MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Bady i badki - felieton Marka Szołtyska, historyka i znawcy Śląska

Marek Szołtysek
Ślązoki w badach. Zdjęcie zrobił Wilhelm Szołtysek w Zakopanem z 1931 roku.
Ślązoki w badach. Zdjęcie zrobił Wilhelm Szołtysek w Zakopanem z 1931 roku. Wilhelm Szołtysek
Trudno zaprzeczyć, że starsze pokolenia Ślązoków, których młodość przypadła na pierwszą połowę XX wieku, mówiły po śląsku trochę inaczej i w pewnym sensie lepiej. Dlaczego? Bo używało się wtedy więcej słów śląskich, które z biegiem lat były wypierane z mowy Ślązoków pod presją polszczyzny literackiej.

Żeby jakoś przyjrzeć się temu zjawisku, postanowiłem przeczytać książkę Stanisława Ligonia „Bery i bojki śląskie” – pod kątem tych śląskich wyrazów, które autor tam stosuje, a które moim zdaniem są używane dzisiaj bardzo rzadko albo wcale.

A książka ta powstała w 1931 roku, czyli dzieli ją od naszych czasów dystans 89 lat. I to jest dla języka wystarczająco długi okres, by zauważać w nim zmiany. Przykładowo więc we wspomnianej książce dostrzegłem ciekawe słowo – bady. Kontekst jest łatwy do odszyfrowania. Ktoś był w badach, albo pojechał do badów, czyli ktoś był w sanatorium, w miejscu uzdrowiskowym czy u wód. A takie bady były przykładowo od XIX wieku w Zakopanem a na Śląsku - w Jastrzębiu-Zdroju czy w Goczałkowicach-Zdroju.

Oczywiście, że chodzi tutaj o germanizm, czyli ześląszczone słowo pochodzenia niemieckiego – baden, czyli pływać, kąpać lub bad – kąpiel, kąpielisko, łazienka. Dawniej więc Ślązoki jeździły do badów, a dzisiaj już mówią inaczej, choć słyszy się jeszcze słowa pokrewne, jak badki – kąpielówki, badykostium – strój kąpielowy dla pań albo badymantel – szlafrok, płaszcz kąpielowy.

Na badach jednak nie koniec, bo we wspomnianej książce zauważyłem jeszcze inne, archaiczne już dzisiaj słowa śląskie, jak przykładowo: łowada – owad; chlistać – pluć; buks albo bukslik – chłopak; animować – zachęcać; bakan – ktoś wstrętny; borg – kredyt; brylenszlanga – wąż kobra; bździnka – takie nic; iść na dinst – iść na służbę; dopolać – dokuczać; fakla – pochodnia; forszus – zaliczka; gdowa – wdowa; gerycht – sąd; grundelok – cham; ibercyjer – krótki płaszcz męski; kielec – ząb; krzynka – odrobina; kuczer – woźnica; lewka lub mańka – lewa ręka; mieć prawie – mieć rację; miliońsko – dużo; naćkany – najedzony; patrona – nabój; petrolyj – nafta; pragliwy – chciwy; procnie – trudno; siarniczka – zapałka; szpasobliwie – żartobliwie; śpichać sie – spieszyć się; tuplikować – tłumaczyć; ubzdać se – wymyślić sobie; wargować – pyskować; weker – budzik; zajdel – kufel…

Te i tym podobne słowa może jeszcze dzisiaj ktoś rozumie albo ich używa w mowie codziennej, ale to znaczy, że potrafi bardzo dobrze godać po śląsku. Przy okazji też warto powiedzieć, że jest dzisiaj pilna potrzeba spisywania tych starych a odchodzących w niepamięć śląskich wyrazów, śląskich archaizmów – aby je ocalić dla następnych pokoleń. Bo za około trzydzieści lat – nie pozostanie już nikt z kim się będzie można na ten temat skonsultować. Sądzę też, że powinno się powoli zacząć rozróżniać mowę śląską na współczesną i starośląską.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni