W Ligocie od 40 lat dokonują niemożliwego i „wyrywają” z rąk śmierci ludzkie życie. Małżeństwo spod Skoczowa opowiedziało nam swoją historię

Marcin Śliwa
Marcin Śliwa
Jedną z osób, których życie uratował zespół medyczny z Kliniki ŚUM jest Grzegorz Szczypka spod Skoczowa
Jedną z osób, których życie uratował zespół medyczny z Kliniki ŚUM jest Grzegorz Szczypka spod Skoczowa Karina Trojok
Udostępnij:
W środę 11 maja w auli Katedry i Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego odbyły się uroczyste obchody 40-lecia placówki. W trakcie spotkania podsumowano liczne osiągnięcia naukowe i sukcesy dydaktyczne, jednak tego dnia najważniejsi byli goście specjalni, czyli pacjenci, którzy w Ligocie zostali „wyrwani” śmierci. Jedną z osób, których życie uratował zespół medyczny z Kliniki ŚUM jest Grzegorz Szczypka spod Skoczowa, który podzielił się z nami swoją historią.

Na Oddział Intensywnej Terapii w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Katowicach – Ligocie kierowani są ludzie bezpośrednio zagrożeni utratą życia. Często towarzyszą im najtrudniejsze przypadki kliniczne, których nie są w stanie wyleczyć inni specjaliści. Choć anestezjolodzy pracują „w cieniu”, a pacjenci często ich nie pamiętają, to łączy ich szczególna, emocjonalna więź. Pokazały to łzy wzruszenia, jakie w środę towarzyszyły uroczystemu spotkaniu medyków z byłymi pacjentami, o którym szerzej informowaliśmy tutaj.

Jedną z osób, których życie uratował zespół medyczny z Kliniki ŚUM jest Grzegorz Szczypka spod Skoczowa. Jego choroba ujawniła się niespodziewanie 19 lipca 2021 roku.

- Grzesiu rano przed wyjściem do pracy źle się poczuł. Wezwaliśmy karetkę. Na Izbie Przyjęć w szpitalu w Bielsku-Białej stwierdzono, że ma tętniaka rozwarstwiającego aortę – opowiada Karina Szczypka, żona pana Grzegorza.

Pana Grzegorza przewieziono do pobliskich Polsko-Amerykańskich Klinik Serca w Bielsku-Białej, gdzie odbyła się bardzo ważna, prawie 7-godzinna operacja.

- Wtedy wydarzył się pierwszy cud i Grzesiu przeżył tę operację. Dzień później wrócił do szpitala wojewódzkiego w Bielsku-Białej na Oddział Intensywnej Terapii, bo okazało się, że wystąpiły powikłania pooperacyjne. Przez rozwarstwienie aorty mąż miał niedokrwione narządy wewnętrzne – tłumaczy dalej Karina Szczypka.

Na Oddziale Intensywnej Terapii bielskiego szpitala spędził 3 tygodnie. Pan Grzegorz nie pamięta niczego, co działo się w tamtym czasie.

- Był już w bardzo poważnym stanie i sytuacja po prostu zaczęła przerastać lekarzy. Udało nam się wtedy przenieść męża na Intensywną Terapię do Katowic pod skrzydła doktora Krzycha – wspomina pani Karina.

Poznanie prof. Łukasza Krzycha, lekarza kierującego Oddziałem Anestezjologii i Intensywnej Terapii w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Katowicach, było przełomowym momentem nie tylko w leczeniu pana Grzegorza, ale również w jego pamięci.

- Pamiętam Katowice od pierwszego dnia, gdy się tu dostałem. Jak trafiłem na Oddział Intensywnej Terapii to działały środki przeciwbólowe, przez co pomyliłem profesora Krzycha z moim znajomym. Przywitałem się z nim mówiąc „cześć, co tu robisz?”. Później okazało się, że moim znajomym nie był, ale przez ten czas, w którym tutaj byłem stał się moim kolegą. To naprawdę niesamowity człowiek – przekonuje Grzegorz Szczypka.

Na Oddziale Intensywnej Terapii w Ligocie, pan Grzegorz spędził ponad miesiąc. Każdego dnia toczyła się tu wielka walka o jego życie.

- Później już pamiętam jak to wyglądało –mówi pan Grzegorz. - Pamiętasz, ale trochę mieszała się rzeczywistość z wyobraźnią – dopowiada żona. - Rzeczywiście, często tak było. Różne dziwne rzeczy mi się wydawały. W nocy dzwoniłem do żony i mówiłem, że jestem gdzieś indziej, a przecież byłem cały czas w szpitalu. Tak naprawdę, to na dzień dzisiejszy nie wiem, ile pamiętam, a ile wspomnień przywróciła mi żona opowiadając – wyjaśnia.

W czasie, gdy pan Grzegorz był leczony w Katowicach odwiedzała go żona, ale nie widywał się z córkami.

- Jak byłem w szpitalu to jak każdy, bardzo tęskniłem za rodziną, ale każdy jeden z lekarzy, każda pielęgniarka, czy nawet panie, które sprzątały, budowały domową atmosferę – przekonuje pan Grzegorz. - Nie byłem do końca świadomy tego co się dzieje, bo cały czas spędzałem w izolatce. Nie wiedziałem nawet co dzieje się za ścianą. Mogłem jedynie przypuszczać, że nie jest do końca dobrze i nie każdy jest tak hospitalizowany jak ja. To jednak gdzieś umykało dzięki podejściu całego personelu na Oddziale do pacjentów - dodaje.

Mimo starań personelu, tęsknota za rodziną i możliwość jej utraty, bardzo źle wpływały na pana Grzegorza. W połowie sierpnia wydarzył się przełomowy moment, który pozwolił mu na chwilę powrócić do normalności i dodał sił na kolejne tygodnie.

- Któregoś dnia pan profesor przyszedł do mnie z panią pielęgniarką. Mieli ze sobą wózek inwalidzki i profesor powiedział: „Grzegorz siadaj, jedziemy na spacer”. Początkowo byłem przekonany, że wyjedziemy za drzwi Oddziału Intensywnej Terapii, popatrzymy przez okna i wrócimy, ewentualnie być może zjedziemy do holu. Okazało się, że wyszliśmy poza budynek i dwa razy okrążyliśmy całe centrum kliniczne. W tym czasie rozmawialiśmy o tym, że na pewno będzie dobrze, że jest to pierwszy spacer, ale nie ostatni. Profesor mówił, że niedługo wrócę do domu, do moich dziewczyn. Mówiliśmy też o codziennych rzeczach, o samochodach na parkingu. Wszystko po to, żeby myśli odleciały w kierunku czegoś przyziemnego. Udało się. To był dla mnie taki kop, że długo po tym spacerze byłem spokojniejszy. Pan profesor ma takie podejście do pacjentów, że swoją postawą i rozmową buduje u człowieka wewnętrzny spokój – opowiada pan Grzegorz.

Jedną z osób, których życie uratował zespół medyczny z Kliniki ŚUM jest Grzegorz Szczypka spod Skoczowa
Jedną z osób, których życie uratował zespół medyczny z Kliniki ŚUM jest Grzegorz Szczypka spod Skoczowa archiwum prywatne

W Katowicach pan Grzegorz był hospitalizowany od 5 sierpnia. Na ostatnie trzy tygodnie został przeniesiony na Oddział Chirurgii Przewodu Pokarmowego w związku z perforacją jelit.

- Raz było lepiej, raz było gorzej, ale ostatecznie udało się wyjść na prostą. Skutki tej choroby odczuwa cały czas. Będą już w jego życiu do końca, ale żyje i dobrze funkcjonuje – mówi pani Karina.

Szpital w Katowicach opuścił 8 października, czyli dzień przed swoimi 32. urodzinami. Co powiedział córkom przy pierwszym spotkaniu po prawie trzymiesięcznej rozłące?

- Nie pamiętam, to były za duże emocje… Pamiętam za to, że jeszcze wcześniej, przez telefon córka mi powiedziała, że jak wrócę, to mnie przytuli i nigdy już nie puści. I rzeczywiście, było dużo, dużo tulenia, a mniej słów – wspomina Grzegorz Szczypka.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polska coraz bardziej rowerowa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Zachodni
Dodaj ogłoszenie