MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Marek Szołtysek: Ślązoki przy żłobie. Nie zróbcie w święta haje, czyli awantury

Marek Szołtysek
Marek Szołtysek
Marek Szołtysek Arkadiusz Ławrywianiec
Ślązoki to fajne dziołchy i karlusy - ileż to już razy słyszałem? Bo kto jak kto, ale my Ślązoki zawsze się dogadamy. Ta nasza regionalna zgoda i szczęśliwości, spotęgowana jest jeszcze wokół betlejemskiego żłobu, przy świętach. Zatem wszystko gro i buczy zgodnie z tym, co śpiewali aniołowie nad betlejemską stajenką: Chwała Bogu na niebie a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.

Jak jeszcze ktoś chodzi na pasterkę, je makówki zamiast kutii, spędza święta w domu, a nie gdzieś na nartach w Austrii – to już jest wzorem człowieka idealnego, czyli po prostu Ślązokiem. W tym kontekście wszyscy inni jawią się Ślązokowi, mniej okazale i w świątecznej scenerii obsadzeni są raczej w roli: pastuchów, baranów, wołów, osłów i Herodów.

Z jednej strony, takie idealizowanie siebie samych nie jest czymś typowo śląskim, bo na całym świecie grzech pychy jest powszechniejszy niż u nas smog w sezonie grzewczym.

Z drugiej jednak strony - radość z przebywania koło betlejemskiego żłobu nie powinna Ślązokom zaciemniać zdrowego rozsądku. Przecież przy żłobie i w noworoczny czas, lepiej postanowić poprawę. Gdyby ktoś jednak uparcie twierdził, że między Ślązokami jest idealnie, to przypominam tylko, że podczas kilku ostatnich wyborów na skutek niezgody środowisk śląskich – nie mamy żadnej reprezentacji politycznej.

Nie przegapcie

Na skutek niemożności porozumienia się w spawie statusu prawnego śląskiej mowy – nie mamy szans uczyć po śląsku w szkołach. Niedawno też śląskimi rękami wyrzucono z pomnika Korfantego w Warszawie słowo – śląski i jest tylko – polityk. Ale może w kontekście politycznym nie ma zgody a zwykłe Ślązoki są lepsze?

Posłuchaj podcastu Marka Szołtyska

Niedawno w Zabrzu słyszałem kłótnię po śląsku na temat słowa - ciul. Przeciwnik tego słowa twierdził – że jest ono pochodzenia warszawskiego, zaś zwolennik używania tego słowa, zgadzał się, że to wulgaryzm, ale bronił jego śląskości. Odrzucał jego warszawskość, co argumentował, że przecież oni mają w to miejsce inne określenie, które pochodzi od łacińskiego „huius”, co na murach zapisuje się przez – ch.

Gdy kłócący się nie doszli do porozumienia, to nerwowy przeciwnik słowa – ciul, nazwał swego rozmówcę – ciulem, czyli zaprzeczył sam sobie. Życzę więc na najbliższe dni śląskiej zgody przy świątecznym stole, choć i tam się można powadzić: Czy makówki mają być na wodzie czy na mleku? Czy w pierwsze święto zgodnie z tradycją robi się obiad czy je resztki z Wigilii? Czy dla Ślązoka ważniejsze są karpie czy śledzie? Czy zjadacze siemieniotki lub konopiotki są lepsi od amatorów grzybowej i barszczu? Nie zróbcie w święta haje, czyli awantury.

Zobaczcie koniecznie

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Grecy będą pracować 6 dni w tygodniu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni