MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Medal za dzieci - felieton Marka Szołtyska, historyka i znawca Śląska

Marek Szołtysek
Wielodzietna rodzina cesarza Wilhelma II i medal, jaki dostawali wszyscy jego poddani, którzy mu w tym dorównali.
Wielodzietna rodzina cesarza Wilhelma II i medal, jaki dostawali wszyscy jego poddani, którzy mu w tym dorównali. arc
Rodzina Gorolów na przełomie XIX i XX wieku mieszkała w Szczejkowicach. Miejscowość leży dzisiaj na terenie gminy Czerwionka-Leszczyny. A jeżeli kogoś interesuje owe charakterystyczne nazwisko „Gorol”, to pewnie znak, że ktoś z ich przodków pochodził z gór i chodzi najprawdopodobniej o teren Żywiecczyzny, bo jakby ów pierwszy „Gorol” był ze Śląska Cieszyńskiego, to by chyba dostał przydomek – „Cesarok”. Kiedy protoplasta rodu zamieszkał na Górnym Śląsku?

Tego nikt z dzisiejszych jego potomków nie wie. Pewnie to było w XVII, XVIII ale najpóźniej w XIX wieku. Rozmawiałem na ten temat z Tadeuszem Gorolem, który opowiedział mi m.in. o swojej babci i dziadku, czyli o Klarze i Franciszku Gorolach. Mieszkali oni w Szczejkowicach, w domu koło kapliczki. Mieli siedmioro dzieci i byli to: Paweł (urodzony w 1903 roku), Jan (1904), Wiluś (1905), Alojz (1906), Regina (1909), Józef (1911), Rudolf 1913 i najmłodszy Emil. „Ten Emil był moim ojcem. Urodził się w sierpniu w 1915 roku, czyli już podczas pierwszej wojny światowej. A niedługo po jego przyjściu na świat do ich domu dotarła przesyłka od samego cesarza Niemiec Wilhelma II Hohenzollerna, którego Ślązacy byli wówczas poddanymi” - opowiada mój rozmówca Tadeusz Gorol, który aktualnie mieszka w Rowniu na terenie Żor.

Powód tej cesarskiej przesyłki związany jest z pewną ciekawostką. Otóż wspomniany cesarz Wilhelm wraz ze swoją małżonką cesarzową Augustą Wiktorią mieli siedmioro dzieci. Sześciu synów i jedną córkę. I kiedyś cesarz miał się publicznie wyrazić, że każdy jego poddany, który mu dorówna i też będzie miał tyle dzieci – to zasługuje na nagrodę. Oczywiście cesarz nie rzucał słów na wiatr. Dlatego w 1915 roku do domu Gorolów do Szczejkowic został przesłany prezent od cesarza. Dostali pieniądze, pamiątkowy medal i list gratulacyjny. Tych pieniędzy było 50 marek i to już była kwota zmniejszona z powodu wojennych oszczędności. Natomiast ci poddani cesarza, którzy dorobili się odpowiedniej ilości dzieci przed wojną, dostawali po 80 marek. Jak zaś idzie o medal, to widniało na nim popiersie poprzedniego cesarza niemieckiego Wilhelma I. A teraz list gratulacyjny. Niestety zaginął. Właściwie został smalony przez samych Gorolów, bo jak armia rosyjska szła przez Śląsk w 1945 roku, to podczas rabowania natrafiała na pisane po niemiecku dokumenty. Wówczas Rusy – za te „niemieckie papiery” - mordowali całe rodziny. Ale przecież nas to dzisiaj w ogóle nie powinno dziwić, zważywszy na to, co teraz wyprawiają Rusy w Ukrainie. Zatem mój rozmówca Tadeusz Gorol ma w swych rodzinnych zbiorach tylko ów medal po babci i dziadku. Natomiast szuka u innych Ślązoków zachowanego cesarskiego listu gratulacyjnego za dzieci. Bo przecież w owych czasach nie tylko Gorole ze Szczejkowic mieli potomstwo w ilości cesarskiej.

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Szczyt NATO. Ogromne wsparcie dla Ukrainy

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikzachodni.pl Dziennik Zachodni