Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Protest rolników na DK 44 i DK 1 między Tychami a Bieruniem. Około setki ciągników

Jolanta Pierończyk
Jolanta Pierończyk
Wideo
od 12 lat
Protest rolników w Tychach. Około setki ciągników zebrało się przy kościele w Urbanowicach i stąd ruszyło na DK 44, a następnie DK 1, by dołączyć do ogólnopolskiego protestu rolników przeciwko Zielonemu Ładowi. Utrudnienia na DK 44 i DK 1 między Tychami a Bieruniem mają potrwać do piętnastej. Rolnicy zaznaczają, że nie jest to blokada dróg, zajmują tylko jeden pas, drugi jest wolny. Proszę o zrozumienie, bo ochrona polskiego rolnictwa powinna być naszą wspólną sprawą.

9 lutego 2024 około setki ciągników z flagami Polski stanęło o dziesiątej wzdłuż ul. Kościelnej w Tychach-Urbanowicach. Na niektórych, prócz flag, były też napisy: "Zielony Ład=Głód", "Unia niszczy polskiego rolnika", "Walczymy o lepsze jutro", "Zielony Ład zagłodzi wszystkich nas", "STOP nieprzebadanej żywności spoza Unii". Zebrali się nie tylko rolnicy z Tychów, ale też z powiatu bieruńsko-lędzińskiego, nawet powiatu pszczyńskiego.

W tyskim proteście chodzi o to samo, co w całej Polsce - głównie o niezgodę na przymusowe ograniczenia własnego gospodarstwa oraz niekontrolowany zalew polskiego rynku żywnością z Ukrainy i krajów Ameryki Południowej.

- Jako rolnicy polscy, europejscy produkujemy żywność zgodnie ze standardami obowiązującymi w UE. Jesteśmy kontrolowani.A tymczasem tylnymi drzwiami wpuszcza się do Polski i dalej na rynki europejskie żywność, zboże, rzepak, kukurydzę wyprodukowane w jakości nieeuropejskiej. Jeśli my mamy przestrzegać norm, to prosimy, by ktoś kontrolował żywność, która do nas trafia. Bo to jedna z naszych bolączek -że nas się kontroluje, a innych nie - mówi Bartłomiej Biolik, właściciel gospodarstwa nastawionego na produkcję roślinną i zwierzęcą.

Ktoś, kto nie ponosi kosztów związanych ze stosowaniem wymaganych technologii i środków ochrony roślin, może sprzedawać taniej. I tak jest właśnie z rolnictwem spoza Unii.

Trudno nam konkurować z produktami rolno-spożywczymi z Ukrainy czy krajów Ameryki Południowej, bo tamci producenci nie muszą spełniać standardów unijnych, obniżają sobie zatem koszty produkcji, podczas gdy mu, chcą sprostać coraz to nowszym unijnym standardom, musimy te koszty zwiększać. I tu jest problem - mówią protestujący rolnicy.

Dla zobrazowania coraz trudniejszej sytuacji polskiego rolnika Tomasz Długajczyk podał taki przykład.

Dwa-trzy lata temu tona pszenicy była na poziomie 1500 zł (tona nawozów azotowych kosztowała wtedy 900-1000 zł, a teraz pszenica kosztuje 600-700 zł, a nawozy zdrożały w tym czasie o 300 proc.

Rolnicy ubolewają, że do Polski zostało wwiezione zboże warte 6,5 mld zł, które to pieniądze mogły znaleźć się w kieszeni polskiego rolnika.

Nie do zaakceptowania dla rolników jest pomysł z przymusowym wyłączeniem z uprawy czy produkcji części swojego gospodarstwa,
Według unijnych założeń, musimy przestań produkować na ok. 4 proc. swoich gruntów. Jeżeli ja uprawiam na swoim polu zboże kukurydzę, które wykorzystuję do wykarmienia swojego stada zwierząt, to jeśli będę musieć wyłączyć te 4 proc. , to brakujące zboże będę musieć kupić , pewnie z krajów spoza Schengen, bo tylko takie będzie dostępne, a jakość tego zboża jest dość wątpliwa.

- I od tego momentu na jakości traci pasza, ale też produkt finalny - mówi Bartłomiej Biolik.

Rosnące koszty produkcji, choć z innych powodów niż tam, gdzie wchodzi w grę uprawa roślin, to problem Wojciecha Banerta z Urbanowic, który nastawił się na hodowlę kaczek i gęsi na ubój.

Dla mojej produkcji najbardziej uciążliwe jest podnoszenie cen energii, które rzutuje na koszty produkcji, ponieważ kurniki trzeba ogrzewać i wentylować. A ceny w skupach maleją ze względu na sprowadzanie gotowych porcji tuszek kurczaków czy kaczek z Ukrainy - mówi Wojciech Banert, młody rolnik z Urbanowic.

Jak mówi, rolnictwo to strategiczna gałąź polskiej gospodarki.

- Zależy nam, by nasz kraj był w stanie wyżywić się sam w czasie ewentualnego zerwania łańcuchów dostaw czy zablokowania Kanału Sueskiego. Nie możemy się uzależnić od importu i łaski czy niełaski importerów - podkreśla Wojciech Banert.

Pogorszenie kondycji polskiego rolnictwa osłabi firmy współpracujące z rolnikami, tj. różnego rodzaju dostawców produktów czy półproduktów, maszyn czy paliwa, a także producentów środków ochrony roślin.

Protest rolników, jak sami podkreślają, nie jest wymierzony przeciwko użytkownikom dróg, którzy i tak na Śląsku nie mają łatwo. Ale innego sposobu nie ma na wyrażenie swojej niezgody na podcięcie skrzydeł polskiemu rolnictwu. Walka o polskie rolnictwo i kontrolowaną żywność produkowaną wedle unijnych standardów to też walka o nasze zdrowie.

Przy akompaniamencie klaksonów ciągniki przejechały ulicą Kościelną na DK 44, którą miały pojechać do skrzyżowania w Bieruniu, stamtąd zawrócić i skierować się znów do Tychów. Protest miał się tez przenieść na DK 1 do skrzyżowania z aleją Sikorskiego.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera