Najmro żył na bogato, pod wpływem adrenaliny i alkoholu. Ale szalał do czasu

grażyna kuźnik
Film ,,Najmro. Kocha, kradnie, szanuje”
Film ,,Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” Mat. prasowe
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Film ,,Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” w reżyserii Mateusza Rakowicza jest już w kinach. Opowiada o legendarnym mistrzu ucieczek w więzienia, który w areszcie w Gliwicach nagle zapadł się pod ziemię. Premierę filmu opartego luźno na losach złodzieja samochodów Zdzisława Najmrodzkiego planowano na początek 2021 roku, ale opóźniła się o dziewięć miesięcy. Dopiero teraz można sprawdzić, czy mity nie przesłoniły filmowcom faktów. Urodzony w 1954 roku Najmrodzki był dobrze znany śląskiej milicji i policji, mieszkał w Gliwicach i pracował tutaj jako mechanik samochodowy, ale uczciwe życie prowadził krótko. Chociaż uciekał z więzień i aresztów 29 razy, największą sensacją było jego zdumiewające zniknięcie z gliwickiego aresztu.

Film ,,Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” w reżyserii Mateusza Rakowicza jest już w kinach. Opowiada o legendarnym mistrzu ucieczek w więzienia, który w areszcie w Gliwicach nagle zapadł się pod ziemię. Premierę filmu opartego luźno na losach złodzieja samochodów Zdzisława Najmrodzkiego planowano na początek 2021 roku, ale opóźniła się o dziewięć miesięcy. Dopiero teraz można sprawdzić, czy mity nie przesłoniły filmowcom faktów. Urodzony w 1954 roku Najmrodzki był dobrze znany śląskiej milicji i policji, mieszkał w Gliwicach i pracował tutaj jako mechanik samochodowy, ale uczciwe życie prowadził krótko. Chociaż uciekał z więzień i aresztów 29 razy, największą sensacją było jego zdumiewające zniknięcie z gliwickiego aresztu.

Film kręcono także w Zabrzu, w zlikwidowanym już Areszcie Śledczym, w którym kiedyś siedziało 300 więźniów, w tym wielu bardzo groźnych. Teraz realia aresztu są już inne; puste pomieszczenia są sugestywnym planem filmowym, z którego skorzystali też twórcy ,,Najmro”. W filmie grają znani aktorzy, główną rolę Dawid Ogrodnik, obok niego występuje Robert Więckiewicz, Rafał Zawierucha, Jakub Gierszał.

Najmrodzki to wbrew pozorom trudny temat, jeśli chce się uniknąć uproszczeń. W rzeczywistości nie był dżentelmenem i nie zmieni tego fakt, że już w latach 80. XX wieku powstał o nim film dokumentalny ,,Arsene Lupin po polsku”. Jak wiadomo Lupin był uprzejmym włamywaczem z lepszych sfer i wymierzał sprawiedliwość tylko grubym rybom. Najmrodzki kradł co popadło, bił i pił, a swoim gangiem rządził bezwzględnie. Podobno interesowały go tylko polonezy i dolarowe peweksy, prawda z akt sądowych mówi co innego, nie gardził gorszymi markami, na co dzień okradał też mieszkania i domki letniskowe, z których zabierał wszystko, nawet garnki. Miał lata chude i tłuste. Pozbawiony uczucia strachu, umiał bezczelnie rabować i wymknąć się z każdej niemal pułapki.

W PRL ludziom się podobało, że Najmrodzki wpuszcza w maliny milicjantów i strażników. Funkcjonariuszom nie mieściło się w głowie, że można aż tak ryzykownie uciekać. Ale Najmrodzki czyli ,,Szaszłyk” lub raczej ,,Saszłyk”, jak wymawiał to słowo, wyróżniał się brawurą. Było tak od czasu gdy jako chłopiec spadł z drzewa i zranił się w głowę, odtąd nie chciał się uczyć, chodził do szkoły specjalnej, bardzo się zmienił. Ciekawiły go samochody, naprawiał je, ale najchętniej je kradł.

Pierwszy wyrok za bójkę i pobicie milicjanta w cywilu odsiadywał w Gliwicach. Uciekł przy pierwszej okazji, kiedy jechał pociągiem z konwojentami; upił ich zafundowanym piwem i wyskoczył przez okno, kiedy pociąg trochę zwolnił. Miał wtedy 23 lata. Musiał się ukrywać, ale znał pewnego przemytnika i zgłosił się do niego po pomoc. W ten sposób został zawodowym złodziejem, dość łatwym do złapania, ale trudnym do uwięzienia.

Nie przeocz

Korumpował kogo się dało, urzędników i funkcjonariuszy. Kierował własną szajką. Dostawał sygnał kto kupił nowego poloneza, kradł go, miał już dla niego przygotowane fałszywe dokumenty i legalnie sprzedawał wóz na giełdzie. Peweksy okradał na tzw. plakat, czyli wycinał dziurę z szybie i z środka zaklejał ją plakatem. Wynosił wszystko. Czy był umówiony z kimś z pracowników, nie wiadomo, ale możliwe że tak. Sam Saszłyk twierdził, że wiele osób dawało się przekupić, a jednak liczne aresztowania świadczą o tym, że nie mógł być pewien niczyjej lojalności. W każdym razie udało mu się ukraść około 100 polonezów i ogołocić kilkadziesiąt peweksów. Żył na bogato, stale pod wpływem adrenaliny i alkoholu.

Działał jako złodziej przez 12 lat, 30 razy był aresztowany. To oznacza, że średnio mniej więcej co pięć miesięcy trafiał w ręce milicji. Wydostawał się na wolność sprytem, ale także siłą, miał ciężką rękę, potrafił pobić strażnika. Jako 35-latek uciekł po raz ostatni. Był wrzesień 1989 roku, siedział znowu w Gliwicach, ale wyszedł na spacerniak i po prostu się ulotnił. Okazało się, że zniknął w tunelu.

Tunel wykopała jego matka, która najęła do tej roboty znajomego, co nie było wcale łatwe. Narzekała, że robotnik bardzo się bał, ale ona nie myśłała o strachu, miała ważny cel; musiała wyciągnąć synka z aresztu. Zabierała wykopaną ziemię i formowała z niej zgrabne klomby. To właśnie matka odkryła, że w pobliskiej szkole trwają prace remontowe, odnawia się piwnice i nikt nie będzie zwracał uwagi na jeszcze jednego budowlańca oraz na starszą sprzątaczkę, która wynosi śmieci. Racja. Nie wpadli nikomu w oko. Powstał 15-metrowy tunel ze stemplami, było nawet oświetlenie. Wlot zaznaczyli ostrzem, żeby Zdzisio wiedział, gdzie ma stanąć. I o umówionej porze plan się sprawdził. Uciekinier spadł dwa metry w dół, potem musiał już tylko biec przed siebie. Przy wyjściu czekał motocykl, wszystko się udało, Najmrodzki przepadł. Strażnicy byli w szoku. Tou nie było przecież Hollywood, tylko PRL-owski areszt.

Prokuratura uważała, że Najmrodzkiemu pomagał ktoś z personelu gliwickiego więzienia. Ale kto, pozostaje zagadką do dzisiaj. Zbieg nie cieszył się zresztą długo wolnością; za bardzo szalał. Dwa miesiące później po pijanemu spowodował wypadek, trafił znowu do więzienia, dostał 20 lat. Siedział krótko, bo w 1994 roku ułaskawił go prezydent Lech Wałęsa. W więzieniu Saszłyk pisał ckliwe wiersze, które nawet ktoś mu wydał, ale już rok później znowu jechał kradzionym autem, tym razem z dwojgiem nastolatków, dziećmi swojego kolegi. Pędził jak wariat, wpadł na ciężarówkę, zabił siebie i pasażerów 31 sierpnia 1995 roku.

Sam chyba rozumiał, że nie ma nad sobą kontroli i nie może się zmienić. Kiedyś po rozprawie sądowej z kpiną zwrócił się do swojego wymownego adwokata: ,,Gdybym wiedział, że jestem taki niewinny, jak mnie pan przedstawił przed sędzią, tobym w ogóle nie brał adwokata.”

Musisz to wiedzieć

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie