MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Nie tylko bociany. Felieton Marka Szołtyska, historyka i znawcy Śląska

Marek Szołtysek
Policz ile dzieci ma ta śląska rodzina? Zdjęcie z Chorzowa z 1910 rok
Policz ile dzieci ma ta śląska rodzina? Zdjęcie z Chorzowa z 1910 rok archiwum Marka Szołtyska
Mając problem z odpowiedzią na pytanie – skąd się biorą dzieci? - to zawsze można zainspirować się tradycją i rzec: Dzieci z nieba na ziemię przynoszą bociany, zwane też po śląsku - boczoniami! Dostarczają je w płóciennych zawiniątkach. Skąd jednak boczoń wie, że akurat ma przynieść zawiniątko tym, którzy to małe dziecko chcą mieć?

Tutaj Ślązok ma prostą odpowiedź. Otóż boczonie to maszketniki, czyli lubią słodycze. Należy więc otworzyć okno, postawić na parapecie talerzyk z cukrem, cukierkami czy czekoladą i wtedy jest to znak. Przelatujące boczonie wypatrzą z góry te słodycze, sfruną, kładą dziecko na parapecie i jedzą. Wówczas wystarczy dziecko zabrać i już się je ma. Proste, prawda? Ale z boczoniym jest jednak problem, bo nosi on dzieci wiosną i latem, bo tylko wtedy te ptaki przebywają na naszym terenie, gdyż na resztę czasu odlatują do ciepłych krajów. Jak więc komuś wyjaśnić, że urodził się jesienią? Zatem jesienne dzieci znajdywane są na kapuścianym polu, po prostu w kapuście. Należy więc chodzić po polach czy ogrodach między zagonami kapusty i rozchylać liście. Tam gdzieniegdzie zamiast kapuścianego głąbu można natrafić na dziecko. Wtedy go sobie bierzemy, zanosimy do domu i je mamy.

Trzeba wiedzieć, że jeżeli chcemy mieć śląskie dziecko to powinniśmy go szukać nie w jakiejś ańfachowej białej kapuście, ale w modrej, czyli w czerwonej kapuście. Stąd się też wzięła tradycja szczególnego uwielbienia czerwonej kapusty w śląskiej kulturze, co widoczne jest choćby w podawaniu tej kapusty na stoły w świąteczne dni. Dobrze! Wiemy już skąd się biorą dzieci wiosenne, letnie i jesienne.

A dzieci zimowe? Tu ratunkiem są opowieści o hebamie! Bo położną, akuszerkę nazywa się po śląsku - hebamą. Kobietę taką, cieszącą się zresztą w swej lokalnej społeczności wielkim szacunkiem, wzywano zawsze do porodu, gdyż Ślązoczki rodziły dawniej wyłącznie w domu. Dzieci, mąż i inni domownicy wychodzili wówczas z izby i w ogrodzie albo w szopce czekali na udany poród. Wszyscy widzieli wtedy jak hebama wchodzi do domu z taszą, czyli torbą pełną potrzebnych rzeczy. Kiedy więc później ze strony najmłodszych domowników padało pytanie, skąd się biorą dzieci zimą, to rodzice odpowiadali – Przeca hebama przynosi je w taszy! A gdy dziecko dalej drążyło temat i pytało, skąd ta hebama ma dziecko, to wystarczyło zastosować metodę odpowiadania pytaniem na pytanie. A zatem: - Skąd hebama ma dzieci? Idź i jej się zapytaj! I w ten sposób przeważnie kolejnych pytań już nie było.

Współcześnie problem zimowych dzieci trochę się skomplikował, bo o ile hebamy ciągle są, to jednak nie chodzą po domach lecz pracują w szpitalach na oddziałach położniczych. To daje nam jednak pewną okoliczność ułatwiająca. Bo kiedy nas ktoś zapyta skąd sią biorą dzieci, to zawsze możemy się wykręcić od odpowiedzi i zwalić wszystko na służbę zdrowia, NFZ, ministerstwo zdrowia oraz na ZUS i jego składkę zdrowotną.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jerzy Stuhr nie żyje. Aktor zmarł w wieku 77 lat

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni