MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Sanatorium Miłości: cała prawda o Marii Luizie z Gliwic. Po jej odejściu z show pojawiło się mnóstwo komentarzy. Nie wszystkie są prawdziwe

Agata Markowicz
Agata Markowicz
Kiedy Maria Luiza z Gliwic pakowała walizkę do programu „Sanatorium Miłości”, w głowie miała różne scenariusze. Ale nie taki, że wróci do domu przed końcem turnusu. Co tak naprawdę wydarzyło się, że odeszła z telewizyjnego show tuż przed finałem? Tylko u nas Maria Luiza zdradza, jaka jest naprawdę. To pozwala zrozumieć prawdziwe powody podjętej przez nią decyzji.

Dwa i pół tygodnia. Tyle wytrzymała w ,,Sanatorium Miłości” Maria Luiza z Gliwic. Na tydzień przed końcem kręcenia odcinków oświadczyła produkcji i pozostałym kuracjuszom: ,,nie znajdę tu miłości, wracam do domu”. W historii programu taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy. ,,To będzie edycja inna niż wszystkie” - zapowiadała Marta Manowska przed emisją pierwszego odcinka. Teraz wiadomo, co miała na myśli.

Co ja tutaj robię?

- To pytanie po raz pierwszy pojawiło się w mojej głowie już na samym początku, kiedy przyjechałam do Krynicy-Zdroju - wspomina Majka (Maria Luiza woli jak nazywa się ją właśnie tym imieniem). - Spojrzałam na panów i wiedziałam, że to żaden z nich - mówi bez ogródek. Zaraz potem tłumaczy: - Ja tak mam ze wszystkim. Wchodzę do sklepu, coś mi wpada w oko - to kupuję. U mnie nie ma wracania się po coś czy długiego zastanawiania się. Ani szukania niczego na siłę. Tak samo jest z facetami - dodaje.

Maria Luiza opowiada, że przez pewien czas przekonywała sama siebie, że ,,będzie dobrze”.

- W tyle głowy kołatała mi się myśl, że spotkało mnie megawyróżnienie, bo zostałam wybrana z grona 2700 uczestników, którzy zgłosili się na casting - opowiada. - To nie było zresztą tak, że program mi się nie podobał - zaznacza. - Wręcz przeciwnie! W ,,Sanatorium Miłości” przeżyłam wiele wspaniałych przygód, a przede wszystkim poznałam fantastycznych ludzi. Mam tu na myśli nie tylko uczestników programu, ale całą ekipę jego realizatorów, z Martą Manowską na czele. Ja za nimi wszystkimi ogromnie tęsknię - mówi gliwiczanka.

Zaraz potem dodaje jednak, że program ,,Sanatorium Miłości” dotyka bardzo silnych emocji, i to zaważyło na tym, że odeszła.

- Z wierzchu wydaję się silna, ale w środku jestem szalenie wrażliwa. Formuła programu jest taka, że uczestnicy raz po raz wracają do przeszłości. Chodzi o to, aby przepracować stare traumy i wyrzucić złe emocje. Ja chodziłam po takich ,,treningach” rozbita i obolała w środku. Raz po raz popłakiwałam. Prosiłam produkcję, żeby tych moich łez nie kręcili, ale wiadomo, takie rzeczy dobrze się sprzedają w telewizji, więc trochę poszło - mówi.

W szczerej rozmowie z Martą Manowską, Maria Luiza powiedziała wprost, że jest jej trudno znaleźć partnera, bo wszystkich porównuje do swojego zmarłego męża.

- Ciężko mi popatrzyć na kogoś i powiedzieć ,,może spróbuję”. Mam jakieś wymagania w stosunku do mężczyzn, a w tym wieku znaleźć takiego partnera, o jakim ja marzę, to naprawdę jest trudno - zwierzyła się Majka.

Jednocześnie zdradziła, że ktoś taki pojawił się w jej życiu, zanim przyszła do programu. Ale ten mężczyzna ma rodzinę, a ona nie chce budować związku na cudzym nieszczęściu. No i tu się zaczęło...

Widzowie wiedzą swoje

W sieci pojawiło się mnóstwo głosów, że Majka odeszła z ,,Sanatorium Miłości” na pokaz.

- Tak sobie myślę, że chciała się pokazać ukochanemu z jak najlepszej strony. Może też wzbudzić zazdrość, a tym samym odzyskać tę miłość na zawsze. Może stwierdziła, że żaden tutaj, tylko tamten i będzie walczyć - komentuje jedna z internautek.

Głosów w tym samym tonie jest więcej.

Ale to niejedyna teoria, jaka krąży po sieci po odejściu z programu gliwiczanki. Część widzów twierdzi, że wyjście Marii Luizy z ,,Sanatorium Miłości” to wymóg telewizyjnego scenariusza. Przekonują, że produkcja chciała w ten sposób ożywić szóstą edycję programu, który praktycznie od pierwszego odcinka krytykowany był za brak akcji i wyjątkowo nietrafiony dobór uczestników, którzy ,,grają” każdy na siebie.

- To jest wierutna bzdura. Wyjście z programu to była wyłącznie moja decyzja - ucina Majka. Zgadza się natomiast co do oceny uczestników. - To nie była taka zgrana grupa, jak w poprzednich edycjach. A kobiety trafiły się wyjątkowo charakterne - dodaje.

Podczas pobytu w Krynicy-Zdroju najbardziej zaprzyjaźniła się z Elżbietą, z którą dzieliła sanatoryjny pokój. Dobrze dogadywała się też z Teodozją.

Największą ,,kosę” - co widzom programu nietrudno zgadnąć - Majka miała z Małgosią. Powód? Gosi podobał się Staszek. Ale cały w tym ambaras, że Staszkowi już w pierwszym odcinku wpadła w oko Maria Luiza...

- Małgorzata mówiła otwarcie, że jest zainteresowana Staszkiem. A ja nie kryłam, że dobrze mi się z nim rozmawia, mamy wiele wspólnych tematów, ale… na tym koniec. Nie chciałam wplątywać się w żadne intrygi. Stwierdziłam, że nie wniosę nic nowego do programu, a ktoś inny może skorzystać; dlatego odeszłam - mówi gliwiczanka.

Krytyka jej nie obchodzi

Maria przekonuje, że krytyka i hejt, który wzmógł się w internecie po tym jak opuściła ,,Sanatorium Miłości”, spływają po niej jak po kaczce.

- Życie boleśnie mnie doświadczyło i zahartowało, więc ludzkie gadanie mnie mało obchodzi, zwłaszcza jeśli opinie są bezpodstawne i wyrażane anonimowo - zapewnia Maria Luiza. Zaraz potem decyduje się wyjawić znacznie więcej. - Lata temu, kompletnie zbankrutowaliśmy, straciliśmy z mężem całą firmę, a potem stres zrobił swoje i zmarł mój mąż. Zostałam z długami całkiem sama, przez dłuższy czas byłam krytykowana, większość znajomych gdzieś się nagle rozpierzchła... To był wyjątkowo trudny czas. Fakt, że w ogóle przeżyłam, zawdzięczam mojej córce. Maja przerwała wtedy studia w Warszawie, wróciła do Gliwic i prowadziła mnie za rękę, niczym mój anioł stróż. Udało mi się wszystko powoli ogarnąć, a z czasem stanąć na nogi. Dziś znam swoją wartość, mam sprawdzonych przyjaciół. Nie wszyscy muszą mnie lubić - przekonuje gliwiczanka.

Czas leczy rany. Jakiś czas temu Majka wróciła do dawnego zawodu i prowadzi w Gliwicach, tak jak kiedyś z mężem, firmę ogrodniczą. Jej wspólniczką jest koleżanka.

- Zimą zajmujemy się m.in. odśnieżaniem czy usuwaniem zalegającego na dachach śniegu. Latem przenosimy swoją aktywność do ogrodów. Zlecenia mamy od osób prywatnych, ale współpracujemy także z niektórymi gminami na Śląsku, pomagając im w utrzymaniu zieleni - opowiada gliwiczanka.

Poprzeczka wisi wysoko

Maria Luiza została wdową równo 20 lat temu; miała wtedy 47 lat.

- Po latach weszłam w jeszcze jeden związek, nawet zdecydowałam się na powtórne zamążpójście, ale… to nie był dobry wybór. Zdałam sobie z tego sprawę dosłownie dzień po ślubie. Nasza relacja skończyła się rozwodem - opowiada.

Kogo chciała znaleźć w „Sanatorium Miłości”?

- Szukam przede wszystkim faceta z pasją. Mój mąż Henryk bardzo wysoko postawił poprzeczkę. Minęło tak wiele lat od jego śmierci, a ja gdzieś w głowie wciąż noszę jego obraz. To jest niedobre, ja sobie z tego zdaję sprawę, ale silniejsze ode mnie… Przeżyliśmy razem 23 lata, nasze małżeństwo było naprawdę udane. Mąż mnie przez te wszystkie lata nosił na rękach. A ja jego! Wszyscy nam wkoło zazdrościli udanego związku, urodziły nam się fantastyczne dzieci, najpierw córka Maja, potem syn Tomek; wszystko układało się jak w bajce. Ten wzór gdzieś we mnie siedzi… Także jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny. Ja nie lubię niskich facetów; mój mąż był wysoki, postawny. Zawsze się śmiał, że zimą mnie grzeje, a latem daje mi cień. Miał zresztą olbrzymie poczucie humoru. Był szalenie inteligentny, dość powiedzieć, że znał trzy języki - mówiła w wywiadzie dla DZ zanim jeszcze rozpoczął się program.

Marzenia się spełniają

Maria Luiza swojej drugiej połówki po śmierci męża do tej pory nie znalazła, ale... blisko dwa lata temu udało jej się spełnić inne wielkie marzenie. Jak twierdzi od zawsze kochała taniec, a kiedy w telewizji pojawił się program ,,Taniec z gwiazdami” zamarzyła sobie, żeby kiedyś zatańczyć tak jak gwiazdy zapraszane do tego show. I dopięła swego!

- Przed moimi 65. urodzinami dowiedziałam się, że w Gliwicach jest szkoła tańca ProAm, w której profesjonaliści (Pro - red.) tańczą w parze z amatorami (Am - red). Wpadłam wtedy na śmiały pomysł, że podczas urodzinowej imprezy zatańczę przed moimi gośćmi jak profesjonalna tancerka - opowiada bohaterka ,,Sanatorium Miłości”.

Miesiąc intensywnej pracy w klubie Master Dance w Gliwicach wystarczył, żeby zaskoczyć gości. Majka dobrze przygotowała się do tego wydarzenia. Jak wspomina, specjalnie wyszukała w Gliwicach klub, gdzie jest taneczny parkiet - i tam urządziła imprezę. Specjalnie na okoliczność występu uszyła sobie również różową sukienkę w stylu latino i zainwestowała w profesjonalne buty do tańca. Całości dopełniły fryzura, makijaż i bronzer, którym pokryła ciało. Zatańczyła składankę tańców latynoamerykańskich do swojego ulubionego Bee Gees. Goście byli pod ogromnym wrażeniem.

Zobaczcie Video z 65. urodzin Marii Luizy. Na filmie można obejrzeć jej pierwszy taniec i reakcję gości:
https://dziennikzachodni.pl/majka-z-sanatorium-milosci-zaczela-tanczyc-po-60ce-gliwiczanka-startuje-w-turniejach-takze-za-granica-wyglada-fenomenalnie-video/ar/c6-18476133.

- Los chciał, że trafiłam na fantastycznego partnera, bo bez niego by się na pewno nie udało. To Cyprian Kapitan z Gliwic, tancerz najwyższej, międzynarodowej klasy S., który po urodzinach zaproponował mi wspólne treningi i zaraził pomysłem występów na turniejach ProAm w Polsce i za granicą. Do tamtej pory nie miałam pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje - opowiada gliwiczanka.

Majka trenuje z Cyprianem Kapitanem do dzisiaj, od niedawna w prywatnej szkole tańca, założonej przez tego tancerza w Gliwicach. W marcu występowali razem w międzynarodowym turnieju Master Dance w Rudzie Śląskiej, skąd przywiozła sześć złotych medali i jeden srebrny. Za swoje największe dotychczasowe osiągnięcie uważa jednak ubiegłoroczny występ na międzynarodowym turnieju tańca w Paryżu, który był organizowany pod wieżą Eiffla. Zapadł jej w serce ze względu na wyjątkowe miejsce pokazu, ale również fakt, że uczestników na parkiecie oceniali najlepsi sędziowie z całego świata. Z Paryża Majka przywiozła trzy złote krążki w swojej kategorii.

Sanatorium Miłości zbliża się do finału. Ostatnie odcinki można oglądać na antenie TVP! w każdą niedzielę, o godz. 21.20.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Lady Pank: rocznica debiutanckiej płyty

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni