MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Straż Pożarna w Chorzowie ma 150 lat! Archiwalne zdjęcia. Poznaj historię tej jednostki i najtrudniejsze akcje

Mateusz Czajka
Mateusz Czajka
Widok chorzowskiej strażnicy - ok 1908 roku.
Widok chorzowskiej strażnicy - ok 1908 roku. Archiwum rozmówcy, PSP i domena publiczna
Straż Pożarna w Chorzowie ma już półtora wieku. Jakie były początki tej jednostki? Kiedy pojawiły się pierwsze samochody? Które akcje były najcięższe? W podróż przez historię pełną wody i ognia zabiera nas Adam Lapski ze Stowarzyszenia Miłośników Chorzowa. "Była to na ówczesne czasy najnowocześniejsza placówka w regionie, wybudowana według berlińskich wzorów, służąca strażakom do dnia dzisiejszego." - mówi o obecnej siedzibie PSP z pocz. XX wieku.

Spis treści

Straż Pożarna w Chorzowie ma 150 lat! Wielki jubileusz

Straż Pożarna w Chorzowie ma już 150 lat. W ten szczególny jubileusz chorzowska jednostka otrzymała 11 czerwca sztandar. Chorzowską straż powołano dokładnie 1 listopada 1874 roku. Jakie były początki tej jednostki? Kiedy pojawiły się pierwsze samochody? Które akcje były najcięższe? W podróż przez historię pełną wody i ognia zabiera nas Adam Lapski Prezes Zarządu Stowarzyszenia Miłośników Chorzowa im. J. Ligonia oraz przewodnik PTTK. Pod koniec tego roku wyjdzie książka jego autorstwa mówiąca o latach pracy strażaków.

- Premierę książki zaplanowano na listopad. Będzie dostępna w naszej komendzie, Muzeum Hutnictwa w Chorzowie oraz w Muzeum Pożarnictwa w Mysłowicach - zapewnia mł. kpt. Michał Adamek oficer prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Chorzowie.

Początki Straży Pożarnej w Chorzowie. Pierwsza remiza powstała na podwórzu ratusza

Jak już zostało wspomniane - chorzowska straż powstała w 1874 roku. Właściwie powinienem napisać królewskohucka, ponieważ współczesny Chorzów powstał z połączenia w międzywojniu kilka miejscowości. Z nich największą była Królewska Huta. O utworzenie jednostki starano się jednak rok wcześniej. Była ona potrzebna w zaledwie kilkuletnim mieście. Królewska Huta powstała w 1868 roku. Za swoją dewizę strażacy wzięli słowa: "Bogu na chwałę, bliźniemu na obronę”.

Pierwsza siedziba straży pożarnej mieściła się przy ratuszu Królewskiej Huty, który (po przebudowie w stylu modernistycznym) jest w dalszym ciągu siedzibą władz miejskich. Jak wskazuje Adam Lapski, to właśnie na podwórzu tego budynku utworzono pierwszą remizę.

Później w podwórzu ratusza utworzono pierwszą remizę strażacką, przy której wybudowano wieżę do ćwiczeń i stajnię dla koni.

- Straż miała wówczas do dyspozycji pięć czterokołowych sikawek, z których dwie znajdowały się w strażnicy przy ratuszu, a pozostałe po jednej na każdy z trzech obwodów. Ponadto jeden czterokołowy oraz osiem dwukołowych beczkowozów, jeden wóz rekwizytowy na sprzęt, jedną wysuwaną drabinę, trzynaście hakówek, jeden wóz do węży, których było ok. 700 metrów, a także wóz ratunkowy oraz jedną płachtę ratunkową - pisze Adam Lapski.

Kolejny ważny krok na drodze rozwoju jednostki wyznacza 1902 rok. Wtedy to chorzowscy strażacy stali się służbą zawodową -Miejską Zawodową Strażą Pożarną dla miasta Königshütte O.S (na Górnym Śląsku - przyp.red.). Służyły w niej wtedy 24 osoby:

  • komendant,
  • trzech podoficerów,
  • szesnastu strażaków,
  • czterech woźniców.

Kiedy powstała obecna siedziba straży pożarnej?

Nie ma chyba wiele osób w Chorzowie, którzy nie kojarzyliby, gdzie strażacy mają swoją siedzibę. Wozy znajdują się nieopodal skrzyżowania ulicy Katowickiej i Trzeciego Maja. Strażacy wyjeżdżają stąd na akcje już ponad sto lat. Budynek oddano do użytku w 1906 roku. Siedzibę budowano przez trzy lata.

- Była to na ówczesne czasy najnowocześniejsza placówka w regionie, wybudowana według berlińskich wzorów, służąca strażakom do dnia dzisiejszego. Budynek remizy usytuowany przy ul. Katowickiej 123 (dawnej ulica Bytomska 19, z niem. Beuthenerstrasse) wzniesiony został na planie prostokąta jako czterokondygnacyjna budowla. W jej przyziemiu znajdują się obecnie trzy bramy wjazdowe do części garażowej, w której stoją wozy bojowe ze sprzętem. Bramy od samego początku zamykane i otwierane są za pomocą specjalnego samoczynnego systemu podnoszącego - mówi Adam Lapski ze Stowarzyszenia Miłośników Chorzowa.

Obecnie przy Katowickiej znajduje się także nowoczesne centrum zintegrowanego sytemu wykrywania zagrożeń i alarmowania. Na wyższe piętrach są pomieszczenia administracyjne, sypialnie dla strażaków z węzłem sanitarnym, salą wykładową, kuchnią i świetlicą. Znajdziemy tu także jeden z najbardziej znanych i charakterystycznych elementów wyposażenia remizy - zjazd rurowy, który pozwala błyskawicznie znaleźć się strażakom na dole w wypadku alarmu.

- W pierwszych latach działania nowego budynku znalazło w nim swą siedzibę kilka miejskich instytucji tj. miejski lombard, biblioteka, dokształcająca szkoła kupiecka, urząd probierczy, szkoła robótek ręcznych a nawet pogotowie ratunkowe. Na podwórzu za budynkiem ustawiona została czterokondygnacyjna wieża do ćwiczeń, warsztat naprawczy, myjnia i suszarnia - dodaje Adam Lapski.

Pierwsze samochody w Straży Pożarnej w Chorzowie

W XIX wieku na miejsce akcji strażaków i sprzęt przewoziły konie. XX wiek był jednak wiekiem motoryzacji. Jeszcze przed I wojną światową zakupiono pierwsze pojazdy silnikowe.

- W 1912 r. z środków magistratu dokonano zakupu nowej sikawki samochodowej na podwoziu firmy „Benz - General”, która do remizy dotarła 24 października 1913 r. i była ona wówczas jedną z pierwszych tego typu na Górnym Śląsku. Była wyposażona w autopompę centryfugalną, która osiągała maksymalne ciśnienie 18 atm. oraz zbiornik wodny o pojemności 400 litrów. Ten zakup był ważną inwestycją dla straży, gdyż podstawowym wyposażeniem tamtego okresu było pięć sikawek konnych, trzy wozy do przewozu węży strażackich, dwa wozy do przewozu sprzętu i ludzi tzw. wozy rekwizytowe, trzydzieści cztery drabiny, wozy dezynfekcyjne, nosze, a także aparaty tlenowe - pisze przewodnik.

Zaprzęgi konne w niedługim czasie miały odejść w zapomnienie. W 1928 roku wydano 79 tysięcy złotych zakupiono drabinę samochodową o wysięgu aż 30 metrów, co było dość sporą wartością jak na owe czasy. Jak wskazuje nasz rozmówca, zamontowany system „Karol Metz Karlsruhe” był najnowocześniejszy na świecie. 1928 rok jest ważny także z innego powodu. Wtedy ostatecznie - po ponad 50 latach - zrezygnowano w straży pożarnej z korzystania z koni pociągowych.

II wojna światowa i trudny okres w życiu jednostki

Jak już wspomniałem w międzywojniu trwał proces łączenia się okolicznych miejscowości, które tworzą współczesny Chorzów. Do jednostki dołączono... zakład oczyszczania miasta oraz zakład taboru miejskiego. Jeszcze przed II wojną światową w 1937 zakupiono beczkowóz, który miał autopompę i zbiornik wody o pojemności 5 tys. litrów z autopompą. To pokazuje, jak w ciągu 25 lat technika poszła do przodu. Pierwszy pojazd miał zaledwie 400 litrów pojemności. II wojna światowa - a szczególnie jej początek - nie były najlepszym okresem w funkcjonowaniu chorzowskiej straży.

- W czasie okupacji hitlerowskiej rozwiązano polską chorzowską straż pożarną, tworząc w jej miejsce straż niemiecką, którą zasiliło jedynie pięciu strażaków przyznających się do narodowości niemieckiej. Pozostała polska załoga walczyła w Wojsku Polskim, albo wyjechała na wschód wraz ze sprzętem. W początkach wojny na wyposażeniu strażnicy pozostała jedynie sikawka samochodowa, pochodząca jeszcze z 1914 r. oraz drabina samochodowa z 1925 r. Kierowanie strażą w listopadzie 1939 r. powierzono przybyłemu z Berlina radcy budowlanemu Meusserowi, a po nim podpułkownikowi (Oberleutnant) Meierowi. Jemu podlegały również straże z Katowic i Sosnowca - pisze Adam Lapski.

Jak dodaje przewodnik, komendantem chorzowskiej jednostki został zabrzański ogniomistrz (Bezirksleutnant) Forster. W krótkim czasie drużyna liczyła już 42 osoby, jednak ich spora część została w niedługim czasie powołana do niemieckiego wojska. Braki kadrowe próbowano "łatać" za pomocą młodzieży. Utworzono 24-osobową specjalną drużynę Hitlerjugend. Jej zadaniem było także oczyszczanie miasta oraz transport. Polską straż pożarną trzeba było na nowo zorganizować po wyparciu Niemców z Górnego Śląska.

PRL - czas, gdy w Chorzowie szkolono strażaków

Jak wymienia Adam Lapski pod koniec 1945 roku chorzowscy strażacy posiadali dwa wozy tzw. „auto-pogotowia”, służące zwalczaniu wszelkiego rodzaju pożarów, jeden wóz „auto-drabina” z mechaniczną wysuwaną drabiną o długości 31 metrów do zwalczania pożarów wysokopiętrowych i dwa beczkowozy. Ponadto używano także (dzięki zaradności komendanta) przerobionych skraplarek ulic, które zaopatrzono w pompy ssąco tłoczące, wykorzystywane do dowożenia wody. Ponadto na wyposażeniu znajdowały się węże (łączna długość 1500 metrów), aparaty pianotwórcze, aparat Draegera z różnymi pochłaniaczami. Strażacy mieli także do dyspozycji warsztat mechaniczno-ślusarski. Jak dodaje przewodnik, dokonywano tam remontów zdezelowanych wozów.

- Straż pożarna w powojennej rzeczywistości borykała się z problemami kadrowymi, brak było dobrze wyszkolonych strażaków. (…) dlatego w budynku dawnej remizy strażackiej OSP w Chorzowie Batorym przy ul. Wrocławskiej 4 maja 1946 r. uruchomiono Wojewódzką Szkołę Pożarniczą (od 1950 r. Podoficerska Szkoła Pożarnicza). Szkoła kształciła na kursach przede wszystkim specjalistów z zakresu mechaniki z obsługą motopomp, a kursy kierowane były do strażaków z zawodowych, ochotniczych, zakładowych i kolejowych straży pożarnych, a także dla pracowników przemysłu węglowego - pisze Adam Lapski.

Niestety szkoła przetrwała tylko dekadę. Zamknięto ją w 1956 roku. Przez ten czas przeszkolono w niej kilka tysięcy osób. Przyjmowano tu nie tylko kursantów z województwa i pobliskich regionów - szkoła była na tyle popularna, że ściągali tu strażacy z całej Polski.

Najnowocześniejszy wóz strażacki znajdował się w... Chorzowie

Co do samego PRL-u - warto przy okazji omawiania tego okresu wspomnieć m.in. o tzw. obowiązkowych strażach pożarnych. W 1974 roku oprócz czterech zawodowych i dwóch ochotniczych jednostek, w Chorzowie funkcjonowało aż dziesięć obowiązkowych straży. Były one związane z licznym przemysłem w mieście. Do dziś możemy podziwiać np. siedzibę tego typu jednostki przy szybie Prezydent. Obecnie mieści się tam galeria "Straż Pożarna" chorzowskiej Sztygarki. Jeśli spojrzymy na kwestie sprzętowe, warto napomnieć o najnowocześniejszym (jak na owe czasy) wozie, jaki trafił do Chorzowa w latach 80 - tych.

- W 1984 r. ZSP otrzymała najnowocześniejszy w Polsce samochód przeznaczony do ratownictwa wysokościowego, czyli podnośnik hydrauliczny fińskiej firmy „Bronto-Skylift” zbudowany na podwoziu Mercedesa” z 66 metrowym wysięgnikiem, mogący sięgnąć nawet osiemnastego piętra wieżowca. Mówiło się wówczas, że w Europie są tylko cztery takie podnośniki - twierdzi Adam Lapski.

W 1992 roku na fali przemian ustrojowych i organizacyjnych uchwalono nową ustawę dotyczącą organizacji pożarnictwa. W miejsce dotychczasowej Komendy Rejonowej Straży Pożarnej i Zawodowej Straży Pożarnej powołano Komendę Miejską Państwowej Straży Pożarnej w Chorzowie.

Najtrudniejsze akcje chorzowskich strażaków. Jak je wspominają?

Adam Lapski zapytany o najtrudniejsze i najcięższe akcje w najnowszej historii chorzowskiej jednostki wskazuje dwie. Co ciekawe, żadna z nich nie jest związana z ogniem.

- Pierwsza z nich to akcja związana z awarią instalacji do produkcji azydku sodu w laboratorium firmy „Novichem” w Chorzowie Maciejkowicach przy ul. Głównej. W wyniku zatrucia toksyczną substancją dwie pracownice poniosły śmierć na miejscu, a dziesięć osób trafiło do szpitala - pisze przewodnik.

Awaria miała miejsce w 1997 roku. Jak wspomina Komendant Miejski PSP w Chorzowie st. bryg. Arkadiusz Labocha, trudnością w tej akcji było początkowo zidentyfikowanie niebezpiecznej substancji.

Niecałą dekadę później wydarzyła się tragedia, którą Ślązacy pamiętają do dzisiaj. W katastrofie na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich zginęło 65 osób, a 141 zostało rannych. Mimo niespełna dwóch dekad od tragedii, co roku przy pomniku pojawiają się strażacy, uratowani z tragedii, ich rodziny i rodziny tych, którzy zginęli pod zwałami stali i śniegu.

Do zawalenia hali, gdzie odbywały się pokazy gołębi doszło zimą - w styczniu 2006 roku. Choć nazwa MTK związana jest ze stolicą województwa śląskiego, to sama hala znajdowała się na terenie Chorzowa. Do dziś w Komendzie Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Chorzowie służą strażacy, którzy brali udział w tej akcji. Jedną z nich jest obecny komendant miejski PSP w Chorzowie st. bryg. Arkadiusz Labocha.

- To była jedna z największych i najbardziej złożona pod względem zaangażowania całego Krajowego systemu ratowniczo – gaśniczego akcja. Brało w niej udział 917 strażaków PSP, ale nie możemy zapominać o innych służbach - policji, zespołach ratownictwa medycznego, wojsku, GOPR, TOPR, które brały udział w tej akcji mówi st. bryg. Arkadiusz Labocha.

W 2006 roku był zastępcą dowódcy jednostki. Trudno było mu uwierzyć, że tak ogromny i niedawno oddany obiekt, uległ zawaleniu. Jak dodaje, choć czas leczy rany, to są pewne rzeczy, których się nie zapomina.

"To był niekończący się wyścig z czasem"

- Z takiego ludzkiego punktu widzenia było trudne do wyobrażenia. Ogromny obiekt budowlany przestał istnieć. Wiedzieliśmy, że pod tą ogromną ilością stali i śniegu, który zalegał na tym dachu, są ludzie. Tak naprawdę nie było wiadomo, ile tych ludzi tam jest. Przy hali był ogromny tłum, który krzyczał, prosząc o jak najszybszą pomoc i dotarcie do wszystkich uwięzionych. Chodziło o ich najbliższych, niejednokrotnie o rodzinę. To był niekończący się wyścig z czasem o jak najszybsze dotarcie do uwięzionych i jak najszybsze przeszukanie całej tej powierzchni - opowiada komendant.

Skala tragedii potrafiła szokować. Nie każdemu udało się pomóc. Na dworze panował mróz. Akcję utrudniało też to, że tak naprawdę teren nie był bezpieczny przez cały okres poszukiwań.

- Dach cały czas pracował. Na tyle, na ile dało się go ustabilizować, to się go stabilizowało, ale do końca on nigdy tak naprawdę nie był bezpieczny - opowiada biorący udział w akcji asp. sztab. Łukasz Szota.

Dodaje, że wsparciem dla niego, jako młodego strażaka w tym czasie, były rady starszych kolegów.

- Ta ilość śniegu i ta poskręcana konstrukcja... Nie widziałem wcześniej, że natura ma w sobie taką ukrytą siłę. Wydawało się, że na dachu jest tylko śnieg. Ten śnieg wystarczył, żeby poskręcać tak konstrukcję. Gdyby ktoś ją zobaczył przed katastrofą, powiedziałby, że jest ona super pewna. To, co zobaczyliśmy na miejscu, pokazało, że natura jest o wiele silniejsza od tego, co zbudował człowiek - mówi asp. sztab. Piotr Kurek z chorzowskiej komendy.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni