18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Unia jest w umysłach, a nie w papierach

Michał Wroński
Do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja: wkrótce miną trzy lata od otwarcia tunelu pod Rondem
Do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja: wkrótce miną trzy lata od otwarcia tunelu pod Rondem FOT. MARZENA BUGAŁA
Od pięciu lat jesteśmy w Unii Europejskiej. Jaki jest bilans tego pobytu dla naszego regionu i dla nas, jego mieszkańców, czy liczą się tylko miliony euro, jakie dostajemy od Wspólnoty, czy coś więcej, pisze Michał Wroński

Nie ma się co oszukiwać. Gdy Polska wstępowała do Unii Europejskiej, większość z nas nie myślała o tym kroku jako o symbolicznym zakończeniu pojałtańskiego podziału Europy. To miał być skok na kasę, choć dyplomatycznie określany w nieco łagodniejszych słowach. Do wyobraźni najmocniej przemawiały cyfry. Na unijne dotacje ostrzyły sobie zęby samorządy, którym apetyty rozbudziły euro z funduszy przedakcesyjnych, ale nadziei na lepsze jutro nie kryli też zwykli mieszkańcy. - Nam już lepiej nie będzie, ale niech przynajmniej nasze dzieci czy wnuki na tym skorzystają - mówili 50- czy 60-latkowie podczas referendum przesądzającym o naszym akcesie do Wspólnoty.

Najlepiej we wspólnej Europie odnaleźli się młodzi ludzie

Rzeka euro na inwestycje

Pieniądze na inwestycje faktycznie popłynęły. W dwóch pierwszych latach członkostwa ich źródłem był Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego. 240 milionów euro trafiło do samorządów, organizacji pozarządowych, spółdzielni mieszkaniowych i przedsiębiorców województwa śląskiego. Wszyscy zgodnie psioczyli na zawiłe procedury, spore listy niezbędnych załączników, kryteria oceny wniosków i długi czas oczekiwania na ogłoszenie konkursów. Przegrani narzekali na urzędników marszałka, a ci odsyłali z pretensjami do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego. Nikt jednak nie odpuszczał. W każdym konkursie łączna wartość złożonych wniosków wiele razy przekraczała przeznaczoną do podziału kwotę. Trudno się dziwić - szczęśliwcy mogli liczyć na nawet 75-procentowe dofinansowanie. Można było się porwać na inwestycje, o przeprowadzeniu których kilka lat wcześniej nawet nie było co marzyć. Pieniądze z ZPORR-u pomogły m.in. w budowie Drogowej Trasy Średnicowej w Rudzie Śląskiej, modernizacji centrum rehabilitacji w Reptach, renowacji kompleksu zamkowego i powstaniu pokazowej zagrody żubrów w Pszczynie czy rozbudowie i wyposażeniu Akademii Muzycznej w Katowicach.
- Przed akcesem do Unii przygotowaliśmy strategię rozwoju województwa, zatem weszliśmy do niej przygotowani - mówi Jan Olbrycht, były marszałek województwa śląskiego, a w zakończonej właśnie kadencji Europarlamentu wiceprzewodniczący Komisji Rozwoju Regionalnego. - Wiedzieliśmy, czego chcemy. Postawiliśmy na rozwój, innowacje i nowe technologie, ale rozwijaliśmy mocno również współpracę transgraniczną. W jej ramach powstało wiele małych ciekawych projektów i to jeszcze przed wejściem Polski do strefy Schengen - dodaje Olbrycht.

Rekord w skali kraju

Tymczasem ZPORR była dopiero zakąską. Dwa lata temu ruszył Regionalny Program Operacyjny - kolejne "źródełko" z unijnymi dotacjami. Do roku 2013 w skali całego regionu do wzięcia jest ponad 1,7 miliarda euro! Chętnych nie trzeba było przekonywać. Tylko do tej pory złożono niemal 2.200 wniosków (nie licząc tych, które odpadły przy wstępnej ocenie formalnej) na łączną kwotę 4,621 miliarda złotych. To rekord w skali kraju. Dla porównania, samorządy Mazowsza złożyły niemal 500 wniosków mniej, choć trzeba przyznać, że miały większy apetyt (chciały przeszło 7,7 miliarda złotych). Rekordowa jest też skala selekcji - jedynie co siódmy spośród złożonych wniosków został pozytywnie rozpatrzony. Kwoty dofinansowania wahają się od kilkuset tysięcy do nawet kilkunastu milionów euro, zaś łączna wartość już podpisanych umów opiewa na 745 milionów złotych.

Samorządy najczęściej zabiegają o dofinansowanie remontów szkół, przedszkoli, dróg, sieci wodno-kanalizacyjnych czy placówek kulturalnych. Jeśli dodać do tego jeszcze różne ogólnopolskie programy pomocowe, za pośrednictwem których unijne fundusze mogą trafić do naszego regionu (o 100 mln euro w ramach programu Infrastruktura i Środowisko walczą Tramwaje Śląskie), to widać, jak dużo pieniędzy wciąż można zdobyć.
- Ci, którzy patrzeli na Unię wyłącznie jako na źródło pieniędzy, nie mają powodu do narzekania - twierdzi Jan Olbrycht. - To jednak bardzo wąskie spojrzenie. Do Wspólnoty wstąpiliśmy bowiem nie po pieniądze, ale po to, by stać się nowoczesnymi i by w przyszłości nie musieć tych pieniędzy dostawać - tonuje nastroje były marszałek.

Na razie jednak, mimo okrągłych sum oraz spektakularnych inwestycji, wciąż wiele nas dzieli od takiej perspektywy, a naukowcy dalecy są od określania minionych pięciu lat w kategorii cywilizacyjnego skoku.
- Można by o nim mówić, gdyby Polska w tym okresie zrównała się pod względem Produktu Krajowego Brutto z najbiedniejszymi krajami Unii Europejskiej, takimi jak Grecja czy Portugalia - komentuje prof. Marek Szczepański, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. - Patrząc realnie, gdyby szło nam tak dobrze, a Portugalii tak źle jak trzy lata temu, to dogonimy ją za 20 lat. Nie ma się co łudzić, od XVII wieku Polska jest krajem zacofanym i trudno w pięć lat nadrobić takie opóźnienie - dodaje profesor.

Rewolucja na granicy

O ile na zmiany w infrastrukturze trzeba czekać - krócej lub dłużej - to rewolucja na granicach dokonała się w ciągu jednej nocy. Od 1 maja 2004 roku podróżujący do krajów Wspólnoty mogli zostawić paszport w szufladzie. Do wyjazdu wystarczył dowód osobisty. Gdy z początkiem ubiegłego roku Polska weszła do strefy Schengen, na granicy nie ma go już nawet komu pokazać. Dziś myśli, by wjeżdżający z Ustronia na Czantorię turysta nie mógł wybrać się na "małe jasne" do czeskiego schroniska, a WOP-ista odpędzał dzieciaki od granicznego słupka, wydają się absurdalne. Powód do zmartwienia mają tylko funkcjonariusze śląskiego oddziału Straży Granicznej, którzy wciąż nie są pewni przyszłości swej jednostki. Od kilku miesięcy słychać pogłoski o możliwej likwidacji jednego z dwóch funkcjonujących na polsko-czeskiej granicy oddziałów tej formacji. Na kogo padnie? Na Kłodzko czy Racibórz - tego wciąż nie wiadomo. Są zatem duże pieniądze do wzięcia i możliwość swobodnego podróżowania. Zmiany na pewno dokonały się więc na poziomie instytucji.

Lęk przed Europą

A co z ludźmi? Czy w nowej rzeczywistości się zmienili? Pod tym względem prof. Szczepański nie ukrywa rozczarowania. - Nie dokonała się rewolucja obywatelska. Tylko 10-12 na każdych stu mieszkańców naszego regionu angażuje się w działania na rzecz ich małej ojczyzny. Ci zaś, którzy takie działania podejmują, przeważnie ograniczają się do aktywności w obrębie trzech środowisk: parafii, szkoły czy wspólnoty mieszkaniowej - mówi prof. Szczepański. Jak dodaje, najlepiej we wspólnej Europie odnaleźli się ludzie młodzi, wykształceni, pochodzący z dużych miast. Chętnie szukają swej szansy za granicą, czego efektem jest m.in. systematycznie malejąca liczba ludności regionu.
- Lęk przed Europą odczuwają natomiast osoby starsze, słabiej wykształcone, wywodzące się z małych miejscowości, a także te o najdłuższym stażu w państwowych instytucjach - wylicza prof. Szczepański.

Ekolodzy wygrywają

Wśród nielicznych, którzy tyleż chętnie, co skutecznie sięgnęli po oferowane przez Unię mechanizmy działania, znaleźli się ekolodzy. Czas, gdy zieloni dochodzili swych racji waląc w bębny i przykuwając się do drzew, przeszedł do historii. Teraz walczą uzbrojeni w dyrektywy programu Natura 2000. Walczą i wygrywają. Nie bez przyczyny podczas niedawnej wizyty eurodeputowanych z Komisji Rozwoju Regionalnego w województwie śląskim, spotykający się z nimi samorządowcy najczęściej skarżyli się nazbyt restrykcyjne przepisy w zakresie ochrony przyrody.

- Winny za taki stan rzeczy nie jest program Natura 2000, ale nieaktualne plany inwestycyjne samorządów - komentuje te utyskiwania Jacek Bożek, przewodniczący Klubu Gaja z Bielska-Białej. - One nie przystają do wymogów stawianych obecnie przez Unię. U nas utarło się przekonanie, że duży może więcej. A tu się okazuje, że niekoniecznie. Pod tym względem Wspólnota uczy nas obywatelskości. Daje pieniądze, ale wymaga też, by chronić zasoby o znaczeniu dla całej Europy - komplementuje Unię Bożek.

Banki chcą naszych pieniędzy. Zapłacimy ujemne odsetki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie