Szpital w Rybniku. Okrągły stół bez porozumienia. Marszałek zapowiedział pieniądze na zobowiązania. W przyszłości powoła... spółkę?

Monika Chruścińska-Dragan
Monika Chruścińska-Dragan
Szpital w Rybniku. Okrągły stół bez porozumienia. Marszałek zapowiedział pieniądze na zobowiązania. W przyszłości powoła... spółkę?Zobacz kolejne zdjęcia/plansze. Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE Lucyna Nenow / Polska Press
Pakiet stabilizacyjny w wysokości 15 mln złotych zapowiedział marszałek województwa Jakub Chełstowski. Pieniądze te mają pomóc dyrekcji Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku pokryć pilne zobowiązania. Na tym jednak kłopoty placówki się nie kończą. Nadal zawieszona pozostaje działalność czterech oddziałów szpitala, w tym internistycznego. Lekarze narzekają też na fatalną atmosferę pracy w placówce. Marszałek nie widzi na razie powodów do obaw i sugeruje, że być może należałoby powołać zarządzającą szpitalem spółkę.

We wtorek, 20 lipca, w sali Sejmu Śląskiego w Katowicach zwołany został okrągły stół w sprawie Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 3 w Rybniku. Do rozmów zasiedli m.in. marszałek województwa śląskiego Jakub Chełstowski, dyrekcja placówki, przedstawiciele funkcjonujących w niej związków zawodowych, władz miasta oraz radni miejscy i województwa.

Zasadnicza część obrad przebiegła w atmosferze wzajemnych oskarżeń i składania oświadczeń przez każdą ze stron. – Jestem rozczarowany. Liczyłem na to, że będzie dyskusja, a de facto na dzień dobry to nie była nawet rozmowa, a wystąpienia – ocenił po spotkaniu Piotr Masłowski, wiceprezydent Rybnika.

Nie przeocz

Szpital ma kłopoty nie od dzisiaj. "Spróbujmy ponad podziałami mu pomóc"

Zatrudniający ponad 1 600 osób szpital boryka się, przypomnijmy, z potężnym zadłużeniem, które sięgać ma już ponad 115 mln zł. Organem założycielem placówki jest samorząd wojewódzki. Trwający od kilku miesięcy konflikt w szpitalu doprowadził do rezygnacji z pracy 21 pracujących w nim lekarzy.

W efekcie trzeba było zawiesić pracę czterech oddziałów, pediatrii, otolaryngologii dziecięcej, otolaryngologii dorosłych i oddziału wewnętrznego. Poszło m.in. dodatki za tzw. zejścia po dyżurach lekarzy, których zasadność wypłacania podważył w 2014 roku Sąd Najwyższy, a które w rybnickim szpitalu były wypłacane ponownie od 2018 roku.

Rozpoczynający obrady marszałek podkreślił, że samorząd województwa nie uchyla się od odpowiedzialności za szpital. – To nie jest łatwa branża, nie jest łatwa praca – te godziny przesiedziane na dyżurach, by nieść wsparcie i pomoc chorym. Doskonale to rozumiem. Nie można jednak nakłaniać dyrekcji do łamania prawa. Szpital nie ma środków, a jak nie ma, to nie ma – przekonywał z mównicy marszałek Chełstowski.

Dyrektorka szpitala, Ewa Fica, przypomniała, że zadłużenie szpitala nie narosło w rok czy dwa, ale jest efektem wieloletnich zaniedbań i sytuacja z każdym dniem się pogarsza. Zaprosiła do pracy w placówce lekarzy.

Podkreśliła, że płace w szpitalu nie należą do najniższych, a majowy apel skonfliktowanego z nią personelu, opublikowany na stronach Śląskiej Izby Lekarskiej, nazwała skandalicznym. Jak przypomniała, część załogi zwróciła się w nim do kolegów po fachu "o głębokie rozważenie przyjęcia ewentualnych ofert pracy ze strony p.o. dyrektor szpitala".

– Wołam: SOS dla tego szpitala, żebyśmy spróbowali ponad podziałami mu pomóc – apelowała Fica.

Przymuszanie do pracy ponad normy, brak sprzętu, zła atmosfera

O trudnej sytuacji w szpitalu mówili też jego pracownicy. Przywoływali jednak inne argumenty.

– Posądza się nas o to, że odeszliśmy, bo chce się nam obniżyć pensje. Tymczasem nie to jest najważniejsze. Najbardziej jest nam przykro z powodu atmosfery pracy, która w ostatnich miesiącach panowała. Mam tu na myśli przymuszanie do pracy ponad normy czasu pracy, wymaganie podpisania tzw. klauzuli opt-out, jako warunku przedłużenia umowy, brak sprzętu... Nie można mówić, że odeszliśmy od łóżek, pracowaliśmy do 300 godzin w miesiącu. Ja sama miałam 56 dni urlopu do wybrania – opowiada Katarzyna Zygmunt-Kamińska, do końca miesiąca rezydentka na oddziale wewnętrznym.

O zaniechaniach w szpitalu mówił także obecny na posiedzeniu szef śląskiej „Solidarności”, Dominik Kolorz. – Problemy narastały przez lata i nikt ich nie rozwiązywał. Zimną wodę w kranach i dziurawe kaloryfery pamiętam jeszcze z 2016 roku, bo akurat zdarzyło mi się przebywać kilka razy na oddziałach szpitala, ale nie w roli związkowego mediatora lecz pacjenta – mówił.

Na kryzys... umowa społeczna?

Kolorz zaproponował debatującym zawarcie umowy społecznej dla szpitala w Rybniku, a dyrektorce szpitala przedstawienie krótko– i długoterminowego planu rozwoju placówki.

– Wszystkie strony, które funkcjonują w rybnickim szpitalu, muszą usiąść do rozmów. W takiej umowie społecznej powinny znaleźć się uregulowania dotyczące pracowników, planowanych inwestycji w szpitalu i pacjentów. O pacjencie mam wrażenie, mówi się tu najmniej, a niby to on jest najważniejszy – podkreślił związkowiec.

Dyrektorka zapytana przez dziennikarzy o rekrutację lekarzy, zapowiedziała, że o jej efektach będzie można mówić najwcześniej w połowie sierpnia. Oddziały szpitalne przynajmniej na razie pozostaną zamknięte. Zdaniem Jakuba Chełstowskiego mieszkańcy Rybnika i powiatu rybnickiego nie mają się czego obawiać. – Są szpitale w Jastrzębiu-Zdroju i Żorach, które spokojnie będą świadczyć opiekę mieszkańcom tych dwóch powiatów – zapewnił.

Przypomniał, że to nie pierwsza sytuacja, kiedy szpital wojewódzki zawiesza działalność jakiegoś oddziału z powodu braku kadr. Do takich sytuacji w regionie dochodziło już co najmniej kilkanaście razy. A sytuacja rybnickiej placówki, zdaniem Chełstowskiego, jest pod kontrolą. Szpital nadal przyjmuje pacjentów, obecnie leczy się w nim ponad 400 osób.

Marszałek proponuje pakiet stabilizacyjny. A w przyszłości... spółkę?

Marszałek województwa zapowiedział także wsparcie szpitala kwotą 15 mln zł. Pieniądze mają pokryć część zobowiązań szpitala. W kolejnych latach zaproponował przekazać placówce kolejnych 25 mln, tym razem na inwestycje. Wymaga jednak, aby samorząd lokalny wziął część odpowiedzialności na swoje barki. – Jestem otwarty na każdą propozycję. Samorząd może być partnerem i dołożyć się do inwestycji. Miasto dysponujące miliardowym budżetem ma przecież niemałe możliwości, zaś troska o życie i zdrowie pacjenta jest obowiązkiem wszystkich samorządowców – proponował Chełstowski.

Jako wzór do naśladowania przywołał przypadek niegdyś wojewódzkiego szpitala w Tychach, którego część udziałów władze regionu przekazały w 2017 roku miastu. Formalnie jednak marszałek nie rozmawiał jeszcze na ten temat z władzami Rybnika.

Po obradach do rozmów w gabinecie marszałka usiąść miał wiceprezydent Rybnika. Prezydent Piotr Kuczera był w tym czasie w Warszawie.

– Chętnie się dowiem, jakie są oczekiwania marszałka w stosunku do urzędu miasta. Wtedy wrócę z tym do prezydenta i radnych. Będziemy dyskutowali na temat tego, ile jesteśmy z tego w stanie spełnić – mówił przed spotkaniem Piotr Masłowski. – My też oczekujemy dosyć jasno pomysłu i planu, jak te zmiany mają przebiegać, bo tego tu moim zdaniem na chwilę obecną zabrakło – zaznaczył.

Musisz to wiedzieć

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie