MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Nawrócony zdrajca. Felieton Marka Szołtyska, historyka i znawcy Śląska

Marek Szołtysek
Oto niezwykle rzadkie śląskie zdjęcie, pokazujące ojca powołanego przymusowo do Wehrmachtu, który żegna się z dziećmi przed wyjazdem na front.
Oto niezwykle rzadkie śląskie zdjęcie, pokazujące ojca powołanego przymusowo do Wehrmachtu, który żegna się z dziećmi przed wyjazdem na front.
Nawet gdy w tym roku skończy się „ruska wojna” w Ukrainie, to jeszcze dziesiątki lat będą wychodziły na jaw tragedie, jakie w tym czasie miały miejsce. Podobnie jest na Śląsku, gdzie między innymi ciągle ujawniane są opowieści związane z przymusowym powoływaniem Ślązoków do niemieckiej armii w czasie drugiej wojny światowej.

Choć dla niektórych to nawet jeszcze za wcześnie, by o tym mówić otwarcie – bo to sprawy bolesne, bo żyją jeszcze ludzie lub ich krewni, których to dotyczy. A oto czego dowiedziałem się przed tygodniem w Sośnicowicach koło Gliwic. Opowiedziała to Pani Maria, która ma 85 lat i nie chciała podać imion, nazwisk i miejsc zamieszkania ludzi, których to dotyczy. Zatem ojciec Pani Marii, jako Ślązok został powołany do Wehrmachtu wraz z dwoma śląskimi kolegami z okolicznych wsi.

Wysłano ich na front wschodni, gdzie dostali się do rosyjskiej niewoli, do łagru. Tam w trójkę przygotowywali plan ucieczki, ale jeden z kolegów wystraszył się i w ostatniej chwili zrezygnował z ucieczki i doniósł o wszystkim komendantowi łagru. Za dwoma zorganizowano pościg. Jednemu się udało, ale drugi - ojciec Pani Marii - został schwytany i w łagrze publicznie skatowano go na śmierć. Więźniowie, którzy łagier przeżyli, po wojnie opowiedzieli o wszystkim rodzinie Pani Marii i podali nazwisko zdrajcy. Tymczasem winowajca wrócił do swojej śląskiej miejscowości. Bał się, że nowe komunistyczne polskie władze będą go za Wehrmacht prześladowały i dla kamuflażu wstąpił do „milicji obywatelskiej” i sam zajmował się prześladowaniem „Ślązoków wehrmachtowców”.

Ale to nie koniec świństw jakich się dopuścił, bo kiedyś przyszedł do rodziny Pani Marii i opowiedział całkowicie zmyśloną historię. Skłamał, że opiekował się ojcem do śmierci i że on mu obiecał, że za to ma się zgłosić na jego gospodarstwo na Śląsku i dostanie za to od rodziny konia. Jednak rodzina zdradzonego zabitego ojca nie mogła dać zdrajcy konia, bo go po prostu nie mieli, gdyż wszystko w ostatnich dniach wojny ukradli im Rusy. Jednak rodzina Pani Marii nie ujawniła wówczas zdrajcy, że o wszystkim wie. Bali się też, by o zdradzie i o próbie wyłudzenia konia powiadomić ówczesne władze – skoro to wtedy właśnie ów zdrajca był władzą. Dlaczego jednak Pani Maria do dzisiaj nie chce powiedzieć kto był owym zdrajcą? Bo po śmierci tego zdrajcy, jego żona przyszła przeprosić rodzinę Pani Marii i powiedziała, że na łożu śmierci żałował swoich czynów.

Oto wyjątkowo pouczająca historia. Pokazuje ona, że czasami Ślązoki - jak rodzina Pani Marii – przemilczają szczegóły swych historii nie z powody dziwacznych starych lęków, ale z przyzwoitości i dla uszanowania czyjegoś żalu za grzechy. Może więc dlatego, że niektórzy Ślązacy są zbyt porządni – to mamy trudności z docieraniem do całej prawy o nas samych?

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni