty prowadzenia firmy, podnosząc ceny do niebotycznych poziomów?

Restaurator, który chce funkcjonować na rynku, a więc chce mieć klientów, nie może podnieść cen w sposób nieuzasadniony. Jeśli klienci wyczują, że przepłacili, to drugi raz nie przyjdą do tej restauracji. Oczywiście zdarzają się nieuczciwi przedsiębiorcy, ale oni są w każdej branży. Prawda jest taka, że większość restauratorów, w porównaniu do ponoszonych kosztów, ceny obniżyło. Jeśli weźmiemy pod uwagę m.in. koszty energii, transportu, składek ZUS-owskich, obsługi księgowej, to ceny wielu pozycji w menu restauracji są niższe, niż powinny być. Na przykład cena pizzy, żeby opłacała się jej sprzedaż, powinna wynosić 60 zł, ale sprzedawana jest za 40 zł. Restauratorzy szukają zarobku na innych pozycjach.

Ile dziś trzeba mieć pieniędzy, żeby otworzyć restaurację np. w Sopocie, w centrum miasta, przy założeniu, że wynajmujemy lokal?

Pół miliona to jest minimum.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź Strefę Biznesu codziennie. Obserwuj StrefaBiznesu.pl!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Zakaz handlu w niedzielę. Klienci będą zdezorientowani?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiał oryginalny: Nie ma chętnych do pracy w gastronomii. Restauratorka: tak złego roku jeszcze nie było, kandydatów nie przyciągają nawet wysokie zarobki - Strefa Biznesu

Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni