MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Święto Niepodległości. Wywiad z ks. Jackiem Stańcem, proboszczem parafii św. Anny na Nikiszowcu

Mateusz Zarembowicz
Mateusz Zarembowicz
X Jacek Staniec
X Jacek Staniec Mateusz Zarembowicz
W przeddzień Święta Niepodległości spotkaliśmy się z księdzem Jackiem Stańcem - proboszczem parafii św. Anny położonej na katowickim Nikiszowcu. Rozmawialiśmy o przygotowywanych w tym kościele obchodach 11 listopada. Była to również okazja do wejrzenia w sprawy duchowej kondycji naszej ojczyzny i jej społeczeństwa. Dowiedzieliśmy się też o egzemplarzu Dziennika Zachodniego, który trafił do kapsuły czasu umieszczonej w remontowanej właśnie kościelnej wieży.

Księże Jacku, spotkaliśmy się, by porozmawiać o nadchodzącym Święcie Niepodległości. Jednak nie sposób zacząć tej rozmowy bez zwrócenia uwagi na nowy krzyż umieszczony na wieży kościoła i odbywający się remont dachu. Ręczna instalacja krzyża na tej wysokości to chyba również wielkie wyzwanie logistyczne?

Tak, z przymrużeniem oka można powiedzieć, że na Jasnej Górze sobie nie dali rady. Usiłowano tam wykonać jakiś zabieg konserwatorski. Użyto do tego celu nawet śmigłowca i się nie udało. Natomiast my ze względu na ograniczone środki pozwoliliśmy sobie zastosować znacznie tańszą metodę alpinistyczną, która jak się okazało doskonale się sprawdziła. Sam proces wciągania krzyża po aluminiowych drabinach na sam szczyt wieży był bardzo widowiskowy.

Wspominał ksiądz, że nowy krzyż wraz ze wszystkimi nowo zainstalowanymi elementami przetrwa dwieście lat. Ale została w nim również umieszczona kapsuła czasu, a w niej…

A w niej między innymi egzemplarz Dziennika Zachodniego, jedna gazeta ogólnopolska, list dla przyszłych pokoleń, różaniec, współczesne pisma katolickie, prośba o modlitwę, współczesne monety i banknoty. Wszystko zostało szczelnie zamknięte w miedzianej zalutowanej kapsule. Zdarza mi się zaglądać do dokumentów zgromadzonych w parafialnym archiwum. Za każdym razem gdy trafiam na te zapiski sprzed stu lat, nachodzą mnie różne refleksje. Nasza kapsuła za dwa wieki pokaże historię dawnych czasów, które dla nas są współczesnością. Interesujące jak badacze będą oceniać naszą codzienność.

Tegoroczne remonty dobiegają końca. Wiem, że ma ksiądz już plany na przyszły rok, który również będzie obfitował w prace remontowe. Chciałbym teraz jednak z księdzem porozmawiać o jutrzejszych obchodach Święta Niepodległości, które są pieczołowicie przygotowane w parafii św. Anny. Jak będą przebiegać tegoroczne uroczystości?

Niepodległość Polski, która nastąpiła w 1918 roku, dla Śląska nie oznaczała w tamtych czasach tego co dla ziem, które tę niepodległość faktycznie odzyskały. Górny Śląsk przed włączeniem do Polski w 1922 roku musiał przejść krwawą drogę przez powstania i plebiscyt. Dopiero to doprowadziło do przejęcia Śląska przez polską administrację. Zresztą co symboliczne, miało to miejsce raptem kilka kilometrów od Nikiszowca - w Szopienicach gdzie w czerwcu 1922 generał Szeptycki przekroczył Brynicę i symbolicznie przejął te ziemie od Niemców. Staraliśmy się również upamiętniać te symboliczne daty. Tutaj niepodległość przyszła kilka lat później.

Chyba warto przypomnieć, że właśnie tutaj w Janowie, Nikiszowcu i Giszowcu wyniki plebiscytowe zdecydowały o przyłączeniu tych ziem do Polski. Nigdzie na terenach plebiscytowych nie było tak zdecydowanej przewagi zwolenników polskości. Znane jest też zaangażowanie mieszkańców tych terenów szczególnie w trzecim powstaniu śląskim.

To są ciekawe zagadnienia. Można wprost powiedzieć, że bez 1918 roku nie byłoby roku 1922, to idzie w parze, dlatego staramy się wspominać wszystkie święta tak ważne dla Polski i polskości Śląska. To wszystko się układa. Dlatego właśnie chcemy uroczyście przeżyć Święto Niepodległości nie pomijając przy tej okazji stulecia przyłączenia Śląska do Polski. Bardzo mi zależy by to wydarzenie było świętem rodzinnym i jednoczącym. O 9.30 odbędzie się msza w intencji ojczyzny. Zaprosiliśmy na nią poczty sztandarowe, górników, liczymy również, że parafianie pojawią się w strojach regionalnych, co jest taką naszą tradycją. Rok temu byłem mile zaskoczony frekwencją. Są takie chwile, które unoszą. Nasza świątynia jest duża i ciężko ją na codzień wypełnić. Jednak ubiegłoroczne obchody bardzo cieszyły.

Jednak sama msza to nie wszystko, wspominał ksiądz o dalszej części obchodów, które odbędą się przed kościołem.

W tej kwestii liczymy przede wszystkim na pogodę. Po mszy wyjdziemy na plac przed naszą świątynią wszyscy wychodzący z kościoła otrzymają specjalnie przygotowane śpiewniki. Zaczniemy od odśpiewania hymnu, później będziemy wspólnie śpiewać pieśni patriotyczne z tamtego okresu. Pamiętam z ubiegłego roku pojawiające się w ludziach wzruszenie. Wydaje mi się, że spowodowane to było faktem, że ludzie czuli wspólnotę. To bardzo ważne w dzisiejszych czasach, kiedy podziały sięgają tak głęboko, że czasem nawet rodziny nie potrafią już usiąść przy jednym stole. Zbyt mało mamy momentów kiedy ludzie się spotykają by wspólnie coś przeżywać. W zeszłym roku zostało to bardzo docenione. Z tego powodu teraz zamierzamy świętować ponownie, licząc na jeszcze większą frekwencję. Ludzie chcą odczuwać, że są we wspólnocie.

Rozmawiamy o bardzo ważnym dla Polaków święcie. Polska zawsze była bardzo silna Bogiem. Gdy spojrzymy na Europę Zachodnią, pogłębiającą się świeckość jej mieszkańców, również różne ruchy, które zaczynają dotyczyć naszej ojczyzny. Widać odejście od Kościoła. Co można zrobić by zapanować nad tym kryzysem wiary?

Od pewnego czasu zadaję sobie takie pytanie: fenomen ojczyzny bez Boga… czy jest to możliwe i jeśli w ogóle to na jak długo. Życie uczy, że od najwcześniejszych czasów pokolenia potrzebowały odniesienia do siły wyższej. W odniesieniu do wspomnianego przez pana kryzysu wiary, myślę że to jest szansa dla Polski. Los ojczyzny bez Boga jest losem niepewnym. Na przestrzeni wieków możemy znaleźć wiele kryzysów, u których podstaw leżały kryzysy wiary. Jutrzejsze święto skłania mnie do takich refleksji. Nie odnoszę się tu oczywiście do żadnych aspektów politycznych. To bardziej rozważania o sile ludzkiego ducha.

Ponad trzysta lat temu Matka Boża Częstochowska została koronowana na Królową Polski. Ten akt miał powierzyć jej Polskę w opiece. Kilka lat temu w kościołach powierzono Polskę Chrystusowi. Jak ważne są to wydarzenia dla siły polskiego ducha narodowego?

Faktycznie kilka lat temu odmawialiśmy w kościołach akt oddania Polski Chrystusowi Królowi, on chyba nie do końca został zauważony w przestrzeni publicznej. Przynajmniej niewiele osób odczytało ten sygnał. W tych ważnych symbolicznych gestach chodzi o budowanie w człowieku pewnego systemu wartości opartych na Dekalogu. Cała nasza europejska kultura jest zbudowana na Dekalogu. Ciężko twierdzić, że jest inaczej - od szacunku do ojca i matki, przez szacunek do życia, uczciwość i trzy główne przykazania mówiące o obecności Boga w przestrzeni życia. To jest wielka wartość.

Czy poprzez Dekalog i zawierzenie Bogu można kształtować postawy patriotyczne?

Patriotyzm jest swoistym elementem sztuki. I tak jak się nie da człowieka do sztuki zmusić, tak również nie da się go zmusić do patriotyzmu. Patriotyzm powinno się rozbudzać, to jest zadanie przede wszystkim dla szkoły i nauczycieli, choć może w tym pomóc przykład obchodów Święta Niepodległości i śpiewanie pieśni patriotycznych. Przecież w ten sposób staramy się wzmocnić wspólnotę. Patriotyzm ma bardzo wysoką rangę, te postawy trzeba budować całymi latami, krzewić.

Powołuje się ksiądz na szkoły, jako miejsca, w których nasiąka człowiek pewnymi postawami przez całe życie. Tymczasem mamy ruchy gender, które jeszcze nie tak dawno wdzierały się do polskich podstawówek, są też przykłady ludzi fałszywie definiujących wolność jako prawo do życia bez zasad moralnych, którzy są wykładowcami na wyższych uczelniach. Jak zapanować nad tymi nurtami i powrócić w nurty moralnego konserwatyzmu?

Obawiam się, że odpowiedź może być bardzo trudna. Zapewne niewiele osób znalazłoby bardzo szybką receptę na nadanie tym aspektom modelowego kształtu. Spotkaliśmy się by rozmawiać o patriotyzmie… dziś jest taka sytuacja, że w domach rodzinnych ludzie nie jeżdżą do siebie na urodziny ze względów politycznych. Społeczeństwo jest bardzo podzielone i to bardzo niepokoi. Często rodzina się już złamała.

Wydaje mi się, że tych linii podziału mamy znacznie więcej. Do niedawna dzieliła nas jedynie polityka, w ostatnich czasach podzieliliśmy się na zwolenników i przeciwników izolacji, teraz dzieli nas wojna za naszą wschodnią granicą. W tych wszystkich sytuacjach występują bardzo duże spory i spolaryzowanie nawet w rodzinach.

Nie chcąc upraszczać. Chciałbym wrócić do wcześniejszej myśli. Ojczyzna bez Boga staje się bardzo niebezpiecznym tworem. Dojrzałość polega na podejmowaniu dialogu z rzeczywistością. Nie można udawać, że pewne problemy nie występują. Trudna jest walka z podziałami społecznymi. Ma pan rację, że pojawia się ich coraz więcej. Jeśli chodzi o Covid, ciągle spotykamy się różnego rodzaju wyzwaniami. Wierni zwracają uwagę, że skoro covid się kończy to nie powinniśmy podawać komunii na rękę. Jest napięcie pomiędzy dwiema grupami, tymi którzy się jeszcze obawiają i chcą właśnie w ten sposób przyjmować Pana Boga a drugą grupą, która uważa, że przyjęcie komunii powinno się odbywać tylko do ust. Smuci to, że ludzie stwarzają sobie problemy całkowicie odbiegając od meritum. Bo tym przecież jest obcowanie z Bogiem w tej podniosłej chwili. Tempo życia, nerwowość i stres sprawia, że ludzie wywołują niepotrzebne napięcia. Otworzył pan ciekawy temat do przemyśleń. Żyjemy w bardzo podminowanym społeczeństwie. Dużo w nim napięcia, nieuzasadnionej nerwowości. Nie chciałbym tu stosować żadnych uproszczeń, nie wystarczy powiedzieć - idźmy wszyscy za tym co jest w Dekalogu i w ciągu roku sytuacja się zmieni na lepsze. Gdyby to było takie proste, to przez pryzmat dwóch tysięcy lat Chrześcijaństwa widać wiele najwybitniejszych postaci, które na to wskazywały a jednak świat nie posłuchał. Zastanawiam się nad głęboką obecnością Boga w ojczyźnie. Przecież św. Jan Paweł II o tym wiele mówił. Niestety nie minęły nawet dwie dekady od jego śmierci i już się podważa jego nauczanie. Mistrz personalizmu i godności człowieka. Jego personalizm był bardzo pogłębiony teologicznie, filozoficznie i etycznie. Jednak teraz jest podważany nawet w naszej ojczyźnie. Dziś wszystko zaczęło tracić kolory, wszystko zaczęło być czarno-białe.

W odniesieniu do wcześniejszych słów księdza o Dekalogu, pozwolę sobie zatoczyć pętlę, przywołując jedną z homilii św. Jana Pawła II, którą wygłosił w Kielcach podczas pielgrzymki do Polski w 1991 roku. Wzburzonym głosem mówił o fałszywie pojmowanej wolności, która prowadzi tak naprawdę do zniewolenia, odniósł się również do ojczyzny jako matki, słowami - "To jest moja Matka ta ziemia, to jest moja Matka ta Ojczyzna". Czy można powiedzieć, że ten pamiętny moment stał się pewnego rodzaju motto naszych obecnych czasów?

Dobrze, że pan to przywołał. To wystąpienie było tak bardzo emocjonalne, miałem okazję uczestniczyć na żywo w tej mszy. Byłem wtedy klerykiem przygotowującym się do kapłaństwa. Gdy usłyszałem ten podniesiony ton… byłem szoku, całkowicie zaskoczony. Chwilę później rozszalała się ogromna burza, zauważyłem jak ludzie zaczynają uciekać z tego placu. Bardzo mocno przeżyłem to wydarzenie. To emocjonalne wystąpienie, które Jan Paweł II miał oczywiście pełne prawo wygłosić. Mówił przecież o swojej ojczyźnie, matce. Nie chciałbym nadawać tym wydarzeniom wyjątkowej rangi, jednak dla mnie, wtedy młodego kleryka, zderzenie papieskiej homilii z rozszalałą burzą i nagle wyludniającym się placem było doświadczeniem profetycznym.

Dla mnie jest ono przykładem wielkiej miłości do ojczyzny, lecz również pewnej wizji, którą w tamtym momencie papież Polak dostrzegł. Niestety po raz kolejny nie poszliśmy za jego słowami. Jednak wydaje mi się, że kościół może bardzo dużo zrobić w aspektach patriotycznych. Choćby jak ksiądz sam zwrócił uwagę - integracja i budowa wspólnoty przy jutrzejszym święcie narodowym, czy to nie jest właściwa droga?

Widzę, że dziś ludzie nie czekają na jakieś wielkie sensacje czy cudowności. Ludzie potrzebują poczucia wspólnoty. To chyba dobry moment by przytoczyć słowa jednego z księży - "człowiek jest więzią, bez poczucia więzi marnieje". Jesteśmy w takim momencie dziejów Polski, że właśnie to poczucie wspólnoty jest znacznie słabsze. Może właśnie to jest na ten moment - najważniejsze zadanie dla Kościoła, żeby akcentować potrzebę więzi z Bogiem i z ludźmi. Bóg jest tym co wiąże ojczyznę, przecież on sam jest więzią trzech osób. Bóg jest kimś koniecznie ważnym w ojczyźnie by tę więź zachować. A kościół powołany do tego żeby bardzo umiejętnie, mimo czasów pełnych wyzwań, o tym mówić.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Studio Euro odc.4 - PO AUSTRII

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni